sobota, 2 lutego 2013

Rozdział 3:Zawsze musi być ten pierwszy raz


James Potter obudził się dość wcześnie. Gdy rozejrzał się po dormitorium, wszyscy jeszcze spali. Postanowił nie budzić przyjaciół, więc po cichu wszedł do łazienki. Ubrał się w swój szkolny mundurek i zrobił jeszcze większy bałagan na głowie. Zszedł do całkowicie pustego pokoju wspólnego. Gdy zerknął na zegarek okazało się że jest dopiero za piętnaście piąta. Nie wiedząc co ze sobą zrobić, usiadł w fotelu obok kominka i zaczął rozmyślać na przemian o Lily i o turnieju. Biedny chłopak nie wiedział co ma w sobie zmienić, by Rudowłosa wreszcie odwzajemniła jego uczucia.
***
W damskim dormitorium Lily Evans już od godziny rozmyślała o wczorajszej rozmowie z koleżankami. Przecież wcale siebie nie oszukuje. Nienawidzi Pottera i za każdym razem ledwo znosi jego towarzystwo. Dziewczynom na pewno nie uda się zmienić jej nastawienia do niego. Przecież to przez Pottera Gryffindor zawsze traci mnóstwo punktów, a wiele lekcji nie może zostać doprowadzonych do końca, bo on wraz ze swoimi przyjaciółmi wymyśli coś głupiego. Przecież taki palant nie może być dobrym kandydatem na chłopaka. Evansówna jeszcze długo tak rozmyślała aż w końcu zerwał ją dźwięk budzika. Żałowała, że nie wstała trochę wcześniej, gdyż teraz musi czekać w kolejce do łazienki i to wyjątkowo długo, bo przecież Michelle też musi się wykąpać. Do wielkiej Sali weszły pół godziny przed rozpoczęciem zajęć. Wszystkie były zaspane włącznie z Lily, która żałowała że zamiast spać rozmyślała o tym kretynie, więc zdziwił je widok całkiem przytomnych chłopców, którzy przecież świętowali do późnej nocy.
-A wy co tacy ucieszeni? – spytała Layla ziewając.
-Jeszcze pięć minut szepnął James.
-Co wy tam kombinujecie? – zapytała Lily podejrzliwym tonem opierając ręce na biodrach.
-Pomyśleliśmy sobie z Rogaczem, że poranna dawka śmiechu trochę rozbudzi nasze zaspane Panie – rzekł Syriusz z szerokim uśmiechem.
-Mamy się bać? – spytała Emily z niezadowoloną miną.
-Wy nie, ślizgoni owszem, mruknął Remus znad Proroka Codziennego.
-Trzy, dwa, jeden… - odliczał Syriusz.
BUM!
Owsianka przy stole ślizgonów wybuchła, opryskując zaczną część uczniów przy ostatnim stole płatkami owsianymi i mlekiem. Puchoni, krukoni oraz Gryfoni zanieśli się głośnym śmiechem i zaczęli bić brawo. Oczywiście każdy wiedział komu należą się owe oklaski. Nawet Lily dołączyła do roześmianych uczniów.
-Widzę, że Pani Prefekt się uśmiechnęła – szepnął jej James do ucha.
Ruda krztusząc się ze śmiechu wskazała głową w kierunku stołu prezydialnego, z którego podniosła się Profesor  Minerwa McGonagall i właśnie zmierzała w kierunku Huncwotów, z nieodgadnionym wyrazem twarzy, który nie zapowiadał nic dobrego.
-Potter, Black, Lupin, Pettigrew, Evans, Reed i Meadows to są wasze plany zajęć na ten rok – powiedziała Psorka wciskając Lily w dłoń plik pergaminowych planów.
-Ale… Plany? Jak plany? –dukał Syriusz.
-Cóż Panie Black, ja nie pochwalam waszego wybryku, ale najwyraźniej dyrektorowi spodobał się ten dowcip – rzuciła oschle McGonagall, rzucając niezadowolone spojrzenie w stronę dyrektora, który mrugnął porozumiewawczo do Huncwotów. Chłopaki przybili sobie piątkę i zaczęli się śmiać. Dziewczyny także się śmiały, z wyjątkiem Lily, która nie pochwalała głupich dowcipów ani pobłażania. Wyjątkowo oburzona była zachowaniem dyrektora. Jak mogły mu się podobać takie figle?
-Uspokójcie się na chwilę i przeczytajcie to – powiedział Remus i wcisnął przyjaciołom gazetę w rękę

Czarny Pan rośnie w siłę.
Wczoraj o godzinie dwudziestej trzeciej czterdzieści pięć znaleziono zamordowaną mugolską rodziną  w miasteczku Ketton na północ od Londynu. Mugolscy stróże prawa nie stwierdzili żadnych obrażeń na ciałach ofiar, więc nie ma wątpliwości, że użyto zaklęcia niewybaczalnego. Ministerstwo Magii prosi o zachowanie spokoju, gdyż schwytanie śmierciożerców i samego Czarnego Pana już wkrótce nastąpi.

-Nie wierzę w to! - przeraziła się Emily – przecież on może pozabijać nasze rodziny!
-A ministerstwo jest tak blisko złapania Voldemorta, jak James zostania prefektem naczelnym – burknął Syriusz, wywołując delikatne uśmiechy na ustach przyjaciół.
Po pierwszej w nowym roku szkolnym lekcji zielarstwa, wszyscy poszli do łazienki by umyć czarne od ziemi ręce. Na transmutacji wysłuchali dwudziestominutowego monologu McGonagall o sumach, a James i Syriusz stracili trzydzieści punktów, za przyozdobienie czarnej tiary Profesorki kolorowymi piórkami.
-Ale Pani Profesor, my z Jamesem się tylko dokształcamy ćwicząc zaklęcia – tłumaczył się Black.
-Ale to jest transmutacja, a nie lekcja zaklęć – warknęła Minerwa – czy do was nie dociera bałwany, że macie w tym roku sumy?
-Poczułem się dotknięty. Jak ona mogła mnie nazwać bałwanem? – zawodził Syriusz.
-McGonagall stwierdziła fakty – powiedziała Layla, a Brunet spojrzał na nią spode łba.
Po transmutacji Gryfoni powlekli się do lochów na lekcję eliksirów. Profesor Horacy Slughorn był niskim i dość pulchnym mężczyzną, ale bardzo sympatycznym. Przynajmniej dla osób, które lubił. Lily Evans miała zaszczyt być jego ulubioną uczennicą, gdyż miła wyjątkowy dar do ważenia eliksirów.
-Witajcie moi drodzy – powitał ich Profesor gdy już zajęli swoje miejsca – dzisiaj będziecie ważyć eliksir śmiechu. Przepis znajdziecie w swoich podręcznikach na stronie dwudziestej czwartej.
Lily szybko wzięła się do pracy, a po półgodzinie skończyła przygotowywać swój wywar i pomagała zrobić go poprawnie przyjaciółkom.
-Wspaniale, wspaniale – zachwycił się Slughorn obchodząc stolik dziewcząt – tutaj też poprawnie, ale ty Pettigrew chyba się zbytnio nie przyłożyłeś – rzekł podchodząc do stanowisk chłopców i oglądając ciecz o wściekle czerwonej barwie w kociołku Petera, która powinna mieć kolor bladoniebieski.
Gdy Profesor wystawił wszystkim oceny zawołał:
-Panna Evans, Meadows, Reed, Corner i Westfood, a także Pan Potter, Black, Lupin, Newton i Prince byłbym zaszczycony gdybyście zechcieli mnie odwiedzić w tę sobotę na spotkaniu klubu ślimaka. Zechcielibyście przyjść?
Uczniowie pokiwali niepewnie głowami, a Profesor bardzo ucieszył ten stan rzeczy:
-To świetnie, dokładną informację dostaną Państwo przez sowę, a teraz lepiej już idźcie, bo zdaje się, że był już dzwonek.

***
-Patrzcie, patrzcie! –krzyknęła Emily wskazując na okna.
-Czy ty za każdym razem musisz się wydzierać nad moim uchem? – burknęła Layla zatykając wcześniej wymienioną część ciała.
Lily ignorując przyjaciółki, które właśnie zaczęły się sprzeczać, otworzyła okno i wpuściła sówkę, która upuściła sześć ruloników na stolik w pokoju wspólnym i wyleciała.
-To pewnie od Slughorna – mruknęła Ruda podając leżącym na dywanie przyjaciółkom informację.
-Odbędzie się w sobotę o dziewiętnastej – oznajmiła Brunetka.
-Umiemy czytać – rzekła Blondynka, dając Layli sójkę w bok.
Dziewczyny roześmiały się, jednak ich głupawkę przerwali Huncwoci, którzy podeszli do stolika i usadowili się na fotelach obok Lily.
-Spotkanie ze Slughornem jest w sobotę o dziewiętnastej – rzuciła Emily w stronę chłopaków, a Ruda podała im liściki.
-Świetnie, czyli z mojej randki nici – burknął niezadowolony Potter.
-I tak bym się nie zgodziła na żadną randkę – rzekła Lily gniewnym tonem.
-Dlaczego ty myślisz Evans, że cały świat kręci się wokół ciebie? – zapytał James z politowaniem.
Pierwszy raz dziewczynie zabrakło słów. Pierwszy raz Rogacz oznajmił, że idzie z jakąś dziewczyną na randkę, która nie jest nią. A najgorsze w tym wszystkim było to, że Ruda wcale nie poczuła z tego powodu ulgi.
-Co Evans, zamurowało cię? – rzekł Syriusz z uśmiechem.
-Chyba śnisz – odparła dziewczyna. Po prostu jestem w szoku, że Potter wreszcie sobie odpuścił.
Ale nie ona jedna była tym faktem zdziwiona. Jej przyjaciółki patrzyły na Huncwotów z otwartymi ustami, których nie mogły zamknąć.
-A kim jest ta szczęściara? – zapytała Lilianne siląc się na obojętny ton.
-Gwen Alley z Hufflepafu.
Na twarzy Rudej pojawił się wredny uśmieszek. Znała tą dziewczynę z lekcji obrony przed czarną magią. Obdarzona była oszałamiającą urodą, której dorównywała tylko jej głupota.
-A tej co tak wesoło? – mruknął Black, a James tylko wzruszył ramionami.
-Wiecie co, ja chyba pójdę się położyć – rzekła Evans z uśmiechem i nie czekając na jakąkolwiek reakcje przyjaciół skierowała się do dormitorium.
 * * *
Kiedy Lily obudziła się w sobotni poranek było już piętnaście po dziesiątej. Dziewczyna zerwała się z łóżka i rozejrzała po dormitorium. Wbiegła do łazienki by doprowadzić się do porządku. Po chwili zajrzała do szafy nie bardzo wiedząc co na siebie włożyć. W końcu wybór padł na jeansowe rurki, czarne trampki i luźny t-shirt. Kiedy weszła do wielkiej Sali, jej przyjaciółki radośnie gawędziły z Huncwotami.
-O, Evans w końcu raczyła zaszczycić nas swoją obecnością – rzekł Syriusz kpiącym głosem na co Lily odpowiedziała:
-Powinieneś się cieszyć, że spotkał cię taki zaszczyt.
-Czy ty zawsze masz na wszystko odpowiedź? – mruknął niezadowolony Łapa.
Nienawidził gdy Ruda zawsze musiała coś odszczeknąć.
Po zjedzeniu śniadania dziewczyny poszły do biblioteki odrabiać prace domowe. Huncwoci z kolei skierowali się w stronę boiska do quidtticha, by pierwszy raz w nowym roku szkolnym dosiąść miotły . Po całodziennej nauce, dziewczęta udały się do pokoju wspólnego by przygotować się na spotkanie u Slughorna. O dziewiętnastej stawiły się u Profesora, który powitał je z entuzjazmem.
-Ale tu nudno – narzekała Layla opierając głowę o splecione dłonie.
-Nie przesadzaj – powiedziała Lily – zobacz ile tu jest ciekawych osób.
Ruda zwątpiła w swoje słowa, gdy zobaczyła, że gościem, którego przyprowadził Nauczyciel jest pracownikiem z departamentu przestrzegania prawa czarodziei.
Po godzinie do gabinetu wpadli Huncwoci przepraszając za spóźnienie.
-Reed, nie śpij – obudził Syriusz brunetkę.
-To wesele już się skończyło? – wykrzyknęła zaspana Layla, a dziewczyny spojrzały na nią ze zdziwieniem.
-Laska, nie pij tyle, jeśli masz taką słabą głowę – rzekł Black z ironicznym uśmiechem.
-Tak się składa, że usnęłam, bo nic nie wypiłam - mruknęła dziewczyna.
Chłopak zaśmiał się i zaklęciem przywołał ognistą whiskey ze stołu z mocnymi trunkami dla osób dorosłych.
-O nie Black – zbulwersowała się Lily.
-Spadaj Ruda, trzeba tą imprezę rozkręcić – rzekł chłopak nalewając wszystkim bursztynowego płynu.
Wszyscy wypili whisky bez słowa, po chwili Lily również.
Nie minęło pół godziny, a stół przy którym siedzieli, był najgłośniejszy w całym pomieszczeniu.
Ruda, która wypiła tylko tą jedną szklankę też miała lepszy humor. Nagle poczuła potrzebę skorzystania z toalety, więc chichocząc wstała i podążyła w tamtym kierunku.
-Oj przepraszam, zamyśliłam się – rzekła przepraszającym tonem, patrząc na wysokiego chłopaka, którego potrąciła.
-Nic się nie stało – powiedział z uśmiechem – jestem Jonny Savage.
-Lily Evans – przedstawiła się z uśmiechem.
-Słyszałem o tobie. Jedna z najmądrzejszych uczennic w tej szkole i przy okazji najładniejszych.
Ruda spłonęła rumieńcem i spojrzała chłopakowi w oczy. Były piękne, w cudownym, niebieskim kolorze.
-Może zechcesz mi towarzyszyć do końca tego spotkania? – zapytał chłopak.
Dziewczyna tylko nieśmiało pokiwała głową i podążyła za chłopakiem w kierunku stolika pod oknem. Dogadywali się świetnie, cały czas rozmawiali na różne tematy. Jonny był szesnastolatkiem z Ravenclaw, który uwielbiał grę w quiddticha i nawet grał w szkolnej drużynie na pozycji pałkarza.
-Zgłaszasz się do tego turnieju? – zapytał Krukon.
-Nie, a ty? – odparła dziewczyna.
-A będziesz mi kibicować? – zaśmiał się chłopak.
-Nie mogę, choćbym chciała – rzekła Lily uśmiechając się i patrząc mu w oczy.
W tym momencie profesor Slughorn przemówił:
-Spójrzcie, która godzina, lećcie do dormitoriów raz dwa.
-A spotkać się ze mną byś mogła? –spytał z nadzieją.
-Oczywiście – szepnęła dziewczyna i pocałowała go w policzek – to do zobaczenia.
Rudowłosa nie wiedziała, że całą sytuację obserwował James.

* * *
-Ja zabiję tego Jonnego! – wrzasnął Rogacz i rzucił książką do transmutacji, tak mocno, że aż odpadła okładka.
-Przecież ona tylko z nim rozmawiała – próbował go uspokoić Remus.
-I pocałowała go w policzek! Rozumiecie to?! Rozumiecie?! – wydzierał się chłopak.
-Stary, chcesz cały zamek obudzić? – burknął Peter, którego ze snu wyrwały wrzaski przyjaciela.
-Tak nie może być, że ona sobie kręci z jakimś kolesiem. Już ja jej pokażę! – mruczał James pod nosem.
-Oby nie zrobił czegoś głupiego – zmartwił się Remus, a Syriusz pokiwał głową.
W Hogwarcie czas szybko mijał. Nim uczniowie się spostrzegli, już był poniedziałek dziesiątego października. Z samego rana Lilkę obudziły wrzaski.
-Zabierz go! Zabierz go! – wrzeszczała Emily.
-Uspokój się idiotko! – warczała Layla, biegając po dormitorium.
-Co się dzieję? – zapytała rozespana Lily.
-Szczuuuuur! – krzyczała Blondynka, stojąc na komodzie.
-Już go nie ma – powiedziała zdyszana Brunetka – możesz zejść na podłogę.
- Zabiję ich jak ich spotkam – mruczała wściekła Meadows pod nosem, kiedy dziesięć dziewczęta szły na śniadanie przekonane, że padły ofiarą kolejnego żaru Huncwotów.
Jak zwykle się nie pomyliły.
-Ja kiedyś z wami nie wytrzymam nerwowo – krzyknęła Emily uderzając Blacka i Potter w głowę – przecież wicie, że panicznie boję się szczurów.
-Przecież cię nie zjadł – rzucił wesoło Syriusz, opychając się jajecznicą.
Meadows tylko prychnęła i zajęła miejsce przy stole Gryfonów. Nagle przy nich pojawił się wyskoki blondyn o niebieskich oczach:
-Cześć Jonny – rzekła Lily z uśmiechem, rumieniąc się lekko.
-Witaj. Chciałem o coś zapytać – powiedział chłopak patrząc niepewnie w jej stronę.
-To pytaj – zachęciła Krukona.
-Bo w sobotę jest wypad do Hogsmade i może chciałabyś wybrać się ze mną?
-Oczywiście – zgodziła się Rudowłosa, przybierając kolor dojrzałej wiśni – to może spotkamy się o 16 w trzech miotłach.
-Mnie pasuje. To do zobaczenia – pożegnał dziewczynę z uśmiechem.
Gdy chłopak wyszedł z wielkiej Sali Layla wrzasnęła:
-Moja malutka Lily idzie na randkę!
Emily roześmiała się głośno i zerknęła na Huncwotów. James wyglądał jakby zaraz miał komuś przywalić. Niezawodna intuicja dziewczyny przeczuwała, że jeszcze dzisiaj coś się wydarzy i nie będzie to nic dobrego.
Podczas eliksirów zadaniem uczniów było przyrządzenie wywaru żywej śmierci. James, który od śniadania chodził bardzo zdenerwowany czuł, że musi się na kimś wyładować, bo inaczej zwariuje. Gdy mieszał zawartość swojego kociołka zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara, wpadł mu do głowy szatański plan.
-Łapa, musisz mi pomóc – szepnął nachylając się w stronę przyjaciela.
Syriusz pokiwał głową ze swoim zwykłym huncwockim uśmiechem i pochylił się w stronę Jamesa. Pomysł przyjaciela najwyraźniej przypadł mu do gustu, bo na jego twarzy pojawił się jeszcze szerszy uśmiech.
-Ale pamiętaj, że będziesz miał tylko kilka sekund – ostrzegł Black.
-No przecież wiem, sam to wymyślałem – mruknął rozbawiony Rogacza.
Po chwili wszyscy odwrócili głowy w kierunku drzwi, za którymi rozległ się głośny huk.
-Co do licha? – przestraszył się Profesor Slughorn i wybiegł z Sali.
Potter wykorzystał sytuację i rzucił łajnobombą. Zacisnął oczy, a gdy je otworzył przekonał się, że trafiła dokładnie tam gdzie trafić miała. Do kociołka Severusa Snape’a. Bomba wybuchła obryzgując ślizgonów obrzydliwą brązową mazią,  wywołując śmiech u Gryfonów.
-Potter! –wrzasnęła Lily zrywając się ze swojego miejsca – czy ty kiedykolwiek dorośniesz idioto?
-Evans, dlaczego myślisz, że to ja? Masz jakieś dowody? – rzekł z pokerową twarzą.
-Pokaż co masz w kieszeni – zażądała Ruda.
-Po co?
-Już! Pokazuj!
James niechętnie wcisnął jej w ręce dwie łajnobomby, a ona zaczęła się na niego wydzierać.
Akurat w tym momencie do klasy wrócił Profesor.
-Panno Evans co tu się dzieje? – zapytał nauczyciel, patrząc na nią, Jamesa i brudnych ślizgonów.
-No bo to wszystko przez Pottera! – zaczęła się tłumaczyć dziewczyna.
-Lilianne, ale skąd ja mogę o tym wiedzieć? Przykro mi, ale muszę was obojga ukarać szlabanem. W piątek o szesnastej.
-Nie wierzę w to! Pierwszy raz od pięciu lat w tej szkole dostałam szlaban. I to przez tego kretyna!
-Lilka, kiedyś musi być ten pierwszy raz – powiedziała Emily z uśmiechem.
-Nie możesz być taka całkowicie idealna – zaśmiała się Layla – jak my byśmy się czuły?
-Podejrzewam że tak samo – burknęła niezadowolona Evans.
Tydzień w Hogwarcie minął tak szybko, że Lily nawet nie zauważyła kiedy. Może cieszyłaby się z tego, że jest piątek, gdyby nie fakt, że musiała iść odrabiać szlaban u Slughorna i to w dodatku z Potterem. Zapowiadał się jeden z najgorszych piątków w życiu Rudej. Gorzej trafić chyba nie mogła.
O szesnastej razem z Jamesem stawiła się u mistrza eliksirów oczekując na szlaban. Okazało się, że będą czyścić trofea w Izbie Pamięci. Oczywiście bez użycia czarów. Dla Lily nie było to przyjemnie przeżycie, pewnie dlatego, że w ogóle nie miała pojęcia jak się posługiwać mugolskim środkami czystości. W domu nigdy nie sprzątała, a w Hogwarcie wszystkich zanieczyszczeń pozbywała się za pomocą magii.
-Weź mnie nawet nie denerwuj – usłyszała szept Jamesa.
-Do kogo ty gadasz? – warknęła pytająco, odrywając się od swoich myśli.
-Do nikogo – powiedział chłopak z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
-Myślisz, że jestem taką kretynką jak ty?
Potter niechętnie wyjął coś spod szaty.
-To jedno z dwukierunkowych lusterek. Jedno mam ja, drugie ma Syriusz. Tak porozumiewamy się na oddzielnych szlabanach.
-Mogę zobaczyć? – zapytała Lily z błyskiem w oku.
Zdziwiony chłopak podał jej lusterko, które po chwili mu oddała. Do końca szlabanu nie zamienili ze sobą ani słowa więcej. Lily minęła już złość. W końcu postanowiła przyznać dziewczynom racje, zawsze musi być ten pierwszy raz. A to czy idziesz na pierwszą randkę, czy dostajesz pierwszy szlaban nie jest już takie istotne.

2 komentarze:

  1. Świetny rozdział! ale to przecież nic nowego ;*
    Czytam twoją opowieść z zapartym tchem, więc nie zepsuj tego! ;D

    OdpowiedzUsuń