Rozdział 7
Listopad dobiegał końca. Na dworze pojawiły się pierwsze płatki śniegu, a temperatura spadła poniżej zera. James siedział w pokoju wspólnym, pisząc wypracowanie z eliksirów. Podrapał się piórem po nosie usiłując sobie przypomnieć wszystkie składniki eliksiru młodości, lecz coś rozproszyło jego uwagę. W okno stukała brązowa płomykówka z kawałkiem pergaminu przy nóżce. Chłopak wpuścił sowę do środka i przeczytał treść listu.
Szanowny Panie Potter
Licząc od dnia dzisiejszego do pierwszego zadania pozostał równo tydzień. Dziś o godzinie 19.00 w Izbie Pamięci odbędzie się spotkanie dotyczące pierwszego zadania. Obecność wszystkich reprezentantów obowiązkowa
Hamish McFarlan
-Co tam masz? –spytał Syriusz ziewając.
-List od McFarlana. Dzisiaj jest to spotkanie dotyczące turnieju – rzekł James z rezygnacją.
-Co jest stary? Chyba się nie cykasz? – zapytał Black widząc minę przyjaciela.
-No co ty, tylko tak trochę dziwnie się czuję.
-Nie dramatyzuj – rzekł Łapa klepiąc kumpla po ramieniu – wygrasz i laski będą za tobą latały.
-Jakby już tego nie robiły – powiedział Potter szczerząc zęby.
-Tylko Evans nadal ma cię gdzieś. O właśnie idzie.
Rogacz natychmiast spostrzegł Rudą , która usiadła przy stoliku i zaczęła rozpakowywać swoją torbę. Korzystając z okazji, chłopak podszedł do Lily uśmiechając się szeroko. Bez żadnego przywitania wypalił tylko:
-Umówisz się ze mną?
-Potter, czy kiedykolwiek dotrze do ciebie, że ja mam chłopaka? – burknęła Ruda nie podnosząc głowy by na niego spojrzeć – i przestań gadać, że nasze rozstanie to tylko kwestia czasu – dodała wyprzedzając wypowiedź chłopaka.
Nie zawracając sobie nią dłużej głowy, podszedł do chłopaków i rzekł:
-Będzie moja i to już niedługo.
O godzinie 18.30 James opuścił pokój wspólny i skierował się do Izby Pamięci. Skorzystał ze wszystkich możliwych skrótów, więc w dojście do Sali zajęło mu niecałe pięć minut. Rozejrzał się i przypomniał sobie wszystkie szlabany z Syriuszem, gdy musiał czyścić srebra. To właśnie z tego powodu nigdy nie przepadał za tą salą. O 19 wszyscy łącznie z panem McFarlanem siedzieli na perkalowych fotelach, wyczarowanych przez szefa departamentu magicznych gier i sportów.
-Tak więc, moi kochani. Pierwsze zadanie już za tydzień. Stresujecie się?
Cała czwórka pokręciła głowami, lecz ich miny wyrażały co innego. Jedynie James uśmiechał się i sprawiał wrażenie całkiem rozluźnionego.
-Bardzo mi przykro, ale nie mogę wam powiedzieć na czym polega pierwsze zadanie i co dokładnie będziecie w nim robić.
-Czy pan uważa nas za idiotów? – rzekł James- Przecież to chyba jasne, że nie dowiemy się co nas czeka. Niech pan szybko powie, to co mamy wiedzieć i wszyscy wrócimy do swoich zajęć.
McFarlana zszokowała arogancka wypowiedź Pottera. Siedział i patrzył się na niego z otwartymi ustami, w końcu pierwszy raz w życiu jakiś uczeń zwrócił się do niego w taki sposób.
-A więc zadanie odbędzie się na błoniach o godzinie 10 rano. Powiem jedynie, że waszym zadaniem będzie pokonanie magicznego stworzenia i zdobycie czegoś co pomoże wam w następnym zadaniu. A teraz proszę, wróćcie do swoich zajęć – rzekł obrzucając Jamesa chłodnym spojrzeniem, którego chłopak zdawał się nie zauważać.
Kiedy wyszli z Izby Pamięci podszedł do niego Jonny.
-Ale ty jesteś chamski – rzekł do Pottera.
-Ale za to jaki przystojny – rzuciła z figlarnym uśmiechem przechodząca obok nich Amelia Rouse, bardzo ładna Puchonka, również reprezentantka.
Jonny obrzucił ją krzywym spojrzeniem, lecz dziewczyna odwróciła się i kompletnie go nie zauważyła.
-O co ci chodzi? – rzucił James z ironicznym uśmiechem – po prostu powiedziałem co myślę.
-Uważasz, że wszystko ci wolno? Mylisz się Potter. I Lily nigdy nie będzie twoja.
James nadal patrzył na niego z ironicznym uśmiechem i zamiast odpowiedzieć rzucił na Krukona zaklęcie galaretowatych nóg.
-Powodzenia w dojściu do salonu – pożegnał się Rogacz i skierował się do Wielkiej Sali na kolacje.
-Lily! – krzyknęła Emily – idziesz na kolację?
-Idźcie, zaraz do was dojdę – odkrzyknęła Ruda i dalej pisała swoje wypracowanie z historii magii.
Lily jako jedyna opierała się sennej atmosferze w klasie Profesora Binnsa i zawsze miała bardzo staranne notatki, dzięki którym pisanie wypracowań szło jej dość szybko. Postawiła kropkę po zdaniu kończącym historię wojen goblinów, zwinęła pergamin i zaniosła torbę do sypialni. Następnie wybiegła z pokoju wspólnego, kierując się jak najszybciej na kolację. Jej żołądek już pół godziny temu domagał się jedzenia, lecz dziewczyna starała się myśleć tylko o goblinach. Wpadła jak burza do Sali wejściowej i zobaczyła Jonnego, który ledwo trzymał się w pozycji stojącej. Lily dobrze znała przeciwzaklęcie i już po chwili nogi Krukona przestały dziko pląsać.
-Co ci się stało? – zapytała Lily.
-Potter, na każdą krytykę reaguje dość agresywnie – rzekł chłodno Jonny.
-Już ja sobie z nim pogadam – warknęła Dziewczyna – jest tam?
Chłopak pokiwał głową i obejmując Lily w talii wkroczyli do Wielkiej Sali.
James siedział razem z Syriuszem, opowiadając mu o czymś. Kiedy Lily ze swoim chłopakiem do nich podeszli, Black wybuchnął śmiechem.
-Potter, co ty sobie wyobrażasz? – krzyknęła Evans.
-O co ci chodzi? – spytał z miną niewiniątka.
W tym momencie do Sali weszła Layla spoglądając to na Lily, to na Jamesa, Jonnego i Syriusza. Syriusz korzystając z okazji objął ramieniem zdziwioną Brunetkę i szepnął jej do ucha:
-Chodź, niech sobie w spokoju pogadają.
Reed uśmiechnęła się mimo woli i pozwoliła Blackowi wyprowadzić się z Sali.
Przez ten moment Rogacz z Rudą zdążyli się już pokłócić.
-Należało mu się!
-Bo powiedział ci prawdę?
-Nie mógł przeboleć mojej szczerości!
-Jedyną osobą, która nie może przeboleć szczerości i krytyki jesteś ty Potter! Myślisz, że jesteś we wszystkim najlepszy, najprzystojniejszy i że możesz mnie mieć? Mylisz się! Jesteś tylko napuszonym palantem, który wyżywa się na innych!
-Tym razem miałem powód! – bronił się Czarnowłosy.
-A za każdym razem, kiedy znęcasz się na Severusem też masz powód?
-Umów się ze mną, a obiecuję, że już nigdy nikogo nie tknę.
-Potter, czy ty siebie słyszysz? A poza tym mam chłopaka. A nawet gdybym go nie miała, wolałabym iść na randkę z Filchem niż z tobą!
Te słowa wywołały na Sali ogromną burzę. Fanki Jamesa, przeklinały osobę Lily, a męska część biła Evansównie brawo. James obrzucił Jonnego nienawistnym spojrzeniem i wyszedł kierując się prosto do pokoju wspólnego.
Tymczasem Syriusz spacerował z Laylą po błoniach Hogwartu. Mimo tego, że było ciemno i zimno, żadne z nich nie chciało kończyć tego spaceru. Pierwszy raz od początku ich znajomości rozmawiali ze sobą całkiem normalnie, bez żadnych kłótni i docinek. Po okrążeniu chatki Hagrida para usiadła pod rozłożystym bukiem koło jeziora.
-Ile gwiazd! – zachwyciła się Layla.
-Wyjątkowo dużo jak na tę porę roku – rzekł Syriusz.
Brunetka czuła się nieco niezręcznie. Syriusz podobał jej się bardzo i to już od dłuższego czasu. Dobrze wiedziała, że nie powinna tak bardzo się do niego przywiązywać, w końcu w jego słowniku nie było wyrażenia takiego jak „stabilizacja”. Ale sposób w jaki na nią patrzył… A może patrzył tak na każdą? Jego niebieskie oczy były coraz bliżej i bliżej, i bliżej. Stykali się nosami. W końcu jego usta dotknęły jej ust. Oddała się temu pocałunkowi całkowicie. W tym momencie nic innego mogłoby nie istnieć.
Kiedy w końcu oderwali się od siebie, jeszcze raz popatrzyli sobie w oczy.
-Chyba czas wracać – rzekł Syriusz podnosząc się.
-Chyba tak – szepnęła Brunetka i chwyciła dłoń Blacka.
Siedząc na błoniach stracili poczucie czasu. Kiedy weszli do Sali wejściowej, panowała w niej zupełna ciemność.
-Już jest cisza nocna – mruknęła niepewnie Layla.
-Nie przejmuj się, mnóstwo razy chodziłem nocą po zamku – rzekł Łapa obejmując dziewczynę w talii.
Przemierzali ostatni korytarz przed portretem Grubej Damy, gdy zszokowani wpadli na… Profesor McGonagall. Nauczycielka transmutacji aż cała się trzęsła. Warknęła tylko:
-Za mną.
Syriusz i Layla jak sparaliżowani podążyli za opiekunką. Kiedy stanęli przed ogromną chimerą prowadzącą do gabinetu Dyrektora wiedzieli, że sprawa jest poważna. Tylko Syriusz nie rozumiał dlaczego, o zwykłe chodzenie po korytarzach lądują na dywaniku.
-Fasolki Bertiego Botta – powiedziała McGonagall i gestem dłoni rozkazała parze wejść po schodach na górę.
Layla pierwszy raz znalazła się w takiej sytuacji. W całej swojej szkolnej karierze ani razu nie dostała szlabanu. Ze strachu aż trzęsły jej się kolana, ale przecież jako dziewczyna Huncwota nie może się bać. Mocniej ścisnęła dłoń Syriusza i wraz z nim wkroczyła do gabinetu. Dumbledore zazwyczaj uśmiechnięty miał bardzo poważną minę i nerwowo przechadzał się po kolistym pomieszczeniu. Gdy spostrzegł młodych Gryfonów jego wyraz twarzy stał się łagodniejszy i spokojnym głosem poprosił by usiedli. Zapanowało krótkie milczenie, które przerwała Brunetka:
-Dyrektorze, my przepraszamy, ale po kolacji wyszliśmy na błonia i tak się zasiedzieliśmy, że nawet nie zauważyliśmy, że już jest cisza nocna.
Dyrektor spojrzał w szare oczy dziewczyny i rzekł:
-Droga Laylo, czy myślisz, że gdyby chodziło tylko o chodzenie korytarzami po ciszy nocnej siedzielibyście tutaj?
