wtorek, 5 lutego 2013

Rozdział 4: Początęk problemów.

Lily obudziły promienie jesiennego słońca. Dziewczyna usiadła na łóżku i spojrzała na wiszący na ścianie kalendarz. Był dokładnie 15 października.
-Dziewczyny, wstawajcie! – krzyknęła Ruda, lecz to nie pomogło.
Jej przyjaciółki tylko przewróciły się na drugi bok. Dopiero gdy oblała je zimną wodą, podniosły się
z niezadowolonymi minami.
-Jest sobota, musisz nas budzić tak wcześnie? – burknęła Layla.
-Dzisiaj jest 15 października! – krzyknęła Ruda.
-I co z tego? – zdziwiła się Emily – przecież ciebie podobno nie obchodzi ten cały cyrk związany z turniejem.
-Jak to nie? Oczywiście, że obchodzi – powiedziała Lilianne uśmiechając się.
-Tylko nie mów, że się zgłaszasz – powiedziała Brunetka niepewnie.
-Oczywiście, że nie, ale ciekawią mnie zasady turnieju. Oby eliminowały kretynów jak Potter i Black.
-I tak nie rozumiem po co nas budziłaś. Przecież Dumbledore nie będzie mówił o zasadach turnieju podczas śniadania – uświadomiła Lilkę Blondynka.
-Oh no tak. To może napiszemy to wypracowanie na eliksiry?
-Możesz trochę wyluzować? – spytała Layla – niedługo przyrośniesz do krzesła w bibliotece.
-A masz lepszy pomysł? – prychnęła Ruda.
Brunetka pokiwała głową i szepnęła:
-Może zabawimy się w Huncwotów?
-Co planujesz? – zapytała Emily, idealnie naśladując łobuzerski uśmiech Jamesa.
-Zaraz zobaczysz, tylko chodźmy po Michelle. Nie byłaby zadowolona, gdybyśmy zrobiły jakiś kawał bez niej.
Chwile później dziewczęta w pośpiechu biegły do sowiarni.
-O, widzę, że Lily się uśmiecha – powiedziała Krukonka, patrząc na Rudą.
-Co jak co, ale ten plan jest boski i jeśli się wyrobimy, zdążymy przed śniadaniem – odparła Lily, szczerząc zęby jeszcze bardziej.
Pół godziny później, zadowolone z siebie Huncwotki pojawiły się w wielkiej Sali roześmiane od ucha do ucha.
-A wam co tak wesoło? – zapytał Syriusz podejrzliwie.
-Czy tylko wam wolno się uśmiechać? – spytała Layla z błyskiem w oku.
-Chora byś chodziła gdybyś chociaż raz była dla mnie miła – syknął Black.
-O co ci chodzi? – uniosła się Brunetka.
-Robi się gorąco – szepnęła Michelle i nałożyła sobie na talerz tosta z dżemem.
-O nic. Po prostu panna „wszystko wiem najlepiej” jak zwykle musiała się coś odezwać – powiedział chłopak podniesionym głosem.
-O przepraszam bardzo! To ty wyskoczyłeś z tym „co wam tak wesoło” – krzyknęła dziewczyna, wstając gwałtownie i przewracając puchar z sokiem dyniowym.
Syriusz również chciał się podnieść, lecz James go powstrzymał.
-Layla, wyluzuj – szepnęła Krukonka i pociągnęła ją w dół.
-Ten kawał to nie był najlepszy pomysł – zmartwiła się Emily.
-Już za późno – rzekła Lily i spojrzała na swój talerz.
W tym momencie do Sali wleciała sowia poczta. Przed Huncwotami wylądowała brązowa sowa z dość dużym pudełkiem. Zaciekawieni otworzyli pakunek i pochylili głowy w jego kierunku.
Uczniowie jedzący śniadanie usłyszeli lekki wybuch i ujrzeli Jamesa i Syriusza całych w białej pianie.
-Bardzo zabawne – warknął Syriusz patrząc na Laylę, która dusiła się ze śmiechu.
-A wam wolno robić numery i my nie mamy prawa się na was złościć– powiedziała Brunetka.
Chłopcy bez słowa skierowali się w stronę łazienki. Kiedy szli wszyscy pokazywali ich sobie palcami, śmiejąc się głośno. Wieść, że dziewczyny zrobiły Huncwotom numer błyskawicznie obiegła salę i po chwili wszyscy podchodzili do Gryfonek gratulując im.
-Fantastycznie! Nareszcie ktoś utarł im nosa! – zachwycił się Puchon z siódmej klasy, który stanął obok Brunetki – Jestem Patrick Meels, a ty?
-Layla Reed.
-Miło mi cię poznać – rzekł z uśmiechem i bez owijania w bawełnę zapytał – wybierzesz się ze mną do Hogsmade w Noc Duchów?
Dziewczyna spojrzała nienawistnym spojrzeniem w stronę Syriusza, który właśnie wszedł do Sali i powiedziała:
-Bardzo chętnie.
-To super – ucieszył się chłopak.
-Wybacz, ale muszę już lecieć, mam do napisania wypracowanie na numerologię – pożegnała się, całując go w policzek.
Black spojrzał na nią z szeroko otwartymi ustami, a ta czując jego wzrok na sobie uśmiechnęła się.
-No ładnie, wszystkie już mają plany na noc Duchów z wyjątkiem mnie – zasmuciła się Emily, podczas odrabiania numerologii.
-Nie przejmuj się, znajdziemy Ci kogoś – pocieszyła ją Lily.
-No pewnie – dodała Layla, żeby pocieszyć zdołowaną Em - a teraz chodźcie, bo zaraz zacznie się kolacja, a naszą kochaną Lilianne bardzo interesuje ten cały turniej.
Piętnaście minut później już siedziały w wielkiej Sali i z niecierpliwością czekały na przemówienie dyrektora.
-Witajcie, moi drodzy. Podejrzewam, że dzisiejszego wieczoru wolicie najpierw posłuchać ględzenia staruszka.
Uczniowie pokiwali z uśmiechem głowami.
-Tak więc zasady turnieju. Turniej polega na przejściu czterech trudnych zadań. Uczniom, którzy czytali Historię Hogwartu na pewno przyszedł na myśl turniej trójmagiczny. I całkiem słusznie, gdyż turniej ten jest na nim wzorowany. Różni się liczbą zadań, jest znacznie bezpieczniejszy, a zadania są łatwiejsze, no i biorą w nim udział tylko uczniowie Hogwartu. Mimo wszystko mam nadzieję, że uczestnicy dadzą z siebie wszystko i ostrzegam, to że będzie on łatwiejszy nie oznacza, że nie wymaga od reprezentantów domu umiejętności i inteligencji.
-A nagrody? – krzyknął Syriusz z uśmiechem.
-O tym za chwilę, Panie Black – rzekł Dumbledore z uśmiechem – najpierw chciałem powiedzieć, w  jaki sposób możecie się zgłaszać. W Sali wejściowej pojawiły się cztery wazy, na każdej jest herb jednego z domów. Aby zgłosić swoje uczestnictwo trzeba wrzucić do odpowiedniej wazy pergamin ze swoim imieniem i nazwiskiem. Wyłowienie reprezentantów odbędzie się w Noc Duchów.
-A co z tymi nagrodami? – wydarł się Łapa, tym razem lekko z niecierpliwiony.
-Nagrodą dla zwycięzcy turnieju będzie 500 galeonów oraz 200 punktów dla domu.
-Super – ucieszył się James – jest o co walczyć.
-Zgłaszasz się Rogaczu?
-Oczywiście, a ty Syriuszu?
-A jak myślisz? – odpowiedział chłopak pytaniem na pytaniem.
-Pamiętajcie macie czas do 31 października.
Przez kilka ostatnich dni, w całym Hogwarcie rozmowy dotyczyły tylko jednego tematu. Wszyscy zastanawiali się nad tym kto wejdzie w skład czwórki reprezentantów. Większość uczniów w Noc Duchów wczesnym rankiem zebrała się w Sali Wejściowej i obserwowała ochotników wrzucających swoje nazwiska do waz. Było to ciekawe widowisko. W zależności z jakiego domu pochodził dany uczeń, takiego koloru była barwa ognia otaczającego wpadający do wazy pergamin. James Potter wraz z Syriuszem weszli do przedsionka i rozejrzeli się. Na twarzach uczniów pojawiły się dopingujące uśmiechy. Rogacz z bijącą pewnością siebie podszedł do wazy i wrzucił do niej pergamin. Zwitek uniósł się metr nad naczyniem i zaczęły go oplatać czerwone płomienie. Po chwili pergamin zniknął we wnętrzu wazy, a wokoło rozległy się brawa. Syriusz po chwili uczynił to samo. Nagle obok nich pojawił się David Thompson, Puchon z czwartego roku.
-Co ty tu robisz dzieciaku? – zapytał James patrząc na niego z wyższością.
-Dorosły się znalazł – prychnął David – zgłaszam się do turnieju.
-Chcę to zobaczyć – rzekł Syriusz z uśmiechem do dziewczyn, które siedziały na ławce pod ścianą jedząc tosty.
Czternastolatek podszedł do jednej z waz i wrzucił do niej pergamin ze swoim nazwiskiem. Pergamin uniósł się i otoczył granatowym płomieniem. Nagle płomienie owinęły przerażonego Krukona. Po chwili ogień zniknął zostawiając Thompsonowi ośle uszy.
-A nie mówiłem, że jesteś dzieciak? – zadrwił James.
-Och, zostaw go – burknęła Lily.
-Obrończyni małolatów się znalazła – mruknął Potter i wraz ze swoim przyjacielem wszedł do wielkiej Sali na obiad.
Kiedy nadszedł wieczór, wszyscy uczniowie zebrali się w Wielkiej Sali, która wyglądała cudownie. Z sufitu zwisały lampiony z dyń z wydrążonymi, przerażającymi minami, ściany pokrywały ogromne pajęczyny, a nad głowami zgromadzonych latały chmary nietoperzy.
Nastolatkowie niecierpliwością patrzyli w stronę Dumbledora, który jak gdyby nigdy nic rozmawiał
z Profesor McGonagall. Nagle do Sali wkroczyło dwóch mężczyzn i jedna kobieta, którzy zajęli miejsca przy stole prezydialnym. W tym momencie Dyrektor wstał, a wszyscy uczniowie umilkli.
-Witajcie w tę wyjątkową noc. Czekaliście, czekaliście i w końcu się doczekaliście. Za chwilę zostanie wybranych czworo reprezentantów!
Wokół rozległy się brawa, które Dumbledore uciszył podniesieniem ręki.
-Mam nadzieję, że dokładnie przemyśleliście swój udział w turnieju, gdyż nie możecie się z niego wycofać.
Tak więc na początku chciałbym wam przedstawić Hamisha MacFarlana,  szefa departamentu magicznych gier i sportów, Ralfa Greena, szefa departamentu przestrzegania prawa czarodziejów oraz Milicentę Bagnold, naszą Minister Magii. Zgodzili się oni sędziować w naszym turnieju, a także pomagali w jego przygotowaniu. A teraz najważniejsze, wybór reprezentantów. Uczniowie, którzy wezmą udział w turnieju, proszę o udanie się do bocznej komnaty – rzekł Dumbledore wskazując na drzwi po swojej prawej stronie.
W tym momencie do Sali weszły cztery skrzaty domowe, niosące wazy z Sali wejściowej. Postawiły je w rzędzie przed dyrektorem i opuściły pomieszczenie. Oczy uczniów skierowały się w stronę Dumbledora, który podszedł do wazy z godłem Slytherinu i położył nad nią dłoń. Po chwili z naczynia wystrzelił kawałek pergaminu, otoczony zielonym płomieniem. Mężczyzna szybko złapał zwitek i rzekł:
-Reprezentantką Slytherinu zostaje Olivia Trevors.
Przy stole ślizgonów rozległy się brawa i tęga ślizgonka, o długich czarnych włosach podniosła się i skierowała w stronę komnaty.
Dyrektor podszedł do wazy Puchonów i złapał kolejny kawałek pergaminu.
-Reprezentantką Hufflepaffu zostaje Amelia Rouse.
Tym razem oklaski dostała wysoka blondynka z siódmej klasy.
-Reprezentantem Ravenclaw zostaje Jonny Savage.
Tym razem rozległy się o wiele głośniejsze oklaski. Krukon był przystojny i dość popularny wśród dziewczyn, a Rogaczowi wcale nie podobało się, że Lily także go oklaskuje.
-Jakbym mógł, to bym go zabił – mruknął Gryfon do Syriusza.
-Wyluzuj, jeszcze będziesz miał podczas turnieju okazję by pokazać mu kto tu rządzi.
-O ile zostanę wybrany – uśmiechnął się chłopak.
-Reprezentantem Gryffindoru zostaje James Potter!
Tym razem brawa były najgłośniejsze. Oklaskiwały go przedstawicielki płci pięknej wszystkich domów. James z uśmiechem skierował się do bocznej komnaty, nie wiedząc w co się właśnie wpakował.

2 komentarze:

  1. Wspaniały rozdział, choć można się było domyślić, że James będzie reprezentantem :D mimo to bardzo mi się podobało i nie pozostało mi nic jak tylko czekać na kolejny rozdział ;-) Życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziekuje wena na pewno sie przyda ;*

    OdpowiedzUsuń