Lily siedziała w wygodnym fotelu
przed kominkiem, pisząc długie wypracowanie z transmutacji. Zamoczyła pióro w
kałamarzu i kątem oka zerknęła na Huncwotów. Zajmowali stolik w kącie pokoju, a
to mogło oznaczać tylko jedno, na pewno coś knują. Dziewczyna przybrała srogi
wyraz twarzy i podniosła się z zamiarem wyciągnięcia od chłopców ich niecnych planów,
gdy ktoś złapał ją za rękę.
-Emily! – krzyknęła zdziwiona i trochę przestraszona Lily – jak się czujesz?
-Dobrze – odpowiedziała Blondynka przybierając delikatny uśmiech – Dzisiaj śniła mi się mama. To był taki realistyczny sen, jakbym naprawdę z nią rozmawiała.
Przyjaciółka spojrzała na blondynkę z szeroko otwartymi oczami. Miała minę jakby bała się zapytać o jakiekolwiek szczegóły by nie urazić Meadows.
-Oj Lily, nie zamierzam płakać. Moja mama na pewno by tego nie chciała – rzekła Emily przytulając się do przyjaciółki . Jednak Evansówna zobaczyła cień, który przemknął po jej twarzy, gdy to mówiła. Gdy Blondynka zauważyła, że przyjaciółka bacznie jej się przygląda szybko zapytała:
- Co ci zrobili Huncwoci, że masz zamiar dać im szlaban?
-Oni na pewno coś knują! – wybuchła Lily – czy kiedykolwiek widziałaś ich takich cichych i skupionych?
-Wiesz, James się pewnie stresuje – mruknęła Blondynka.
-A jaki on może mieć stresy? – krzyknęła Ruda – Czy jego cokolwiek kiedykolwiek obchodziło?
-Jutrzejsze zadanie na pewno go obchodzi – rzekła Emily i popchnęła przyjaciółkę na fotel.
Evans zrobiła niezadowoloną minę, która zawsze pojawiała się na jej twarzy, gdy coś nie było tak jak dziewczyna się spodziewała. Emily widząc to wybuchła śmiechem. Uspokoił ją dopiero powiew lodowatego wiatru, który wdarł się do pokoju przez okno, które otworzyła Lily by wpuścić sowę. Margeritta upuściła list na stolik i kłapnęła dziobem spodziewając się nagrody.
-Nie mam nic dla Ciebie – szepnęła Lily, sięgając po kopertę.
Sowa spojrzała smutno no swoją właścicielka i wyleciała przez okno, ale Lily była zbyt zaabsorbowana listem, żeby to zauważyć.
-To od mamy – mruknęła Lily otwierając kopertę.
Zdziwiło ją to. Podczas roku szkolnego mama wysyłała jej tylko prezent urodzinowy oraz gwiazdkowy. Ewentualnie odpowiadała na listy córki. Mary przyzwyczaiła się, do tego, że Lily w ciągu roku jest tak zajęta nauką, że jak dostanie list, to najprawdopodobniej zapomni na niego odpisać.
Oczy dziewczyny szybko się przesuwały. Kiedy skończyła czytać jej mina wyrażała zdziwienie pomieszane ze strachem.
-Co jest? – spytała Emily, a Lily wręczyła jej list.
Kochana Córeczko
Jak tam Ci idzie nauka? Wszystko u Ciebie w porządku? Wiem, że masz mnóstwo zajęć, ale mogłabyś od czasu do czasu napisać do rodziców. Wybacz, że Cię niepokoję, ale słyszałaś może jakieś informacje na temat morderstwa rodziny Wilkesów? Mówili w wiadomościach, że zostali zamordowani, lecz na ich ciałach nie znaleziono żadnych śladów. Kiedy o tym mówili pomyślałam, że może mieć to związek z Twoim światem. Piszę o tym, bo martwimy się o Ciebie i chcemy żebyś uważała na siebie. Ostatnio mówi się o wielu morderstwach, po których nie ma żadnych śladów i skoro wspominają o tym nawet w telewizji, to pewnie jest to coś poważnego.
Jeszcze raz, uważaj na siebie i wiedz, że bardzo Cię kochamy, Petunia też
całusy, Mama
-To jest straszne – szepnęła Lily – przecież Śmierciożercy mogą nas zabić w każdej chwili.
-Zaraz, zaraz. Przecież Wilkasowie służyli Czarnemu Panu – mruknęła Emily patrząc na list.
-Skąd ty to wiesz? - spytała zdziwiona Evans.
-Kiedyś w gazecie pisali – odrzekła lekko zmieszana.
-Nie trzeba o tym komuś powiedzieć? Może Dumbledorowi?
-Lily, nie panikuj – mruknęła Blondynka – na razie powiedzmy Layli, Michelle i Huncwotom.
-Po co Huncwotom? – burknęła niezadowolona Lily.
-Bo mi się wydaje trochę dziwne, że Sama-Wiesz-Kto morduje swoich zwolenników, a wiesz, ze oni dużo wiedzą.
-Niech ci będzie – mruknęła Ruda i razem z Emily wyszła z dormitorium by znaleźć Layle i Michelle.
Po pół godzinie Huncwoci wraz z dziewczętami zebrali się w dormitorium chłopców, by dokładnie wszystko przeanalizować. Niestety źródła informacji były dość ograniczone.
O śmierci Wilkesów była tylko malutka wzmianka w Proroku Wieczornym. Bez żadnych szczegółów. Lily uważała, że po prostu Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać zamordował ich. Jednak Emily cały czas próbowała ją przekonać, że nie zabiłby swoich zwolenników. W końcu odezwał się James:
-Dziewczyny, nie wiem, która z was ma rację, bo obie możecie się nie mylić. Jednak teraz Voldemort dopiero zaczyna zbierać ludzi, więc mordowanie ich nie miałoby sensu.
-Ale może i tak powiemy o tym Dumbledorowi? – zaproponowała Lily.
-Evans myślałem, że jesteś trochę bardziej inteligentna – burknął Syriusz pod nosem .
-O co ci chodzi Black? – odgryzła się Ruda.
-Evans, Łapa nie miał nic złego na myśli – powiedział Potter – po prostu nie ma sensu informować Dumbliego. Skoro ta informacja była w gazecie, on na pewno już o tym wie.
-Lily, chłopaki mają rację - rzekła Emily – na razie dajmy sobie z tym spokój.
-Jak chcecie – burknęła Zielonooka z niezadowoleniem.
Znowu nie jest tak jak ona by chciała. Wszyscy wolą słuchać napuszonego Pottera. Chociaż jak mówił to, z taką powagą w głosie i tymi błyskami w oczach był dość pociągający. Lily jednak szybko zganiła się za te myśli. Przecież Potter nie może być pociągający. Nie może i już.
Kiedy obudziła się następnego dnia w powietrzu czuć było napiętą atmosferę,
a przecież jeszcze nie wyszła z dormitorium. Widocznie podniecenie przed pierwszym zadaniem docierało w najdalsze zakamarki zamku. Dziewczyny z zachwytem rozmawiały o zadaniu, które czeka dzisiejszego dnia ich znajomych. Lily doskonale zdawała sobie sprawę, że Emily i Layla całym sercem będą kibicowały Potterowi. A ona powinna stawiać na Jonnego. Znowu zupełnie o nim zapomniała. Ostatnio spędzali ze sobą tak mało czasu i Rudej coraz mniej na nim zależało. Nie chciała niczego robić wbrew sobie, a bycie z Savagem na pewno się do tego zaliczało. Już podjęła decyzję. Tylko kiedy mu o tym powiedzieć? Przed zadaniem czy lepiej po? Chyba lepiej po…
-Lily, co tak myślisz? – krzyknęła Layla rzucając w zaskoczoną dziewczynę poduszkę.
-Ymm… O pierwszym zadaniu – rzekła Lily odrzucając jaśka.
-Oj Ruda, za dobrze cię znam, ale niech ci będzie – odparła Brunetka i schyliła się do szafki by wybrać ubranie na dzisiejsze wydarzenie.
-A ty będziesz się tak dla Syriusza stroić? – zaśmiała się Emily, widząc rzeczy, które Reed wyjęła z szafki.
-Żartujesz chyba – wybuchnęły Brązowooka - zawsze można poznać kogoś fajnego.
-Layla, to nie jest turniej trójmagiczny, nikogo nowego tu nie spotkasz – powiedziała Blondynka śmiejąc się jeszcze bardziej na widok rumieńca pojawiającego się na twarzy przyjaciółki.
-No i co? – burknęła dziewczyna, która na twarzy zrobiła się cała czerwona – może wypatrzy się kogoś ciekawego , na kogo wcześniej nie zwracało się uwagi.
-Layla, czy ty zamierzasz skończyć z Blackiem? – spytała Lily również się śmiejąc.
-Niby co miałabym kończyć, skoro nic nie ma? – odpowiedziała Brunetka, trochę zbyt szybko – Lilianne, lepiej Ty byś skończyła z Jonnym.
-A mogę poczekać do końca pierwszego zadania? – mruknęła Ruda.
-Zrywasz z nim? – zapytała Layla z nadzieją.
Dziewczyna tylko pokiwała głową.
-HURA! – krzyknęła Brunetka – Evans się opamiętała!
-Ej, tylko nie Evans – krzyknęła Lily , próbując wyrwać się z uścisku przyjaciółki.
-Czy musicie się tak drzeć? – usłyszały czyjś głos z dołu.
-Syriusz! – przeraziła się Layla i pobiegła do łazienki.
Lily śmiejąc się ze swojej przyjaciółki zeszła na dół by wysłuchać, co jej szanowny kolega ma do powiedzenia.
-Evans, możecie się uspokoić? Ludzie chcą jeszcze pospać.
-Jeśli chcecie iść na pierwsze zadanie, to raczej już musicie wstać – burknęła dziewczyna.
-Ty się o nas nie martw, za to powiedz swojej przyjaciółce by zaczęła brać coś na wyciszenie – warknął Black patrząc Lily w oczy.
-Sam jej to powiedz – odrzekła i odwróciła się na pięcie wracając do dormitorium.
Dlaczego oni nie mogą wreszcie zrozumieć, że coś między nimi jest – pomyślała Lily. A dlaczego ty nie możesz zrozumieć tego samego? - odezwał się głosik w jej głowie.
Razem z przyjaciółkami weszła do wielkiej Sali i od razu zauważyła Jamesa, wokół którego siedział mnóstwo osób. Przez chwile miała ochotę również do niego podejść.
-Lily, to jest tylko Potter, ten sam napuszony Potter co zawsze – przemknęło jej przez głowę, więc szybko się opamiętała i poszła zająć miejsce na drugim końcu stołu. Chwilę później obok niej usiadła Emily, która jednak zdecydowała się chwile porozmawiać z Jamesem.
-Stresuje się bardzo – rzekła Blondynka patrząc swoimi lazurowymi oczami na przyjaciółkę.
Przecież doskonale wiedziała, że nie jest on obojętny Lily, ale nie mimo usilnych starań, nie mogła nic zrobić żeby Rudowłosa chociaż trochę przekonała się do Rogacza.
-On się stresuje? Nie może być – burknęła Lily grzebiąc widelcem w jajecznicy.
-Nie powiedział tego, ale to widać – odparła Emily uśmiechając się delikatnie –idź z nim porozmawiać – dodała po chwili tonem nie znoszącym sprzeciwu.
Ruda podniosła się z miną męczennika i powoli zaczęła zmierzać w kierunku czarnowłosego chłopaka. Zatrzymała się w pół drogi i z zawrotną prędkością podbiegła do Emily i krzyknęła:
-Dlaczego ja mam z nim rozmawiać? Ja go przecież nawet nie lubię! On jest idiotą i dopóki się nie zmieni ja z nim rozmawiać nie będę!
Głos dziewczyny poniósł się echem po całej sali i przyciągnął spojrzenia wszystkich w niej zgromadzonych, łącznie z Jamesem Potterem. Chłopak chyba się zbytnio nie przejął, że przed chwilą został nazwany przez miłość swojego życia idiotą, bo szybko wstał i zaczął zmierzać w kierunku Rudej osóbki. Zupełnie jakby nie słyszał wcześniejszych słów dziewczyny rzekł z szerokim uśmiechem:
-Jak tam Evans? Zamierzasz mi kibicować?
-Śnisz chyba – warknęła Lily i wyszła z Wielkiej Sali z obrażoną miną.
Jak on ją denerwował. Zwłaszcza tą swoją pewnością siebie. W tej chwili czuła do niego ogromną niechęć. Wzięła kilka głębokich oddechów i skierowała się w stronę olbrzymiej areny na błoniach, która była jeszcze całkowicie pusta.
Po upływie trzydziestu minut cała arena napełniła się uczniami, a także nauczycielami Hogwartu. W specjalnie wydzielonym miejscu siedzieli sędziowie. Arena była całkowicie pusta, ale Lily domyśliła się, że rzucono na nią specjalny czar uniemożliwiający zobaczenie czegokolwiek. Z daleka zobaczyła reprezentantów stojących na podeście. James uśmiechał się w przeciwieństwie do reszty, których miny pozostawiały wiele do życzenia. Dumbledore jako dyrektor szkoły i najważniejszy sędzia powstał i przemówił:
-Witajcie w dniu pierwszego zadania. Teraz zawodnicy dowiedzą się z czym przyszło im się zmierzyć. Tak więc zadanie może się wam wydać proste, nawet banalnie proste. Ma sprawdzić waszą znajomość czarów i szybkość. Zaraz zostaniecie wpuszczeni do pomieszczenia pełnego chochlików kornwalijskich. Musicie pokonać ich chmarę żeby przejść do następnego pomieszczenia w którym znajdziecie wskazówkę dotyczącą następnego zadania. Jednak obok tej wskazówki jest coś co jeśli się nie pospieszycie wybuchnie razem ze wskazówką. Tak więc życzę wam powodzenia.
Argus Filch, woźny znienawidzony przez wszystkich uczniów strzelił z olbrzymiej armaty zapraszając gestem Amelię Rouse, reprezentantkę Hufflepawu. Wysoka blondynka z rumienicami na policzkach weszła do kwadratowego pomieszczenia. Gdy tylko przekroczyła próg przezroczysta dotąd arena dokładnie ukazywała zmagania Amelii z chochlikami. Lily pierwszy raz w życiu widziała tak dużą chmarę tych stworzeń. Jeden z nich wyrwał dziewczynie różdżkę pozostawiając jej całkowicie bezbronną. Ta jednak zasłoniła głowę rękoma i zaczęła się przedzierać do drzwi na drugim końcu pokoju. Gdy już była blisko cztery niebieskie stworki złapały ją za włosy i brutalnie wyciągnęły z pomieszczenia. Potargana blondynka stała przed pomieszczeniem pchając drzwi trzymane przez chochliki. Prawie by jej się to udało, ale potężny wybuch odrzucił ją do tyłu. Jej wskazówka właśnie uległa zniszczeniu. McFarlan machnął różdżką i kiwnął na Filcha by wystrzelił z armaty ponownie. Olivia Trevors poradziła sobie całkiem nieźle. Została pozbawiona przez chochliki szaty, ale zdobyła wskazówkę bez żadnego problemu. Następny był Jonny. Kiedy wyszedł na arenę Lily poczuła coś dziwnego, ale starała się być całkowicie obojętna. Savage’owi ledwo udało się zdobyć wskazówkę . Zdążył ją wyjąć spod dziwnego zakręconego rogu, w którym Lily rozpoznała róg buchorożca, co jakiś Krukon z czwartej klasy nazywał chrapakiem krętorogim, a ten wybuchnął wypalając Jonnemu olbrzymią dziurę w spodniach. Wywołało to ogromny śmiech zwłaszcza Huncwotów. Nawet Lily śmiała się pod nosem.
-No nie wierzę – zaśmiała się Layla – Lily śmieje się z innych.
-To aż takie dziwne? – burknęła Ruda patrząc wilkiem na przyjaciółkę.
-No biorąc pod uwagę, że ten kretyn jeszcze jest twoim chłopakiem to tak – powiedziała Reed szczerząc zęby do nachmurzonej Lily.
Kiedy James wyszedł na arenę Lily znowu doznała jakiegoś dziwnego uczucia. Uważnie obserwowała każdy ruch i minę chłopaka. Teraz jego twarz przybrała poważny wyraz, a oczy stały się czujne. Wszedł do pomieszczenia i od progu zaczął rzucać oszałamiacze na chochliki. Po chwili miał drogę wolną do następnego pomieszczenia, lecz niewiadomo skąd wyleciała następna chmara tych irytujących stworzeń i rzuciła się na Jamesa, który nie nadążał ich oszałamiać. Lily myślała, że ogłuchnie, tak głośno krzyczały jej przyjaciółki. Lecz żadna z nich nie zdołała przekrzyczeć Huncwotów, którzy wiernie kibicowali przyjacielowi. Po chwili udało mu się przedostać do następnego pomieszczenia. Chwycił w dłonie pergaminową kopertę dużo szybciej od pozostałych. Z szerokim uśmiechem wyszedł na arenę i uniósł kopertę wysoko nad głowę. Kiedy James wyszedł owacje były najgłośniejsze zwłaszcza wśród przedstawicielek płci pięknej. Nawet Lily biła brawo. Nie mogła zaprzeczyć, że znał się na czarach. Poradził sobie chyba najlepiej ze wszystkich. Dumbledore znowu wstał i ogłosił dziesięciominutową przerwę na naradę sędziów. Syriusz wstał z trybun i podbiegł do Jamesa waląc go po plecach.
-No stary, muszę przyznać, że byłeś naprawdę dobry – wrzasnął przyjacielowi do ucha.
-Dzięki Łapciu – odrzekł Rogacz śmiejąc się z miny Blacka.
-Tylko nie Łapciu, bo pójdę do sędziów by odjęli ci punkty – burknął z niezadowoloną miną.
James stanął obok przyjaciela i patrzył na sędziów, którzy wracali na swoje miejsca.
-Proszę o ciszę – krzyknął Dumbledore, a cały tłum zamilkł – można było za to zadanie zdobyć maksymalnie dwadzieścia punktów. Czwarte miejsce zajmuje Amelia z czterema punktami.
-O cztery za dużo – burknęła blondynka.
-Trzecie miejsce Jonny z szesnastoma punktami. Drugie Olivia z osiemnastoma punktami i pierwsze miejsce zajmuje James Potter z dziewiętnastoma punktami. Jak widzicie noty są bardzo wysokie. Gratuluję tym, którym udało się zdobyć wskazówkę, a Panna Rouse będzie musiała sobie jakoś bez niej poradzić. I teraz zwracam się ze szczególną prośbą do Gryfonów. Proszę o zakończenie imprezy o stosownej porze.
Wszyscy uczniowie z domu Lwa wybuchnęli głośnym śmiechem. Lily też się śmiała. Uśmiech jej zniknął kiedy usłyszała słowa Layli:
-Idziesz porozmawiać z Savagem?
Ruda kiwnęła głową i skierowała się w stronę Krukona.
-Cześć Liluś – przywitał się chłopak i objął dziewczynę w pasie.
Ta jednak odepchnęła go i wyszeptała:
-Przejdziemy się? Chciałam z Tobą porozmawiać.
-No dobra – rzekł chłopak i skierował się w stronę jeziora – więc o co chodzi?
-Z nami koniec – powiedziała Lily patrząc Jonnemu w oczy – nasz związek jest bezsensu. Spędzamy ze sobą tak mało czasu...
-Bo ty wiecznie masz inne zajęcia niż spotykanie się ze mną – warknął Savage – chodzi o Pottera prawda?
-Nie o Pottera – mruknęła Ruda – po prostu nic do ciebie nie czuję.
-Dobra Evans, jak chcesz, ale potem nie płacz, że chcesz do mnie wrócić, bo na pewno się na to nie zgodzę. Z resztą nie wiem co ten Potter w tobie widzi. Tak naprawdę jesteś zwykłą nudziarą dla której zasady to świętość.
-Ani mi się śni – powiedziała Lily lekko uniesionym tonem – i wcale nie jestem nudziarą – dodała krzykiem i pobiegła w stronę zamku.
Teraz jedyne na co miała ochotę to napić się ognistej whisky i udowodnić wszystkim, że Lily Evans potrafi łamać zasady.
-Emily! – krzyknęła zdziwiona i trochę przestraszona Lily – jak się czujesz?
-Dobrze – odpowiedziała Blondynka przybierając delikatny uśmiech – Dzisiaj śniła mi się mama. To był taki realistyczny sen, jakbym naprawdę z nią rozmawiała.
Przyjaciółka spojrzała na blondynkę z szeroko otwartymi oczami. Miała minę jakby bała się zapytać o jakiekolwiek szczegóły by nie urazić Meadows.
-Oj Lily, nie zamierzam płakać. Moja mama na pewno by tego nie chciała – rzekła Emily przytulając się do przyjaciółki . Jednak Evansówna zobaczyła cień, który przemknął po jej twarzy, gdy to mówiła. Gdy Blondynka zauważyła, że przyjaciółka bacznie jej się przygląda szybko zapytała:
- Co ci zrobili Huncwoci, że masz zamiar dać im szlaban?
-Oni na pewno coś knują! – wybuchła Lily – czy kiedykolwiek widziałaś ich takich cichych i skupionych?
-Wiesz, James się pewnie stresuje – mruknęła Blondynka.
-A jaki on może mieć stresy? – krzyknęła Ruda – Czy jego cokolwiek kiedykolwiek obchodziło?
-Jutrzejsze zadanie na pewno go obchodzi – rzekła Emily i popchnęła przyjaciółkę na fotel.
Evans zrobiła niezadowoloną minę, która zawsze pojawiała się na jej twarzy, gdy coś nie było tak jak dziewczyna się spodziewała. Emily widząc to wybuchła śmiechem. Uspokoił ją dopiero powiew lodowatego wiatru, który wdarł się do pokoju przez okno, które otworzyła Lily by wpuścić sowę. Margeritta upuściła list na stolik i kłapnęła dziobem spodziewając się nagrody.
-Nie mam nic dla Ciebie – szepnęła Lily, sięgając po kopertę.
Sowa spojrzała smutno no swoją właścicielka i wyleciała przez okno, ale Lily była zbyt zaabsorbowana listem, żeby to zauważyć.
-To od mamy – mruknęła Lily otwierając kopertę.
Zdziwiło ją to. Podczas roku szkolnego mama wysyłała jej tylko prezent urodzinowy oraz gwiazdkowy. Ewentualnie odpowiadała na listy córki. Mary przyzwyczaiła się, do tego, że Lily w ciągu roku jest tak zajęta nauką, że jak dostanie list, to najprawdopodobniej zapomni na niego odpisać.
Oczy dziewczyny szybko się przesuwały. Kiedy skończyła czytać jej mina wyrażała zdziwienie pomieszane ze strachem.
-Co jest? – spytała Emily, a Lily wręczyła jej list.
Kochana Córeczko
Jak tam Ci idzie nauka? Wszystko u Ciebie w porządku? Wiem, że masz mnóstwo zajęć, ale mogłabyś od czasu do czasu napisać do rodziców. Wybacz, że Cię niepokoję, ale słyszałaś może jakieś informacje na temat morderstwa rodziny Wilkesów? Mówili w wiadomościach, że zostali zamordowani, lecz na ich ciałach nie znaleziono żadnych śladów. Kiedy o tym mówili pomyślałam, że może mieć to związek z Twoim światem. Piszę o tym, bo martwimy się o Ciebie i chcemy żebyś uważała na siebie. Ostatnio mówi się o wielu morderstwach, po których nie ma żadnych śladów i skoro wspominają o tym nawet w telewizji, to pewnie jest to coś poważnego.
Jeszcze raz, uważaj na siebie i wiedz, że bardzo Cię kochamy, Petunia też
całusy, Mama
-To jest straszne – szepnęła Lily – przecież Śmierciożercy mogą nas zabić w każdej chwili.
-Zaraz, zaraz. Przecież Wilkasowie służyli Czarnemu Panu – mruknęła Emily patrząc na list.
-Skąd ty to wiesz? - spytała zdziwiona Evans.
-Kiedyś w gazecie pisali – odrzekła lekko zmieszana.
-Nie trzeba o tym komuś powiedzieć? Może Dumbledorowi?
-Lily, nie panikuj – mruknęła Blondynka – na razie powiedzmy Layli, Michelle i Huncwotom.
-Po co Huncwotom? – burknęła niezadowolona Lily.
-Bo mi się wydaje trochę dziwne, że Sama-Wiesz-Kto morduje swoich zwolenników, a wiesz, ze oni dużo wiedzą.
-Niech ci będzie – mruknęła Ruda i razem z Emily wyszła z dormitorium by znaleźć Layle i Michelle.
Po pół godzinie Huncwoci wraz z dziewczętami zebrali się w dormitorium chłopców, by dokładnie wszystko przeanalizować. Niestety źródła informacji były dość ograniczone.
O śmierci Wilkesów była tylko malutka wzmianka w Proroku Wieczornym. Bez żadnych szczegółów. Lily uważała, że po prostu Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać zamordował ich. Jednak Emily cały czas próbowała ją przekonać, że nie zabiłby swoich zwolenników. W końcu odezwał się James:
-Dziewczyny, nie wiem, która z was ma rację, bo obie możecie się nie mylić. Jednak teraz Voldemort dopiero zaczyna zbierać ludzi, więc mordowanie ich nie miałoby sensu.
-Ale może i tak powiemy o tym Dumbledorowi? – zaproponowała Lily.
-Evans myślałem, że jesteś trochę bardziej inteligentna – burknął Syriusz pod nosem .
-O co ci chodzi Black? – odgryzła się Ruda.
-Evans, Łapa nie miał nic złego na myśli – powiedział Potter – po prostu nie ma sensu informować Dumbliego. Skoro ta informacja była w gazecie, on na pewno już o tym wie.
-Lily, chłopaki mają rację - rzekła Emily – na razie dajmy sobie z tym spokój.
-Jak chcecie – burknęła Zielonooka z niezadowoleniem.
Znowu nie jest tak jak ona by chciała. Wszyscy wolą słuchać napuszonego Pottera. Chociaż jak mówił to, z taką powagą w głosie i tymi błyskami w oczach był dość pociągający. Lily jednak szybko zganiła się za te myśli. Przecież Potter nie może być pociągający. Nie może i już.
Kiedy obudziła się następnego dnia w powietrzu czuć było napiętą atmosferę,
a przecież jeszcze nie wyszła z dormitorium. Widocznie podniecenie przed pierwszym zadaniem docierało w najdalsze zakamarki zamku. Dziewczyny z zachwytem rozmawiały o zadaniu, które czeka dzisiejszego dnia ich znajomych. Lily doskonale zdawała sobie sprawę, że Emily i Layla całym sercem będą kibicowały Potterowi. A ona powinna stawiać na Jonnego. Znowu zupełnie o nim zapomniała. Ostatnio spędzali ze sobą tak mało czasu i Rudej coraz mniej na nim zależało. Nie chciała niczego robić wbrew sobie, a bycie z Savagem na pewno się do tego zaliczało. Już podjęła decyzję. Tylko kiedy mu o tym powiedzieć? Przed zadaniem czy lepiej po? Chyba lepiej po…
-Lily, co tak myślisz? – krzyknęła Layla rzucając w zaskoczoną dziewczynę poduszkę.
-Ymm… O pierwszym zadaniu – rzekła Lily odrzucając jaśka.
-Oj Ruda, za dobrze cię znam, ale niech ci będzie – odparła Brunetka i schyliła się do szafki by wybrać ubranie na dzisiejsze wydarzenie.
-A ty będziesz się tak dla Syriusza stroić? – zaśmiała się Emily, widząc rzeczy, które Reed wyjęła z szafki.
-Żartujesz chyba – wybuchnęły Brązowooka - zawsze można poznać kogoś fajnego.
-Layla, to nie jest turniej trójmagiczny, nikogo nowego tu nie spotkasz – powiedziała Blondynka śmiejąc się jeszcze bardziej na widok rumieńca pojawiającego się na twarzy przyjaciółki.
-No i co? – burknęła dziewczyna, która na twarzy zrobiła się cała czerwona – może wypatrzy się kogoś ciekawego , na kogo wcześniej nie zwracało się uwagi.
-Layla, czy ty zamierzasz skończyć z Blackiem? – spytała Lily również się śmiejąc.
-Niby co miałabym kończyć, skoro nic nie ma? – odpowiedziała Brunetka, trochę zbyt szybko – Lilianne, lepiej Ty byś skończyła z Jonnym.
-A mogę poczekać do końca pierwszego zadania? – mruknęła Ruda.
-Zrywasz z nim? – zapytała Layla z nadzieją.
Dziewczyna tylko pokiwała głową.
-HURA! – krzyknęła Brunetka – Evans się opamiętała!
-Ej, tylko nie Evans – krzyknęła Lily , próbując wyrwać się z uścisku przyjaciółki.
-Czy musicie się tak drzeć? – usłyszały czyjś głos z dołu.
-Syriusz! – przeraziła się Layla i pobiegła do łazienki.
Lily śmiejąc się ze swojej przyjaciółki zeszła na dół by wysłuchać, co jej szanowny kolega ma do powiedzenia.
-Evans, możecie się uspokoić? Ludzie chcą jeszcze pospać.
-Jeśli chcecie iść na pierwsze zadanie, to raczej już musicie wstać – burknęła dziewczyna.
-Ty się o nas nie martw, za to powiedz swojej przyjaciółce by zaczęła brać coś na wyciszenie – warknął Black patrząc Lily w oczy.
-Sam jej to powiedz – odrzekła i odwróciła się na pięcie wracając do dormitorium.
Dlaczego oni nie mogą wreszcie zrozumieć, że coś między nimi jest – pomyślała Lily. A dlaczego ty nie możesz zrozumieć tego samego? - odezwał się głosik w jej głowie.
Razem z przyjaciółkami weszła do wielkiej Sali i od razu zauważyła Jamesa, wokół którego siedział mnóstwo osób. Przez chwile miała ochotę również do niego podejść.
-Lily, to jest tylko Potter, ten sam napuszony Potter co zawsze – przemknęło jej przez głowę, więc szybko się opamiętała i poszła zająć miejsce na drugim końcu stołu. Chwilę później obok niej usiadła Emily, która jednak zdecydowała się chwile porozmawiać z Jamesem.
-Stresuje się bardzo – rzekła Blondynka patrząc swoimi lazurowymi oczami na przyjaciółkę.
Przecież doskonale wiedziała, że nie jest on obojętny Lily, ale nie mimo usilnych starań, nie mogła nic zrobić żeby Rudowłosa chociaż trochę przekonała się do Rogacza.
-On się stresuje? Nie może być – burknęła Lily grzebiąc widelcem w jajecznicy.
-Nie powiedział tego, ale to widać – odparła Emily uśmiechając się delikatnie –idź z nim porozmawiać – dodała po chwili tonem nie znoszącym sprzeciwu.
Ruda podniosła się z miną męczennika i powoli zaczęła zmierzać w kierunku czarnowłosego chłopaka. Zatrzymała się w pół drogi i z zawrotną prędkością podbiegła do Emily i krzyknęła:
-Dlaczego ja mam z nim rozmawiać? Ja go przecież nawet nie lubię! On jest idiotą i dopóki się nie zmieni ja z nim rozmawiać nie będę!
Głos dziewczyny poniósł się echem po całej sali i przyciągnął spojrzenia wszystkich w niej zgromadzonych, łącznie z Jamesem Potterem. Chłopak chyba się zbytnio nie przejął, że przed chwilą został nazwany przez miłość swojego życia idiotą, bo szybko wstał i zaczął zmierzać w kierunku Rudej osóbki. Zupełnie jakby nie słyszał wcześniejszych słów dziewczyny rzekł z szerokim uśmiechem:
-Jak tam Evans? Zamierzasz mi kibicować?
-Śnisz chyba – warknęła Lily i wyszła z Wielkiej Sali z obrażoną miną.
Jak on ją denerwował. Zwłaszcza tą swoją pewnością siebie. W tej chwili czuła do niego ogromną niechęć. Wzięła kilka głębokich oddechów i skierowała się w stronę olbrzymiej areny na błoniach, która była jeszcze całkowicie pusta.
Po upływie trzydziestu minut cała arena napełniła się uczniami, a także nauczycielami Hogwartu. W specjalnie wydzielonym miejscu siedzieli sędziowie. Arena była całkowicie pusta, ale Lily domyśliła się, że rzucono na nią specjalny czar uniemożliwiający zobaczenie czegokolwiek. Z daleka zobaczyła reprezentantów stojących na podeście. James uśmiechał się w przeciwieństwie do reszty, których miny pozostawiały wiele do życzenia. Dumbledore jako dyrektor szkoły i najważniejszy sędzia powstał i przemówił:
-Witajcie w dniu pierwszego zadania. Teraz zawodnicy dowiedzą się z czym przyszło im się zmierzyć. Tak więc zadanie może się wam wydać proste, nawet banalnie proste. Ma sprawdzić waszą znajomość czarów i szybkość. Zaraz zostaniecie wpuszczeni do pomieszczenia pełnego chochlików kornwalijskich. Musicie pokonać ich chmarę żeby przejść do następnego pomieszczenia w którym znajdziecie wskazówkę dotyczącą następnego zadania. Jednak obok tej wskazówki jest coś co jeśli się nie pospieszycie wybuchnie razem ze wskazówką. Tak więc życzę wam powodzenia.
Argus Filch, woźny znienawidzony przez wszystkich uczniów strzelił z olbrzymiej armaty zapraszając gestem Amelię Rouse, reprezentantkę Hufflepawu. Wysoka blondynka z rumienicami na policzkach weszła do kwadratowego pomieszczenia. Gdy tylko przekroczyła próg przezroczysta dotąd arena dokładnie ukazywała zmagania Amelii z chochlikami. Lily pierwszy raz w życiu widziała tak dużą chmarę tych stworzeń. Jeden z nich wyrwał dziewczynie różdżkę pozostawiając jej całkowicie bezbronną. Ta jednak zasłoniła głowę rękoma i zaczęła się przedzierać do drzwi na drugim końcu pokoju. Gdy już była blisko cztery niebieskie stworki złapały ją za włosy i brutalnie wyciągnęły z pomieszczenia. Potargana blondynka stała przed pomieszczeniem pchając drzwi trzymane przez chochliki. Prawie by jej się to udało, ale potężny wybuch odrzucił ją do tyłu. Jej wskazówka właśnie uległa zniszczeniu. McFarlan machnął różdżką i kiwnął na Filcha by wystrzelił z armaty ponownie. Olivia Trevors poradziła sobie całkiem nieźle. Została pozbawiona przez chochliki szaty, ale zdobyła wskazówkę bez żadnego problemu. Następny był Jonny. Kiedy wyszedł na arenę Lily poczuła coś dziwnego, ale starała się być całkowicie obojętna. Savage’owi ledwo udało się zdobyć wskazówkę . Zdążył ją wyjąć spod dziwnego zakręconego rogu, w którym Lily rozpoznała róg buchorożca, co jakiś Krukon z czwartej klasy nazywał chrapakiem krętorogim, a ten wybuchnął wypalając Jonnemu olbrzymią dziurę w spodniach. Wywołało to ogromny śmiech zwłaszcza Huncwotów. Nawet Lily śmiała się pod nosem.
-No nie wierzę – zaśmiała się Layla – Lily śmieje się z innych.
-To aż takie dziwne? – burknęła Ruda patrząc wilkiem na przyjaciółkę.
-No biorąc pod uwagę, że ten kretyn jeszcze jest twoim chłopakiem to tak – powiedziała Reed szczerząc zęby do nachmurzonej Lily.
Kiedy James wyszedł na arenę Lily znowu doznała jakiegoś dziwnego uczucia. Uważnie obserwowała każdy ruch i minę chłopaka. Teraz jego twarz przybrała poważny wyraz, a oczy stały się czujne. Wszedł do pomieszczenia i od progu zaczął rzucać oszałamiacze na chochliki. Po chwili miał drogę wolną do następnego pomieszczenia, lecz niewiadomo skąd wyleciała następna chmara tych irytujących stworzeń i rzuciła się na Jamesa, który nie nadążał ich oszałamiać. Lily myślała, że ogłuchnie, tak głośno krzyczały jej przyjaciółki. Lecz żadna z nich nie zdołała przekrzyczeć Huncwotów, którzy wiernie kibicowali przyjacielowi. Po chwili udało mu się przedostać do następnego pomieszczenia. Chwycił w dłonie pergaminową kopertę dużo szybciej od pozostałych. Z szerokim uśmiechem wyszedł na arenę i uniósł kopertę wysoko nad głowę. Kiedy James wyszedł owacje były najgłośniejsze zwłaszcza wśród przedstawicielek płci pięknej. Nawet Lily biła brawo. Nie mogła zaprzeczyć, że znał się na czarach. Poradził sobie chyba najlepiej ze wszystkich. Dumbledore znowu wstał i ogłosił dziesięciominutową przerwę na naradę sędziów. Syriusz wstał z trybun i podbiegł do Jamesa waląc go po plecach.
-No stary, muszę przyznać, że byłeś naprawdę dobry – wrzasnął przyjacielowi do ucha.
-Dzięki Łapciu – odrzekł Rogacz śmiejąc się z miny Blacka.
-Tylko nie Łapciu, bo pójdę do sędziów by odjęli ci punkty – burknął z niezadowoloną miną.
James stanął obok przyjaciela i patrzył na sędziów, którzy wracali na swoje miejsca.
-Proszę o ciszę – krzyknął Dumbledore, a cały tłum zamilkł – można było za to zadanie zdobyć maksymalnie dwadzieścia punktów. Czwarte miejsce zajmuje Amelia z czterema punktami.
-O cztery za dużo – burknęła blondynka.
-Trzecie miejsce Jonny z szesnastoma punktami. Drugie Olivia z osiemnastoma punktami i pierwsze miejsce zajmuje James Potter z dziewiętnastoma punktami. Jak widzicie noty są bardzo wysokie. Gratuluję tym, którym udało się zdobyć wskazówkę, a Panna Rouse będzie musiała sobie jakoś bez niej poradzić. I teraz zwracam się ze szczególną prośbą do Gryfonów. Proszę o zakończenie imprezy o stosownej porze.
Wszyscy uczniowie z domu Lwa wybuchnęli głośnym śmiechem. Lily też się śmiała. Uśmiech jej zniknął kiedy usłyszała słowa Layli:
-Idziesz porozmawiać z Savagem?
Ruda kiwnęła głową i skierowała się w stronę Krukona.
-Cześć Liluś – przywitał się chłopak i objął dziewczynę w pasie.
Ta jednak odepchnęła go i wyszeptała:
-Przejdziemy się? Chciałam z Tobą porozmawiać.
-No dobra – rzekł chłopak i skierował się w stronę jeziora – więc o co chodzi?
-Z nami koniec – powiedziała Lily patrząc Jonnemu w oczy – nasz związek jest bezsensu. Spędzamy ze sobą tak mało czasu...
-Bo ty wiecznie masz inne zajęcia niż spotykanie się ze mną – warknął Savage – chodzi o Pottera prawda?
-Nie o Pottera – mruknęła Ruda – po prostu nic do ciebie nie czuję.
-Dobra Evans, jak chcesz, ale potem nie płacz, że chcesz do mnie wrócić, bo na pewno się na to nie zgodzę. Z resztą nie wiem co ten Potter w tobie widzi. Tak naprawdę jesteś zwykłą nudziarą dla której zasady to świętość.
-Ani mi się śni – powiedziała Lily lekko uniesionym tonem – i wcale nie jestem nudziarą – dodała krzykiem i pobiegła w stronę zamku.
Teraz jedyne na co miała ochotę to napić się ognistej whisky i udowodnić wszystkim, że Lily Evans potrafi łamać zasady.