-Więc o co chodzi? – zapytał zaniepokojony Syriusz.
-Śmierciożercy próbowali dostać się do zamku, ale na szczęście im się to nie udało. Mimo tego postanowiliśmy zachować specjalne środki ostrożności.
Dwójka Gryfonów odetchnęła z ulgą w duchu. Skoro Śmierciożercy napadli szkołę, to znaczy, że im się upiecze. Ale tak naprawdę jakie to ma teraz znaczenie? Dyrektor spojrzał na swoich uczniów jakby się nad czymś głęboko zastanawiał. Po chwili rzekł:
-Myślę, że niedługo wszystko stanie się jasne, a teraz proszę, wróćcie do swoich dormitoriów.
Para biegiem udała się do salonu. Nie było dla nich zaskoczeniem, że ich przyjaciele siedzą na kanapie bardzo zmartwieni.
-Layla! – krzyknęła Lily i wraz z Michelle rzuciły się na przyjaciółkę mocno ją obejmując.
Huncwockie powitanie nie było aż tak wylewne, ale było widać, że trójka chłopaków odetchnęła z ulgą na widok Syriusza.
-Michelle, co ty tu robisz? – zapytał Black.
-Zanim ogłosili napad śmierciożerców przyszłam odwiedzić dziewczyny, a potem nie chciały mnie wypuścić.
-A gdzie jest Emily? – zapytała Layla.
-Nie wiemy –szepnęła Lily – nie widziałam jej od kolacji.
-Trzeba powiadomić Dumbledora! – krzyknęła Brunetka.
-Nie trzeba – rzekł James.
-Masz jakiś lepszy pomysł? – warknęła Ruda rzucając Potterowi mordercze spojrzenie – naszej przyjaciółki nie ma już od paru godzin i nie wiemy co się dzieje!
-Jak się jej zapytasz to może ci powie – rzekł Rogacz i spojrzał w stronę portretu Grubej Damy, gdzie stała Emily.
Listopad dobiegał końca. Na dworze pojawiły się pierwsze płatki śniegu, a temperatura spadła poniżej zera. James siedział w pokoju wspólnym, pisząc wypracowanie z eliksirów. Podrapał się piórem po nosie usiłując sobie przypomnieć wszystkie składniki eliksiru młodości, lecz coś rozproszyło jego uwagę. W okno stukała brązowa płomykówka z kawałkiem pergaminu przy nóżce. Chłopak wpuścił sowę do środka i przeczytał treść listu.
Szanowny Panie Potter
Licząc od dnia dzisiejszego do pierwszego zadania pozostał równo tydzień. Dziś o godzinie 19.00 w Izbie Pamięci odbędzie się spotkanie dotyczące pierwszego zadania. Obecność wszystkich reprezentantów obowiązkowa
Hamish McFarlan
-Co tam masz? –spytał Syriusz ziewając.
-List od McFarlana. Dzisiaj jest to spotkanie dotyczące turnieju – rzekł James z rezygnacją.
-Co jest stary? Chyba się nie cykasz? – zapytał Black widząc minę przyjaciela.
-No co ty, tylko tak trochę dziwnie się czuję.
-Nie dramatyzuj – rzekł Łapa klepiąc kumpla po ramieniu – wygrasz i laski będą za tobą latały.
-Jakby już tego nie robiły – powiedział Potter szczerząc zęby.
-Tylko Evans nadal ma cię gdzieś. O właśnie idzie.
Rogacz natychmiast spostrzegł Rudą , która usiadła przy stoliku i zaczęła rozpakowywać swoją torbę. Korzystając z okazji, chłopak podszedł do Lily uśmiechając się szeroko. Bez żadnego przywitania wypalił tylko:
-Umówisz się ze mną?
-Potter, czy kiedykolwiek dotrze do ciebie, że ja mam chłopaka? – burknęła Ruda nie podnosząc głowy by na niego spojrzeć – i przestań gadać, że nasze rozstanie to tylko kwestia czasu – dodała wyprzedzając wypowiedź chłopaka.
Nie zawracając sobie nią dłużej głowy, podszedł do chłopaków i rzekł:
-Będzie moja i to już niedługo.
O godzinie 18.30 James opuścił pokój wspólny i skierował się do Izby Pamięci. Skorzystał ze wszystkich możliwych skrótów, więc w dojście do Sali zajęło mu niecałe pięć minut. Rozejrzał się i przypomniał sobie wszystkie szlabany z Syriuszem, gdy musiał czyścić srebra. To właśnie z tego powodu nigdy nie przepadał za tą salą. O 19 wszyscy łącznie z panem McFarlanem siedzieli na perkalowych fotelach, wyczarowanych przez szefa departamentu magicznych gier i sportów.
-Tak więc, moi kochani. Pierwsze zadanie już za tydzień. Stresujecie się?
Cała czwórka pokręciła głowami, lecz ich miny wyrażały co innego. Jedynie James uśmiechał się i sprawiał wrażenie całkiem rozluźnionego.
-Bardzo mi przykro, ale nie mogę wam powiedzieć na czym polega pierwsze zadanie i co dokładnie będziecie w nim robić.
-Czy pan uważa nas za idiotów? – rzekł James- Przecież to chyba jasne, że nie dowiemy się co nas czeka. Niech pan szybko powie, to co mamy wiedzieć i wszyscy wrócimy do swoich zajęć.
McFarlana zszokowała arogancka wypowiedź Pottera. Siedział i patrzył się na niego z otwartymi ustami, w końcu pierwszy raz w życiu jakiś uczeń zwrócił się do niego w taki sposób.
-A więc zadanie odbędzie się na błoniach o godzinie 10 rano. Powiem jedynie, że waszym zadaniem będzie pokonanie magicznego stworzenia i zdobycie czegoś co pomoże wam w następnym zadaniu. A teraz proszę, wróćcie do swoich zajęć – rzekł obrzucając Jamesa chłodnym spojrzeniem, którego chłopak zdawał się nie zauważać.
Kiedy wyszli z Izby Pamięci podszedł do niego Jonny.
-Ale ty jesteś chamski – rzekł do Pottera.
-Ale za to jaki przystojny – rzuciła z figlarnym uśmiechem przechodząca obok nich Amelia Rouse, bardzo ładna Puchonka, również reprezentantka.
Jonny obrzucił ją krzywym spojrzeniem, lecz dziewczyna odwróciła się i kompletnie go nie zauważyła.
-O co ci chodzi? – rzucił James z ironicznym uśmiechem – po prostu powiedziałem co myślę.
-Uważasz, że wszystko ci wolno? Mylisz się Potter. I Lily nigdy nie będzie twoja.
James nadal patrzył na niego z ironicznym uśmiechem i zamiast odpowiedzieć rzucił na Krukona zaklęcie galaretowatych nóg.
-Powodzenia w dojściu do salonu – pożegnał się Rogacz i skierował się do Wielkiej Sali na kolacje.
-Lily! – krzyknęła Emily – idziesz na kolację?
-Idźcie, zaraz do was dojdę – odkrzyknęła Ruda i dalej pisała swoje wypracowanie z historii magii.
Lily jako jedyna opierała się sennej atmosferze w klasie Profesora Binnsa i zawsze miała bardzo staranne notatki, dzięki którym pisanie wypracowań szło jej dość szybko. Postawiła kropkę po zdaniu kończącym historię wojen goblinów, zwinęła pergamin i zaniosła torbę do sypialni. Następnie wybiegła z pokoju wspólnego, kierując się jak najszybciej na kolację. Jej żołądek już pół godziny temu domagał się jedzenia, lecz dziewczyna starała się myśleć tylko o goblinach. Wpadła jak burza do Sali wejściowej i zobaczyła Jonnego, który ledwo trzymał się w pozycji stojącej. Lily dobrze znała przeciwzaklęcie i już po chwili nogi Krukona przestały dziko pląsać.
-Co ci się stało? – zapytała Lily.
-Potter, na każdą krytykę reaguje dość agresywnie – rzekł chłodno Jonny.
-Już ja sobie z nim pogadam – warknęła Dziewczyna – jest tam?
Chłopak pokiwał głową i obejmując Lily w talii wkroczyli do Wielkiej Sali.
James siedział razem z Syriuszem, opowiadając mu o czymś. Kiedy Lily ze swoim chłopakiem do nich podeszli, Black wybuchnął śmiechem.
-Potter, co ty sobie wyobrażasz? – krzyknęła Evans.
-O co ci chodzi? – spytał z miną niewiniątka.
W tym momencie do Sali weszła Layla spoglądając to na Lily, to na Jamesa, Jonnego i Syriusza. Syriusz korzystając z okazji objął ramieniem zdziwioną Brunetkę i szepnął jej do ucha:
-Chodź, niech sobie w spokoju pogadają.
Reed uśmiechnęła się mimo woli i pozwoliła Blackowi wyprowadzić się z Sali.
Przez ten moment Rogacz z Rudą zdążyli się już pokłócić.
-Należało mu się!
-Bo powiedział ci prawdę?
-Nie mógł przeboleć mojej szczerości!
-Jedyną osobą, która nie może przeboleć szczerości i krytyki jesteś ty Potter! Myślisz, że jesteś we wszystkim najlepszy, najprzystojniejszy i że możesz mnie mieć? Mylisz się! Jesteś tylko napuszonym palantem, który wyżywa się na innych!
-Tym razem miałem powód! – bronił się Czarnowłosy.
-A za każdym razem, kiedy znęcasz się na Severusem też masz powód?
-Umów się ze mną, a obiecuję, że już nigdy nikogo nie tknę.
-Potter, czy ty siebie słyszysz? A poza tym mam chłopaka. A nawet gdybym go nie miała, wolałabym iść na randkę z Filchem niż z tobą!
Te słowa wywołały na Sali ogromną burzę. Fanki Jamesa, przeklinały osobę Lily, a męska część biła Evansównie brawo. James obrzucił Jonnego nienawistnym spojrzeniem i wyszedł kierując się prosto do pokoju wspólnego.
Tymczasem Syriusz spacerował z Laylą po błoniach Hogwartu. Mimo tego, że było ciemno i zimno, żadne z nich nie chciało kończyć tego spaceru. Pierwszy raz od początku ich znajomości rozmawiali ze sobą całkiem normalnie, bez żadnych kłótni i docinek. Po okrążeniu chatki Hagrida para usiadła pod rozłożystym bukiem koło jeziora.
-Ile gwiazd! – zachwyciła się Layla.
-Wyjątkowo dużo jak na tę porę roku – rzekł Syriusz.
Brunetka czuła się nieco niezręcznie. Syriusz podobał jej się bardzo i to już od dłuższego czasu. Dobrze wiedziała, że nie powinna tak bardzo się do niego przywiązywać, w końcu w jego słowniku nie było wyrażenia takiego jak „stabilizacja”. Ale sposób w jaki na nią patrzył… A może patrzył tak na każdą? Jego niebieskie oczy były coraz bliżej i bliżej, i bliżej. Stykali się nosami. W końcu jego usta dotknęły jej ust. Oddała się temu pocałunkowi całkowicie. W tym momencie nic innego mogłoby nie istnieć.
Kiedy w końcu oderwali się od siebie, jeszcze raz popatrzyli sobie w oczy.
-Chyba czas wracać – rzekł Syriusz podnosząc się.
-Chyba tak – szepnęła Brunetka i chwyciła dłoń Blacka.
Siedząc na błoniach stracili poczucie czasu. Kiedy weszli do Sali wejściowej, panowała w niej zupełna ciemność.
-Już jest cisza nocna – mruknęła niepewnie Layla.
-Nie przejmuj się, mnóstwo razy chodziłem nocą po zamku – rzekł Łapa obejmując dziewczynę w talii.
Przemierzali ostatni korytarz przed portretem Grubej Damy, gdy zszokowani wpadli na… Profesor McGonagall. Nauczycielka transmutacji aż cała się trzęsła. Warknęła tylko:
-Za mną.
Syriusz i Layla jak sparaliżowani podążyli za opiekunką. Kiedy stanęli przed ogromną chimerą prowadzącą do gabinetu Dyrektora wiedzieli, że sprawa jest poważna. Tylko Syriusz nie rozumiał dlaczego, o zwykłe chodzenie po korytarzach lądują na dywaniku.
-Fasolki Bertiego Botta – powiedziała McGonagall i gestem dłoni rozkazała parze wejść po schodach na górę.
Layla pierwszy raz znalazła się w takiej sytuacji. W całej swojej szkolnej karierze ani razu nie dostała szlabanu. Ze strachu aż trzęsły jej się kolana, ale przecież jako dziewczyna Huncwota nie może się bać. Mocniej ścisnęła dłoń Syriusza i wraz z nim wkroczyła do gabinetu. Dumbledore zazwyczaj uśmiechnięty miał bardzo poważną minę i nerwowo przechadzał się po kolistym pomieszczeniu. Gdy spostrzegł młodych Gryfonów jego wyraz twarzy stał się łagodniejszy i spokojnym głosem poprosił by usiedli. Zapanowało krótkie milczenie, które przerwała Brunetka:
-Dyrektorze, my przepraszamy, ale po kolacji wyszliśmy na błonia i tak się zasiedzieliśmy, że nawet nie zauważyliśmy, że już jest cisza nocna.
Dyrektor spojrzał w szare oczy dziewczyny i rzekł:
-Droga Laylo, czy myślisz, że gdyby chodziło tylko o chodzenie korytarzami po ciszy nocnej siedzielibyście tutaj?
-Więc o co chodzi? – zapytał zaniepokojony Syriusz.
-Śmierciożercy próbowali dostać się do zamku, ale na szczęście im się to nie udało. Mimo tego postanowiliśmy zachować specjalne środki ostrożności.
Dwójka Gryfonów odetchnęła z ulgą w duchu. Skoro Śmierciożercy napadli szkołę, to znaczy, że im się upiecze. Ale tak naprawdę jakie to ma teraz znaczenie? Dyrektor spojrzał na swoich uczniów jakby się nad czymś głęboko zastanawiał. Po chwili rzekł:
-Myślę, że niedługo wszystko stanie się jasne, a teraz proszę, wróćcie do swoich dormitoriów.
Para biegiem udała się do salonu. Nie było dla nich zaskoczeniem, że ich przyjaciele siedzą na kanapie bardzo zmartwieni.
-Layla! – krzyknęła Lily i wraz z Michelle rzuciły się na przyjaciółkę mocno ją obejmując.
Huncwockie powitanie nie było aż tak wylewne, ale było widać, że trójka chłopaków odetchnęła z ulgą na widok Syriusza.
-Michelle, co ty tu robisz? – zapytał Black.
-Zanim ogłosili napad śmierciożerców przyszłam odwiedzić dziewczyny, a potem nie chciały mnie wypuścić.
-A gdzie jest Emily? – zapytała Layla.
-Nie wiemy –szepnęła Lily – nie widziałam jej od kolacji.
-Trzeba powiadomić Dumbledora! – krzyknęła Brunetka.
-Nie trzeba – rzekł James.
-Masz jakiś lepszy pomysł? – warknęła Ruda rzucając Potterowi mordercze spojrzenie – naszej przyjaciółki nie ma już od paru godzin i nie wiemy co się dzieje!
-Jak się jej zapytasz to może ci powie – rzekł Rogacz i spojrzał w stronę portretu Grubej Damy, gdzie stała Emily.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz