czwartek, 11 kwietnia 2013

Rozdział 8: Pamiętaj, że szczęście nie trwa wiecznie.

Emily stała, unikając wzroku swoich przyjaciół. Michelle podbiegła do niej i objęła ją ramieniem. Remus utkwił w blondynce swoje stalowo szare oczy. Malowała sie w nich troska i strach.
-Emi, co się stało? - Zapytała Krukonka, przyglądając się uważnie Meadowsównie.
Po policzkach dziewczyny spływały łzy.
-Chodzi o śmierciożerców? - spytała niepewnie Lily.
-Przed chwilą sie dowiedziałam – wydusiła Blondynka.
Przyjaciele spojrzeli na nią niepewnie. James położył rękę na ramieniu Emily i powtórzył pytanie:
-Co się stało?
Lecz dziewczyna była tak roztrzęsiona, że nie była w stanie nic powiedzieć. Potter wyszedł z pokoju wspólnego bez słowa. Podczas jego nieobecności nikt nie odważył się nic powiedzieć, tyko wymieniali między sobą zaniepokojone spojrzenia. Lily przyjaźniła się z Emily od pierwszej klasy. Od tej drobnej blondynki aż biła sympatia. Była bardzo empatyczną osobą i zazwyczaj umiała porozumieć się z zamkniętymi w sobie ludźmi, którzy byli bardzo nieszczęśliwi. Teraz ona znalazła się w sytuacji, gdzie potrzebuje pomocy, a Rudowłosa nie umiała jej udzielić. Nagle portret Grubej Damy otworzył się i James podszedł do stolika przy którym siedziała Emily i postawił na nim buteleczkę z fioletowym płynem.
-Co to jest? – zapytała Blondynka drżącym głosem.
-Eliksir uspokajający.
Ruda spojrzała z niepokojem na fiolkę. Wzięła ją do ręki  i dokładnie przyjrzała się substancji. Evansówna uwielbiała eliksiry i umiała je rozpoznać. Nie miała żadnych wątpliwości co do zawartości butelki.
-Emily, wypij to – rozkazała Ruda
Blondynka niepewnie przechyliła fiolkę do ust. Po 5 minutach dziewczyna była już spokojna. Przestała się trząść, a z porcelanowych policzków zniknęły ślady łzy.
-Powiesz nam co się stało? – zapytała Michelle, patrząc Meadows prosto w oczy.
-Śmierciożercy zamordowali moją mamę – szepnęła dziewczyna łamiącym się głosem.
Eliksir uspokajający działał jak należy. Emily oddychała głęboko, nie patrząc na swoje przyjaciółki.
-Tak mi przykro – powiedziała Layla obejmując Blondynkę.
-Zostałam sama. Sama – mruknęła Meadows bardziej do siebie niż do przyjaciół.
Zapadła niezręczna cisza. Lily nie wiedziała co ma zrobić, jak pocieszyć przyjaciółkę. Tak bardzo chciała przerwać tą ciszę, ale nie wiedziała jak. Nie mogła powstrzymać łez, które spływały po jej policzkach. Kiedy Layla spostrzegła, że dziewczyna zaczęła płakać rzekła do Emily:
-Chodź się położyć, długi sen dobrze ci zrobi – i nie czekając na reakcje dziewczyny wzięła ją pod rękę i zaprowadziła do dormitorium.  Lily spojrzała na Jamesa. Po jego wzroku można było poznać, że łzy Rudej zasmuciły go o wiele bardziej od łez Blondynki. Podszedł do niej i szepnął jej do ucha:
-To, że Emily jest smutna, nie znaczy, że ty też masz być.
-To moja przyjaciółka – warknęła Dziewczyna przez łzy.
-Ale to chyba nie powód żebyś i ty się załamała, prawda? Chyba wystarczy jedna zrozpaczona Gryfonka – burknął chłopak z irytacją w głosie.
-Wiesz co Potter? Ty nic nie rozumiesz– rzekła dziewczyna, odwracając się szybko i zmierzając w stronę sypialni.
Ogarnęła ją złość. Przecież Emily matka umarła, a ona jest jej najlepszą przyjaciółką. Jej łzy to także łzy Lily. Ale to przecież tylko facet, on tego nigdy nie zrozumie. Dziewczyna stanęła przed drzwiami i wzięła kilka głębokich oddechów. Emily wie, że zawsze jestem przy niej, cokolwiek by się nie działo, ale lepiej żeby nie wiedziała, że płaczę – pomyślała Ruda. Otarła łzy wierzchem dłoni i delikatnie otworzyła drzwi sypialni. Na łóżku z kolumienkami, leżała Blondyneczka zwinięta w kłębek i  pogrążona w głębokim śnie.
-Dałam jej eliksir usypiający – szepnęła Layla, podchodząc do Lilianne.
-Lepiej my też chodźmy spać – mruknęła Ruda – bo jak się jutro spóźnimy na wróżbiarstwo to Trelawney nie będzie zadowolona.
-Masz rację – odrzekła Layla i weszła pod kołdrę.
Lily położyła się, ale długo nie mogła zasnąć. Cały czas nurtowało ją pytanie, dlaczego mama Emily? Miała okazję ją poznać. To była taka wspaniała osoba. Dlaczego ci najlepsi najszybciej odchodzą z tego świata? Gdy wreszcie udało jej się zasnąć, za oknami już świtało. Po niecałych dwóch godzinach niespokojnego snu, w dormitorium rozległ się donośny dźwięk budzika. Lily zerwała się z łóżka i szybko wyłączyła budzik. Dziewczynę zawsze denerwował ten dźwięk, ale wiedziała, że jest to konieczne, gdyż zawsze lubiła spać do późna. Czuła się strasznie. Wczorajsze wspomnienia ciążyły w jej sercu. Spojrzała na lustro w łazience. Zmęczone zielone oczy, wydawały się być nieobecne, jakby zamglone.  Obmyła twarz zimną wodą, w nadziei, że to ją trochę rozbudzi, lecz to nie pomagało. Kiedy chodziła do mugolskiej szkoły, najlepszym sposobem na rozbudzenie się były zajęcia wychowania fizycznego, lecz w Hogwarcie mogła jedynie pograć w quidtticha. Wiedziała jednak, że tego nie zrobi, ponieważ zwyczajnie bała się wysokości. Po obudzeniu Layli, która bardzo niechętnie podniosła się z łóżka, wzięła swoją torbę i zrezygnowana udała się śniadanie. Kiedy szła do Wielkiej Sali była tak zamyślona, że nie zauważyła chłopaka na którego właśnie wpadła wytrącając mu z ręki książkę do eliksirów.
-Przepraszam – mruknęła ze skruszoną miną podnosząc książkę i podając ją poszkodowanemu.
Gdy zobaczyła z kim przyszło jej się zderzyć jej przepraszający uśmiech szybko zmienił się w grymas niezadowolenia :
-Witaj Severus.
Doskonale pamiętała tego czarnowłosego czarodzieja. To on uświadomił jej kim naprawdę jest, jednak nie mogła zapomnieć sceny w pociągu, podczas pierwszej podróży do Hogwartu. Myślała, że jest jej przyjacielem, ale wtedy bardzo ją zawiódł. Mimo upływu lat, dziewczyna nadal miała żal do Ślizgona.
-Lily, nadal się na mnie gniewasz? Przecież od tamtej chwili minęło już pięć lat – szepnął Severus patrząc Rudej głęboko w oczy.
Dziewczyna zmierzyła go wzrokiem. Zewnętrznie bardzo się zmienił. Urósł, a jego oczy zrobiły się nieprzyjemnie chłodne. Tylko włosy wciąż pozostawały takie same, tłuste i czarne.
-I co z tego, że minęło? Myślałam, że się przyjaźnimy, a ty zacząłeś mnie wyzywać od szlamy.
-To wszystko przez Pottera – warknął Snape.
-Nie zganiaj wszystkiego na niego – zaczęła bronić Jamesa Lily, ku własnemu zdziwieniu – jaka jego wina, tym, że mnie wyzwałeś?
Snape spuścił oczy i zaczął wpatrywać się w czubki swoich butów, nie wiedząc co odpowiedzieć. Po krótkiej chwili w końcu rzekł błagalnym tonem:
-Proszę, zapomnijmy o tym co było, zacznijmy wszystko od nowa.
Ruda toczyła wewnętrzną walkę z samą sobą. Z jednej strony brakowało jej Severusa, ale wiedziała, że jeśli zacznie się z nim zadawać, przyjaciółki nie będą z tego zadowolone. Doskonale wiedziała, że Ślizgon interesuje się czarną magią i przyjaźni z fanatykami czystej krwi, którzy całym sercem popierają kampanię Czarnego Pana. Jednak tęsknota za nim była silniejsza. Spojrzała na niego swoimi zielonymi oczami i szepnęła:
-Niech ci będzie.
Nim chłopak zdążył cokolwiek jej odpowiedzieć weszła do Wielkiej Sali na śniadanie. Zajęła miejsce przy stole Gryfonów i nałożyła sobie jajecznicy. Z jednej strony cieszyła się, że pogodziła się z Sevem, tylko bała się reakcji dziewczyn, zwłaszcza Layli, która była przekonana, że jedyny chłopak, z którym powinna się zadawać jest James. Dziewczyna wzięła do ręki filiżankę z kawą, dalej rozmyślając. Nagle coś sobie przypomniała i z wrażenia zakrztusiła się czarnym płynem. Jonny! On też na pewno nie będzie zadowolony z mojego nowego przyjaciela – pomyślała Lily. Przez sprawę Emily, zupełnie zapomniała, że ma chłopaka. W jej myślach stale gościł James, chociaż Evansówna wcale sobie tego nie życzyła. Po zjedzeniu śniadania, dziewczyna skierowała się do wierzy północnej. Lekcje wróżbiarstwa z Profesor Kasandrą może i były ciekawe, ale Lily i tak nie wierzyła w żadne jej słowo. Gdy weszła po drabinie do klasy, która bardziej przypominała staroświecką herbaciarnie okazało się, że jest pierwsza w klasie. Opadła na najbliższy fotel i zapatrzyła się w kryształową kulę. Jak zwykle widziała w niej tylko białą mgłę. Z zamyślenia wyrwał ją wysoki głos Kasandry Trelawney:
-Witaj Lily! Co tutaj robisz przed dzwonkiem?
-Chyba za wcześnie przyszłam – mruknęła Ruda nie odrywając wzroku od kryształowej kuli.
-Do dzwonka zostało piętnaście minut, a ja czuję, że moje wewnętrzne oko jest bardzo rozbudzone. Chciałbyś poznać swoją przyszłość? – zapytała nauczycielka z nutą tajemnicy w głosie.
-Niech będzie – westchnęła zrezygnowana Lily i podała swoją dłoń nauczycielce.
Kasandra zapatrzyła się w dłoń dziewczyny jak w interesującą książkę. Przez chwilę wpatrywała się w różne linie aż po kilku minutach spojrzała wielkimi, szarymi oczami w zielone oczy Evans.
-Twoje życie miłosne niedługo rozkwitnie, odniesiesz wiele życiowych sukcesów, będziesz szczęśliwa – nauczycielka zamilkła na chwile i szepnęła – ale pamiętaj, że szczęście nie trwa wiecznie. A teraz pozwól, że przygotuję materiały do lekcji – rzekła Trelawney puszczając dłoń Lily i zostawiając ją w jeszcze większym zamyśleniu niż wcześniej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz