poniedziałek, 11 marca 2013

Rozdział 6: Wspaniały przyjaciel

Syriusz wszedł do dormitorium i rzucił się na łóżko.
-A Tobie co jest stary? – zapytał Rogacz patrząc na przyjaciela – to ja powinienem siedzieć załamany, a  ty wyglądasz gorzej ode mnie.
-Bab nie da się zrozumieć – rzucił Łapa z grymasem na twarzy.
-No przyjacielu, powiem ci, że odkryłeś Amerykę – roześmiał się James – a więc o co chodzi?
-O naszą kochaną pannę Reed. Przed chwilą na mnie nawrzeszczała nie wiadomo o co.
-Przecież to nic nowego. Od pięciu lat się ze sobą kłócicie o byle co.
-Ale tym razem była jakaś dziwna – rzekł Syriusz patrząc w okno.
           Layla biegła korytarzami nie patrząc, w którą stronę zmierza. Kiedy się zatrzymała jej oczy szeroko otworzyły się ze zdziwienia. Koło pomnika zbzikowanego czarodzieja zawsze była pusta ściana, a w tej chwili widniały tam drzwi. Brunetka niepewnie je otworzyła i weszła do środka. Znajdowała się w okrągłym pokoju z niebieskimi ścianami, a za oknem był widok na morze. To pomieszczenie aż do złudzenia przypominało salon w domu jej zmarłej babci. Te same fotele, ten sam kredens i nawet ten sam stolik na którym stała filiżanka herbaty.
-Przecież to niemożliwe – mruknęła dziewczyna wyglądając przez okno.
Morskie fale delikatnie rozbijały się o brzeg. Nie wiele myśląc, Layla wybiegła  z pokoju. Kiedy już znalazła się w dormitorium mocno przytuliła zaskoczoną Lily.
-A tobie co się stało? – spytała Ruda.
-Wiesz przemyślałam dobie wszystko i jeśli chcesz być z Jonnym to nie obiecuję nie krzywić się za każdym razem gdy zobaczę was razem.
-Mówisz serio?  - zdziwiła się Evans.
-Jasne. Przecież nie możemy wszystkie być nieszczęśliwe – rzekła Layla uśmiechając się – to z tym Jonnym to tak na poważnie?
-Tak myślę – szepnęła Lily uśmiechając się delikatnie.
-A co z Jamesem?
-A co ma być? – obruszyła się Lily.
-Przecież ostatnio zaczęliście ze sobą rozmawiać – zauważyła Layla.
-To, że zaczęłam z nim normalnie rozmawiać to nie znaczy, że cokolwiek się zmieniło. Nadal jest tym samym napuszonym palantem co wcześniej.
Layla tylko westchnęła. Nie chciała więcej kłócić się z najlepszą przyjaciółką.
Październik nie wiadomo kiedy zmienił się w listopad. Liście opadały z drzew, a deszcz zacinał w okna Hogwartu. Gdyby nie szkolny turniej mimo deszczu, niektórzy uczniowie ćwiczyliby do upadłego na boisku quidtticha. Oczywiście gdy Syriusz i James dowiedzieli się, że w tym roku nie będzie rozgrywek czarodziejskiej gry byli strasznie oburzeni. Zwłaszcza Rogacz, który mimo udziału w turnieju musiał zdawać SUMY. Nie pomogły prośby i błagania profesor McGonagall, a nawet samego Dumbledora. Tak więc zamiast ćwiczyć Huncwoci siedzieli w bibliotece, ucząc się transmutacji. W sumie to tylko Remus pomagał Peterowi napisać wypracowanie o zamianie zwierząt w szafy na ubrania, a James z Syriuszem siedzieli znudzeni gapiąc się w okno. Brunet w okularach przeciągnął się ziewając szeroko i zaczął swój ulubiony temat, którego pozostali przyjaciele mieli już serdecznie dość.:
-Muszę coś zrobić, by Lily wreszcie rzuciła tego Jonnego.
-Co ty się tak na nią uparłeś? – rzucił z przekąsem Black – przecież w Hogwarcie jest tysiąc dziewczyn, które marzą żebyś się chociaż do niech odezwał, a Ruda od pięciu lat spławia cię za każdym razem, gdy próbujesz się z nią umówić.
-Może gdybyś…- zaczął  Remus, lecz Syriusz przerwał mu.
-Musisz zrobić coś, żeby Lily zobaczyła, że jesteś lepszy od  tego idioty.
-No i żeby to… - Lunatyk znów chciał wyrazić swoją opinię na ten temat, ale tym razem James rzekł:
-Udowodnię jej to podczas pierwszego zadania. Po prostu muszę być od niego lepszy, choćby nie wiem co.
-I myślisz, że… - chciał powiedzieć Remus, ale tym razem odezwał się Peter:
-Na pewno będziesz lepszy! Genialny plan.
Chłopcy przybili sobie piątki. James patrząc na zdegustowanego Lupina rzekł:
-Mówiłeś coś, Luniaczku?
Remus, widząc uradowaną minę Jamesa wiedział, że już nie wybije mu z głowy tego pomysłu. Oczywiście wiedział, że jeśli Potter będzie lepszy (a było to bardzo prawdopodobne) to będzie się przechwalał, a przecież Lily tego nienawidziła. Lupin za dobrze znał przyjaciela i był pewny, że jego planów już nie zmieni więc tylko mruknął zdegustowany:
-Już nic.
Huncwoci zaczęli zawzięcie dyskutować o tym, co może spotkać Jamesa w pierwszym zadaniu. Ilość informacji była dość ograniczona, gdyż wiedzieli, że zadanie ma sprawdzić sprawność i inteligencje. Według Syriusza, James nie miał się czym przejmować. Rogacz podzielał jego zdanie. W tym momencie do biblioteki weszła Lily z Emily, Laylą i Michelle.
-Patrzcie kto przyszedł – szepnął Peter.
Syriusz podniósł głowę i gdy zobaczył cztery dziewczyny uśmiechnął się szarmancko. James również się uśmiechnął i zawołał:
-Hej Evans!
-Cześć – odpowiedziała Ruda z niezadowoloną miną.
Nienawidziła, gdy Potter zwracał się do niej po nazwisku.
-Umówisz się ze mną?
Lily przewróciła oczami, i nie zwracając uwagi na chichoty koleżanek odpowiedziała:
-Potter przecież dobrze wiesz, że mam chłopaka.
-Ale ten chłopak nie jest mną więc się nie liczy.
Michelle wyszczerzyła zęby do James i uniosła kciuk do góry. Chłopak puścił do niej oko. Syriusz nie spuszczał, wzroku z Layli, lecz ta nie zaszczyciła go nawet spojrzeniem.
-A tak z innej beczki, pamiętacie, że dzisiaj pełnia? – zapytał Potter z uśmiechem.
-Nareszcie, już zaczynałem się nudzić – ucieszył się Black.
-Za to ja wolałbym się ponudzić – mruknął Remus zza opasłego tomu transmutacji – jesteście pewni, że to opanowaliście?
-Opanowaliśmy to do perfekcji – wyszczerzył się Peter.
-Co opanowaliście? – spytała podejrzliwie Lily.
-Nic co powinno cię obchodzić Evans – warknął Syriusz.
-A może tak trochę grzeczniej? – burknęła Layla.
Black tylko zmierzył ją chłodnym spojrzeniem.
-Pamiętajcie, że jestem prefektem… - zaczęła Lily, lecz James jej przerwał.
-Przestań nas straszyć szlabanem. Nie masz żadnych dowodów, że zamierzamy zrobić coś co nie jest zgodne ze szkolnym regulaminem.
-Niby nie, ale znam was aż za dobrze i wiem, że coś knujecie – powiedziała Ruda przez zaciśnięte zęby.
Chłopcy tylko wymienili między sobą spojrzenia, nie odzywając się ani słowem.
-Pamiętajcie, że mam was na oku – rzuciła Lily i razem ze swoimi przyjaciółkami wyszła z biblioteki.
-Super. Jak ta mała zacznie węszyć to już po nas – mruknął Syriusz zamykając z hukiem opasły tom z zaklęciami.
        -Lily, wyluzuj – krzyknęła Layla rzucając w Gryfonkę swoim orlim piórem – przecież siedzą sobie spokojnie i odrabiają lekcje.
-Za spokojnie – mruknęła Ruda  nie spuszczając oczu z Huncwotów.
-Dramatyzujesz – rzekła Emily, robiąc wielkiego kleksa w swoim wypracowaniu z Historii Magii.
Chociaż nie pochwalała zachowania Rudej, Lily miała rację, że coś jest nie tak. Chłopcy w piątek wieczorem zazwyczaj siedzieli z butelką kremowego i zaśmiewali się ze wszystkiego wokół nich, a teraz siedzieli przy stoliku przy oknie, rozmawiając o czymś przyciszonym głosem.
-Mam tego dość, idę spać – rzuciła Lily i skierowała się do damskiego dormitorium.
Dziewczyny wymieniły porozumiewawcze spojrzenia. Emily zgarnęła swoje podręczniki, a także Panny Evans i wraz z Laylą weszły po schodach do swojej sypialni.
         Lily obudziła okropna suchość w gardle. Zerknęła na zegarek, dochodziła północ. Niechętnie wygramoliła się ze swojego łóżka i podeszła do szafki, na której zawsze stał dzbanek z wodą. Jak na złość dzbanek okazał się być pusty. Niezadowolona dziewczyna zarzuciła na ramiona swój mięciutki błękitny szlafrok i z zamiarem odwiedzenia kuchni wyszła z sypialni. Już prawie była w pokoju wspólnym, gdy usłyszała znajome głosy.
-Nogi mi wystają!
-Glizdek, co mam ci na to poradzić?
-Ty Syriuszu jesteś wyższy i tobie nóg nie widać.
-To który się poświęci i pójdzie bez peleryny? – zapytał James, lecz po krótkiej chwili milczenia Lily znów usłyszała jego głos – no dobraa. A możecie mi powiedzieć gdzie jest mapa?
-Chyba pod moim łóżkiem – rzucił Syriusz ze śmiechem.
-Ty naprawdę chcesz mnie zabić – burknął Rogacz i dodał po chwili – to wy już idźcie, a ja was dogonię.
Do uszu dziewczyny doszło skrzypnięcia portretu i oddalające się kroki. Teraz miała szansę wyciągnąć od Pottera całą prawdę. Zeszła do pokoju i czekała na chłopaka ze skrzyżowanymi rękami. Po chwili chłopak pojawił się na schodach , trzymając w ręku gruby kawał pergaminu.
-Miałam rację – syknęła Ruda.
-Lily, to nie tak jak myślisz – zaczął James.
Lily? Czy Potter właśnie zwrócił się do niej po imieniu?
-To nie tak? A jak? Wałęsacie się po szkole jak zawsze! W tym momencie muszę iść do Profesor McGonagall.
-Błagam cię, nie rób tego! – krzyknął James.
-Niby dlaczego mam tego nie robić? Od pięciu lat macie gdzieś szkolny regulamin. Szlabany, które wam daję nic nie pomagają, więc może rozmowa z McGonagall coś zdziała.
-Dziewczyno, tu nie chodzi o jakieś tam wygłupy, tylko o Remusa! – wybuchnął chłopak.
-O Remusa? – zdziwiła się Lilianne – przecież Remus…
-Słuchaj, musisz obiecać, że nikomu nie powiesz.
-No okej, ale powiedz o co chodzi – rzekła zdezorientowana Gryfonka.
-Luniek, on… on jest wilkołakiem. W każdą pełnie jest przenoszony do wrzeszczącej chaty, a my mu towarzyszymy.
-Lily przeraziła się nie na żarty:
-Towarzyszycie mu? Przecież to wilkołak! On może was zabić! Nie zdajecie sobie z tego sprawy?
-Masz mnie za idiotę? – burknął James – tak się składa, że ja, Łapa i Glizdogon, gdy dowiedzieliśmy się o tym… futerkowym problemie postanowiliśmy mu pomóc i staliśmy się animagami.
Lily była w ciężkim szoku. Udało jej się tylko wydukać:
-Przecież to jest nielegalne. I kiedy wy to…?
-Ćwiczymy od trzeciej klasy, a od końca czwartej towarzyszymy Remusowi.
W oczach dziewczyny błyszczał podziw.
-Obiecuje, że nikomu nie powiem – rzekła Ruda.
-Dziękuje – szepnął James z wdzięcznością – Tylko miałbym do ciebie jeszcze jedną prośbę…
-Jaką?
-Proszę, niech twój stosunek do Remusa się nie zmieni. On jest nadal taki sam, a gdy podczas pełni mu towarzyszymy, jest naprawdę łagodny.
-Oczywiście. To może lepiej już idź, na pewno czekają na ciebie – mruknęła dziewczyna , dziwiąc się sama sobie, że to mówi.
-Dziękuje – powtórzył James i wybiegł z pokoju wspólnego.
Rozbudzona dziewczyna usiadła na fotelu przed kominkiem i popatrzyła się w ogień. Chcąc, nie chcąc musiała przyznać, że James jest naprawdę wspaniałym przyjacielem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz