James niepewnie wszedł do bocznej komnaty. Jego rywale otoczyli kominek i
patrzyli się w ogień, nie odzywając się do siebie. Dumbledore razem z sędziami
wszedł do pomieszczenia i rzekł:
-Gratuluję wam. Mam nadzieję, że dokładnie przemyśleliście swój udział w turnieju, bo nie ma już odwrotu. Teraz chcę wam udzielić wskazówek, ale lepiej jeśli zajmie się tym pan McFarlan.
Wysoki, opalony mężczyzna o włoskich rysach twarzy powiedział:
-Pierwsze zadanie sprawdzi waszą inteligencję i znajomość czarów, dokładnych informacji udzielę wam tydzień przed pierwszym zadaniem.
Dyrektor Hogwartu widząc niewyraźne miny uczniów, pocieszył ich:
-Na razie nie musicie się niczym przejmować, pierwsze zadanie odbędzie się dopiero trzeciego grudnia, a teraz zmykajcie do dormitoriów, na pewno czeka was tam balanga do rana.
Reprezentanci wyszli z Wielkiej Sali i każdy skierował się do swojego pokoju wspólnego. James szedł szybko z uśmiechem na twarzy, lecz ku jego niezadowoleniu dogonił go Jonny.
-Gratuluje ci – rzekł Krukon z uśmiechem.
Rogacz zerknął na niego ze zdziwioną miną i powiedział niepewnie:
-Dzięki i wzajemnie.
-Wiedziałem, że ciebie wybiorą, ale nie spodziewałbym się, że mnie też. Lily jednak wierzyła we mnie.
-Lily? – krzyknął Gryfon i wpadł w zapadający się stopień – Co mówiła?
-Nic takiego – rzekł Jonny, śmiejąc się z Pottera i pomagając mu wyjść z pułapki – tylko, że we mnie wierzy. No i jutro idę z nią do Hogsmade – dodał po chwili, patrząc na swojego towarzysza z wrednym uśmiechem.
-Świetnie, tylko uważaj żeby ta ruda małpa ci czegoś nie zrobiła – warknął James i pobiegł w stronę dormitorium.
Gdy doszedł do portretu Grubej Damy, która strzegła wejścia do pokoju wspólnego zapytał jej niepewnie:
-Przyjęli to jakoś?
-Zobaczysz – odrzekł portret i otworzył się nie pytając o hasło.
Chłopaka powitał ogłuszający ryk Gryfonów, w większość dziewcząt. Wszyscy rzucili się na chłopaka i zaczęli mu gratulować.
-Wiedziałam stary – wydarł się Syriusz, łapiąc Rogacza za głową i ciągnąc go w stronę stolika.
-A ty byś tylko pił – rzucił James z uśmiechem, zerkając na trzy butelki ognistej whisky.
-Czasem trzeba – zaśmiał się Łapa i wlał bursztynowy napój do szklanek.
Po godzinie picia przy stoliku, przyjaciele podnieśli się i zaczęli tańczyć w rytm muzyki.
Syriusz odkrył w sobie tancerza i po chwili wirował z Laylą między innymi uczniami. James z kolei wziął za rękę Emily i zaczął tańczyć z nią obok kominka. Dziewczyna najszybciej jak tylko mogła uwolniła się od pijanego Rogacza i usiadła obok Remusa, który patrzył na to wszystko z niezadowoloną miną.
-Nie cieszysz się, że James jest reprezentantem? – spytała Emily z uśmiechem.
-Cieszę się, ale jestem prefektem i powinienem ich wszystkich zgarnąć, bo znając życie zaraz wpadnie tu McGonagall i nie będzie tak wesoło.
Oboje zerknęli na tańczących uczniów. Zostali tylko ci najwytrwalsi, czyli głównie piąto, szósto i siódmoklasiści, niekoniecznie trzeźwi. Emily popatrzyła też na Lily, która siedziała w fotelu obok drzwi do dormitoriów z niezadowoloną miną. W końcu nie wytrzymała, patrząc na Rogacza, który wszedł z Syriuszem na stół i zaczęli tańczyć jakiś dziwny taniec.
-Dość! – krzyknęła Ruda – w tej chwili wszyscy do swoich dormitoriów!
-Evans, nie unoś się tak, złość piękności szkodzi – wybełkotał James, nie schodząc ze stołu.
-No właśnie, zrobisz się brzydka i Rogacz już nie będzie cię chciał – zaśmiał się Syriusz.
-W takim razie muszę się częściej denerwować – warknęła Lily .
-Przecież ja już sobie ją odpuściłem – powiedział James podnosząc do ust butelkę z kremowym piwem.
-Jak to? – zdziwił się Syriusz spadając ze stołu.
Masując sobie tylną część ciała patrzył to na Jamesa, to na Lily z otwartymi ustami.
-No przecież Evans ma swojego Jonnego, a ja jako reprezentant mogę mieć każdą dziewczynę.
-No i świetnie, nareszcie będę mieć spokój – krzyknęła Lily, biegnąc w stronę dormitorium.
-Co się stało? – zapytała Emily na widok Lily, która aż trzęsła się ze złości.
-Nic – burknęła i w ubraniach rzuciła się na łóżko.
Blondynka spojrzała na Laylę, z nadzieją, że pomoże jej wyciągnąć coś z Rudej, lecz ta spała na podłodze oparta o swoje łóżko.
-Boże, z kim ja się zadaję? – mruknęła Meadows do siebie i również położyła się do łóżka.
Następnego dnia Lily obudziła się w kiepskim humorze. Powinna się cieszyć z tego, że James sobie ją odpuścił, ale wcale jej się to nie podobało. Jego słowa dotknęły ją, ale nie chciała się do tego przyznać przed samą sobą.
- Co ci jest? – zapytała Emily, po raz setny podczas śniadania
-Przecież ci powiedziałam, że nic – warknęła Lily.
-A czy to prawda, że James sobie odpuścił? – spytała Layla z uśmiechem.
-Tak powiedział – rzekła Ruda siląc się na obojętny ton.
-I wszystko jasne – zaśmiała się Blondynka.
-O co ci chodzi? Powtórzę ci znowu: on mnie nie obchodzi! Ja mam Jonnego.
Emily westchnęła i spojrzała w stronę Krukona, który właśnie szedł w ich stronę.
-Witaj Lily – przywitał się z Rudą.
-Cześć Jonny – odpowiedziała Ruda, rumieniąc się.
-Pamiętasz, że dzisiaj idziemy razem do Hogsmade? – spytał chłopak z uśmiechem.
-Jasne, że pamiętam – mruknęła bawiąc się palcami.
Jej przyjaciółki ledwo powstrzymały wybuch śmiechu. Dobrze wiedziały, że Ruda całkowicie zapomniała o spotkaniu.
-To może o 16 w Trzech Miotłach?
-Mi pasuje, to do zobaczenia – powiedziała z uśmiechem Lily – wam co tak wesoło? – burknęła patrząc na przyjaciółki, które po odejściu Krukona wybuchnęły głośnym śmiechem.
-Och, nasza Lilusia zapomniała o randce – zaśmiała się Layla.
-Wcale nie zapomniałam – powiedziała Ruda, rumieniąc się znowu.
-Nie no pamiętała, ale była tak zajęta myśleniem o Jamesie, że tak jakoś spotkanie z Jonnym odeszło na dalszy plan – dodała Emily.
-Ale wy podłe jesteście – burknęła Evans, która podniosła się i wyszła z Sali.
-Myślisz, że z tym Jonnym to tak na poważnie? – zapytała Blondynka.
-No coś ty – odpowiedziała Brunetka – ona musi być z Jamesem.
Lily stała przed dużym lustrem w łazience w swoim dormitorium przymierzając ubrania, które nadawały by się na randkę.
-W tym wyglądam z grubo – mruknęła oglądając swoje odbicie w grubym swetrze w paski.
W końcu zdecydowała się na szary sweterek, ciemne rurki i czarne botki.
-Już jesteś gotowa? – krzyknęła Layla wpadając do dormitorium.
-Tak – rzekła Lily ostatni raz przeglądając się w lustrze i podążając w stronę przyjaciółek.
Dziewczęta we trzy przemierzały ulice Hogsmade, przyciągając spojrzenia płci męskiej. Po odwiedzeniu swojego ulubionego sklepu z biżuterią, skierowały się do nowo otwartego salonu z ubraniami. Po godzinie przymierzania różnych ubrań i szat, przyjaciółki wyszły ze sklepu z torbami i lżejszymi sakiewkami.
-To teraz do Trzech Mioteł? – spytała Layla z uśmiechem.
-Tak – odrzekła Lily – wzięłybyście moje torby?
-Daj – mruknęła Emily, robiąc niezadowoloną minę.
W tej chwili do pubu wszedł Jonny. Gdy tylko zobaczył Lily szeroko się uśmiechnął.
-Witaj, miałabyś ochotę na spacer? – zapytał chłopak z uśmiechem.
Dziewczyna pokiwała głową i razem z Jonnym wyszła z pubu. Jej przyjaciółki szybko pobiegły do okna, by móc jak najdłużej podglądać parę.
-Patrz, wziął ją za rękę! – krzyknęła oburzona Layla, zwracając na siebie uwagę wszystkich zgromadzonych w Trzech Miotłach.
-Kto kogo? –zapytał Syriusz, który podszedł do dziewczyn z Jamesem.
-No Jonny Lily – rzekła niezadowolona Brunetka.
-Że co? – wrzasnął Potter przeciskając nos do szyby.
-A mówiłeś, że odpuszczasz sobie Lily – powiedziała Emily parskając śmiechem.
-Zmieniłem zdanie – warknął James wybiegając z pubu.
-On się nigdy nie zmieni – mruknął Syriusz i napił się kremowego piwa.
Tymczasem Lily i Jonny spacerowali sobie uliczkami Hogsmade rozmawiając na różne tematy, które głównie dotyczyły nauki. Krukon z szóstej klasy już myślał o swojej pracy. Był bardzo dojrzały jak na swój wiek, przynajmniej porównując go do Jamesa, który był przecież tylko o rok młodszy. Jakby tak się wsłuchać, to co on mówił było strasznie nudne. Cały czas tylko opowiadał o szkole. Gdy Jonny skończył swój monolog o wypracowaniu z Historii Magii zapadła niezręczna cisza. Podczas rozmów, a raczej kłótni z Jamesem nigdy nie było takich problemów. By przerwać milczenie dziewczyna zapytała:
-Dokąd tak właściwie idziemy?
-Chciałem ci pokazać takie jedno miejsce – uśmiechnął się chłopak. – już niedaleko – dorzucił spoglądając na jej twarz.
W końcu doszli do uroczej polanki na skraju lasu. Spadające na polankę złote liście wyglądały cudownie.
-Ale tu jest pięknie – zachwyciła się Ruda – nawet nie wiedziałam, że w Hogsmade jest takie miejsce.
-Miałem nadzieję, że ci się spodoba - rzekł chłopak i zbliżył się do Lily.
Dziewczyna poczuła jego usta na swoich, lecz w brzuchu nie pojawiły się te słynne motylki. Tak naprawdę wołała żeby ten pocałunek już się skończył. W tym momencie na polankę wpadł James i widząc całującą się parę rzekł z niezadowoloną miną:
-Czy musicie się całować w miejscach publicznych?
-A ktoś cię tu zapraszał? – warknęła Lily, która wałczyła z uśmiechem, który chciał pojawić się na jej twarzy. Nie chciała się przyznać przed samą sobą, że tak naprawdę cieszy się, że się tu pojawił.
-Wiesz, może będzie lepiej jak już pójdziemy – zaproponował Jonny łapiąc Lily za rękę i ciągnąc ją w stronę centrum miasteczka.
-A może pójdziemy już do zamku? – zapytała Lily – zrobiłam się głodna.
-Ale ten czas szybko zleciał, już pora kolacji – powiedział Jonny i razem skierowali się w stronę zamku.
Dziewczyna podeszła do swoich przyjaciółek, które już siedziały przy stole.
-No i jak było? – spytała się Emily.
-Fajnie – rzekła Ruda z uśmiechem – pocałował mnie.
-Że co? – zdenerwowała się Layla.
-O co ci chodzi? - zdziwiła się Lily.
-O to, że mi się ten chłopak nie podoba – burknęła Brunetka.
-Oj Layla, on jest w porządku – powiedziała Ruda obejmując przyjaciółkę – przecież wiesz, że nie chodziłabym z jakimś idiotą jak na przykład Potter.
-Wiem, i wcale mnie to nie pociesza – powiedziała Reed i wstała od stołu.
Idąc przez korytarz, myślała o Lily. Była na nią po prostu zła. Przecież James ją kochał, a ona spotykała się z jakimś nudnym Jonnym. Gdyby ona miała jakąkolwiek szansę u Syriusza nie udawałaby wielce niedostępnej. Ale nie ma. W tym momencie wpadła na kogoś.
-Black uważaj jak chodzisz.
-Przecież to ty na mnie wpadłaś – uśmiechnął się chłopak.
-Oczywiście, najlepiej wszystko zrzucić na mnie – krzyknęła dziewczyna i pobiegła w stronę pokoju wspólnego zostawiając Łapę w głębokim szoku.
-Gratuluję wam. Mam nadzieję, że dokładnie przemyśleliście swój udział w turnieju, bo nie ma już odwrotu. Teraz chcę wam udzielić wskazówek, ale lepiej jeśli zajmie się tym pan McFarlan.
Wysoki, opalony mężczyzna o włoskich rysach twarzy powiedział:
-Pierwsze zadanie sprawdzi waszą inteligencję i znajomość czarów, dokładnych informacji udzielę wam tydzień przed pierwszym zadaniem.
Dyrektor Hogwartu widząc niewyraźne miny uczniów, pocieszył ich:
-Na razie nie musicie się niczym przejmować, pierwsze zadanie odbędzie się dopiero trzeciego grudnia, a teraz zmykajcie do dormitoriów, na pewno czeka was tam balanga do rana.
Reprezentanci wyszli z Wielkiej Sali i każdy skierował się do swojego pokoju wspólnego. James szedł szybko z uśmiechem na twarzy, lecz ku jego niezadowoleniu dogonił go Jonny.
-Gratuluje ci – rzekł Krukon z uśmiechem.
Rogacz zerknął na niego ze zdziwioną miną i powiedział niepewnie:
-Dzięki i wzajemnie.
-Wiedziałem, że ciebie wybiorą, ale nie spodziewałbym się, że mnie też. Lily jednak wierzyła we mnie.
-Lily? – krzyknął Gryfon i wpadł w zapadający się stopień – Co mówiła?
-Nic takiego – rzekł Jonny, śmiejąc się z Pottera i pomagając mu wyjść z pułapki – tylko, że we mnie wierzy. No i jutro idę z nią do Hogsmade – dodał po chwili, patrząc na swojego towarzysza z wrednym uśmiechem.
-Świetnie, tylko uważaj żeby ta ruda małpa ci czegoś nie zrobiła – warknął James i pobiegł w stronę dormitorium.
Gdy doszedł do portretu Grubej Damy, która strzegła wejścia do pokoju wspólnego zapytał jej niepewnie:
-Przyjęli to jakoś?
-Zobaczysz – odrzekł portret i otworzył się nie pytając o hasło.
Chłopaka powitał ogłuszający ryk Gryfonów, w większość dziewcząt. Wszyscy rzucili się na chłopaka i zaczęli mu gratulować.
-Wiedziałam stary – wydarł się Syriusz, łapiąc Rogacza za głową i ciągnąc go w stronę stolika.
-A ty byś tylko pił – rzucił James z uśmiechem, zerkając na trzy butelki ognistej whisky.
-Czasem trzeba – zaśmiał się Łapa i wlał bursztynowy napój do szklanek.
Po godzinie picia przy stoliku, przyjaciele podnieśli się i zaczęli tańczyć w rytm muzyki.
Syriusz odkrył w sobie tancerza i po chwili wirował z Laylą między innymi uczniami. James z kolei wziął za rękę Emily i zaczął tańczyć z nią obok kominka. Dziewczyna najszybciej jak tylko mogła uwolniła się od pijanego Rogacza i usiadła obok Remusa, który patrzył na to wszystko z niezadowoloną miną.
-Nie cieszysz się, że James jest reprezentantem? – spytała Emily z uśmiechem.
-Cieszę się, ale jestem prefektem i powinienem ich wszystkich zgarnąć, bo znając życie zaraz wpadnie tu McGonagall i nie będzie tak wesoło.
Oboje zerknęli na tańczących uczniów. Zostali tylko ci najwytrwalsi, czyli głównie piąto, szósto i siódmoklasiści, niekoniecznie trzeźwi. Emily popatrzyła też na Lily, która siedziała w fotelu obok drzwi do dormitoriów z niezadowoloną miną. W końcu nie wytrzymała, patrząc na Rogacza, który wszedł z Syriuszem na stół i zaczęli tańczyć jakiś dziwny taniec.
-Dość! – krzyknęła Ruda – w tej chwili wszyscy do swoich dormitoriów!
-Evans, nie unoś się tak, złość piękności szkodzi – wybełkotał James, nie schodząc ze stołu.
-No właśnie, zrobisz się brzydka i Rogacz już nie będzie cię chciał – zaśmiał się Syriusz.
-W takim razie muszę się częściej denerwować – warknęła Lily .
-Przecież ja już sobie ją odpuściłem – powiedział James podnosząc do ust butelkę z kremowym piwem.
-Jak to? – zdziwił się Syriusz spadając ze stołu.
Masując sobie tylną część ciała patrzył to na Jamesa, to na Lily z otwartymi ustami.
-No przecież Evans ma swojego Jonnego, a ja jako reprezentant mogę mieć każdą dziewczynę.
-No i świetnie, nareszcie będę mieć spokój – krzyknęła Lily, biegnąc w stronę dormitorium.
-Co się stało? – zapytała Emily na widok Lily, która aż trzęsła się ze złości.
-Nic – burknęła i w ubraniach rzuciła się na łóżko.
Blondynka spojrzała na Laylę, z nadzieją, że pomoże jej wyciągnąć coś z Rudej, lecz ta spała na podłodze oparta o swoje łóżko.
-Boże, z kim ja się zadaję? – mruknęła Meadows do siebie i również położyła się do łóżka.
Następnego dnia Lily obudziła się w kiepskim humorze. Powinna się cieszyć z tego, że James sobie ją odpuścił, ale wcale jej się to nie podobało. Jego słowa dotknęły ją, ale nie chciała się do tego przyznać przed samą sobą.
- Co ci jest? – zapytała Emily, po raz setny podczas śniadania
-Przecież ci powiedziałam, że nic – warknęła Lily.
-A czy to prawda, że James sobie odpuścił? – spytała Layla z uśmiechem.
-Tak powiedział – rzekła Ruda siląc się na obojętny ton.
-I wszystko jasne – zaśmiała się Blondynka.
-O co ci chodzi? Powtórzę ci znowu: on mnie nie obchodzi! Ja mam Jonnego.
Emily westchnęła i spojrzała w stronę Krukona, który właśnie szedł w ich stronę.
-Witaj Lily – przywitał się z Rudą.
-Cześć Jonny – odpowiedziała Ruda, rumieniąc się.
-Pamiętasz, że dzisiaj idziemy razem do Hogsmade? – spytał chłopak z uśmiechem.
-Jasne, że pamiętam – mruknęła bawiąc się palcami.
Jej przyjaciółki ledwo powstrzymały wybuch śmiechu. Dobrze wiedziały, że Ruda całkowicie zapomniała o spotkaniu.
-To może o 16 w Trzech Miotłach?
-Mi pasuje, to do zobaczenia – powiedziała z uśmiechem Lily – wam co tak wesoło? – burknęła patrząc na przyjaciółki, które po odejściu Krukona wybuchnęły głośnym śmiechem.
-Och, nasza Lilusia zapomniała o randce – zaśmiała się Layla.
-Wcale nie zapomniałam – powiedziała Ruda, rumieniąc się znowu.
-Nie no pamiętała, ale była tak zajęta myśleniem o Jamesie, że tak jakoś spotkanie z Jonnym odeszło na dalszy plan – dodała Emily.
-Ale wy podłe jesteście – burknęła Evans, która podniosła się i wyszła z Sali.
-Myślisz, że z tym Jonnym to tak na poważnie? – zapytała Blondynka.
-No coś ty – odpowiedziała Brunetka – ona musi być z Jamesem.
Lily stała przed dużym lustrem w łazience w swoim dormitorium przymierzając ubrania, które nadawały by się na randkę.
-W tym wyglądam z grubo – mruknęła oglądając swoje odbicie w grubym swetrze w paski.
W końcu zdecydowała się na szary sweterek, ciemne rurki i czarne botki.
-Już jesteś gotowa? – krzyknęła Layla wpadając do dormitorium.
-Tak – rzekła Lily ostatni raz przeglądając się w lustrze i podążając w stronę przyjaciółek.
Dziewczęta we trzy przemierzały ulice Hogsmade, przyciągając spojrzenia płci męskiej. Po odwiedzeniu swojego ulubionego sklepu z biżuterią, skierowały się do nowo otwartego salonu z ubraniami. Po godzinie przymierzania różnych ubrań i szat, przyjaciółki wyszły ze sklepu z torbami i lżejszymi sakiewkami.
-To teraz do Trzech Mioteł? – spytała Layla z uśmiechem.
-Tak – odrzekła Lily – wzięłybyście moje torby?
-Daj – mruknęła Emily, robiąc niezadowoloną minę.
W tej chwili do pubu wszedł Jonny. Gdy tylko zobaczył Lily szeroko się uśmiechnął.
-Witaj, miałabyś ochotę na spacer? – zapytał chłopak z uśmiechem.
Dziewczyna pokiwała głową i razem z Jonnym wyszła z pubu. Jej przyjaciółki szybko pobiegły do okna, by móc jak najdłużej podglądać parę.
-Patrz, wziął ją za rękę! – krzyknęła oburzona Layla, zwracając na siebie uwagę wszystkich zgromadzonych w Trzech Miotłach.
-Kto kogo? –zapytał Syriusz, który podszedł do dziewczyn z Jamesem.
-No Jonny Lily – rzekła niezadowolona Brunetka.
-Że co? – wrzasnął Potter przeciskając nos do szyby.
-A mówiłeś, że odpuszczasz sobie Lily – powiedziała Emily parskając śmiechem.
-Zmieniłem zdanie – warknął James wybiegając z pubu.
-On się nigdy nie zmieni – mruknął Syriusz i napił się kremowego piwa.
Tymczasem Lily i Jonny spacerowali sobie uliczkami Hogsmade rozmawiając na różne tematy, które głównie dotyczyły nauki. Krukon z szóstej klasy już myślał o swojej pracy. Był bardzo dojrzały jak na swój wiek, przynajmniej porównując go do Jamesa, który był przecież tylko o rok młodszy. Jakby tak się wsłuchać, to co on mówił było strasznie nudne. Cały czas tylko opowiadał o szkole. Gdy Jonny skończył swój monolog o wypracowaniu z Historii Magii zapadła niezręczna cisza. Podczas rozmów, a raczej kłótni z Jamesem nigdy nie było takich problemów. By przerwać milczenie dziewczyna zapytała:
-Dokąd tak właściwie idziemy?
-Chciałem ci pokazać takie jedno miejsce – uśmiechnął się chłopak. – już niedaleko – dorzucił spoglądając na jej twarz.
W końcu doszli do uroczej polanki na skraju lasu. Spadające na polankę złote liście wyglądały cudownie.
-Ale tu jest pięknie – zachwyciła się Ruda – nawet nie wiedziałam, że w Hogsmade jest takie miejsce.
-Miałem nadzieję, że ci się spodoba - rzekł chłopak i zbliżył się do Lily.
Dziewczyna poczuła jego usta na swoich, lecz w brzuchu nie pojawiły się te słynne motylki. Tak naprawdę wołała żeby ten pocałunek już się skończył. W tym momencie na polankę wpadł James i widząc całującą się parę rzekł z niezadowoloną miną:
-Czy musicie się całować w miejscach publicznych?
-A ktoś cię tu zapraszał? – warknęła Lily, która wałczyła z uśmiechem, który chciał pojawić się na jej twarzy. Nie chciała się przyznać przed samą sobą, że tak naprawdę cieszy się, że się tu pojawił.
-Wiesz, może będzie lepiej jak już pójdziemy – zaproponował Jonny łapiąc Lily za rękę i ciągnąc ją w stronę centrum miasteczka.
-A może pójdziemy już do zamku? – zapytała Lily – zrobiłam się głodna.
-Ale ten czas szybko zleciał, już pora kolacji – powiedział Jonny i razem skierowali się w stronę zamku.
Dziewczyna podeszła do swoich przyjaciółek, które już siedziały przy stole.
-No i jak było? – spytała się Emily.
-Fajnie – rzekła Ruda z uśmiechem – pocałował mnie.
-Że co? – zdenerwowała się Layla.
-O co ci chodzi? - zdziwiła się Lily.
-O to, że mi się ten chłopak nie podoba – burknęła Brunetka.
-Oj Layla, on jest w porządku – powiedziała Ruda obejmując przyjaciółkę – przecież wiesz, że nie chodziłabym z jakimś idiotą jak na przykład Potter.
-Wiem, i wcale mnie to nie pociesza – powiedziała Reed i wstała od stołu.
Idąc przez korytarz, myślała o Lily. Była na nią po prostu zła. Przecież James ją kochał, a ona spotykała się z jakimś nudnym Jonnym. Gdyby ona miała jakąkolwiek szansę u Syriusza nie udawałaby wielce niedostępnej. Ale nie ma. W tym momencie wpadła na kogoś.
-Black uważaj jak chodzisz.
-Przecież to ty na mnie wpadłaś – uśmiechnął się chłopak.
-Oczywiście, najlepiej wszystko zrzucić na mnie – krzyknęła dziewczyna i pobiegła w stronę pokoju wspólnego zostawiając Łapę w głębokim szoku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz