poniedziałek, 3 czerwca 2013

Rodział 9: Pierwsze zdanie

Lily siedziała w wygodnym fotelu przed kominkiem, pisząc długie wypracowanie z transmutacji. Zamoczyła pióro w kałamarzu i kątem oka zerknęła na Huncwotów. Zajmowali stolik w kącie pokoju, a to mogło oznaczać tylko jedno, na pewno coś knują. Dziewczyna przybrała srogi wyraz twarzy i podniosła się z zamiarem  wyciągnięcia od chłopców ich niecnych planów, gdy ktoś złapał ją za rękę.
-Emily! – krzyknęła zdziwiona i trochę przestraszona Lily – jak się czujesz?
-Dobrze – odpowiedziała Blondynka przybierając delikatny uśmiech – Dzisiaj śniła mi się mama. To był taki realistyczny sen, jakbym naprawdę z nią rozmawiała.
Przyjaciółka spojrzała na blondynkę z szeroko otwartymi oczami. Miała minę jakby bała się zapytać o jakiekolwiek szczegóły by nie urazić Meadows.
-Oj Lily, nie zamierzam płakać. Moja mama na pewno by tego nie chciała – rzekła Emily przytulając się do przyjaciółki . Jednak Evansówna zobaczyła cień, który przemknął po jej twarzy, gdy to mówiła. Gdy Blondynka zauważyła, że przyjaciółka bacznie jej się przygląda szybko zapytała:
- Co ci zrobili Huncwoci, że masz zamiar dać im szlaban?
-Oni na pewno coś knują! – wybuchła Lily – czy kiedykolwiek widziałaś ich takich cichych i skupionych?
-Wiesz, James się pewnie stresuje – mruknęła Blondynka.
-A jaki on może mieć stresy? – krzyknęła Ruda – Czy jego cokolwiek kiedykolwiek obchodziło?
-Jutrzejsze zadanie na pewno go obchodzi – rzekła Emily i popchnęła przyjaciółkę na fotel.
Evans zrobiła niezadowoloną minę, która zawsze pojawiała się na jej twarzy, gdy coś nie było tak jak dziewczyna się spodziewała. Emily widząc  to wybuchła śmiechem. Uspokoił ją dopiero powiew lodowatego wiatru, który wdarł się do pokoju przez okno, które otworzyła Lily by wpuścić sowę. Margeritta upuściła list na stolik i kłapnęła dziobem spodziewając się nagrody.
-Nie mam nic dla Ciebie – szepnęła Lily, sięgając po kopertę.
Sowa spojrzała smutno no swoją właścicielka i wyleciała przez okno, ale Lily była zbyt zaabsorbowana listem,  żeby to zauważyć.
-To od mamy – mruknęła Lily otwierając kopertę.
Zdziwiło ją to. Podczas roku szkolnego mama wysyłała jej tylko prezent urodzinowy oraz gwiazdkowy. Ewentualnie odpowiadała na listy córki. Mary przyzwyczaiła się, do tego, że Lily w ciągu roku jest tak zajęta nauką, że jak dostanie list, to najprawdopodobniej zapomni na niego odpisać.
Oczy dziewczyny szybko się przesuwały. Kiedy skończyła czytać jej mina wyrażała zdziwienie pomieszane ze strachem.
-Co jest? – spytała Emily, a Lily wręczyła jej list.

Kochana Córeczko
Jak tam Ci idzie nauka? Wszystko u Ciebie w porządku? Wiem, że masz mnóstwo zajęć, ale mogłabyś od czasu do czasu napisać do rodziców. Wybacz, że Cię niepokoję, ale słyszałaś może jakieś informacje na temat morderstwa rodziny Wilkesów? Mówili w wiadomościach, że zostali zamordowani, lecz na ich ciałach nie znaleziono żadnych śladów. Kiedy o tym mówili pomyślałam, że może mieć to związek z Twoim światem. Piszę o tym, bo martwimy się o Ciebie i chcemy żebyś uważała na siebie. Ostatnio mówi się o wielu morderstwach, po których nie ma żadnych śladów i skoro wspominają o tym nawet w telewizji, to pewnie jest to coś poważnego.
Jeszcze raz, uważaj na siebie i wiedz, że bardzo Cię kochamy, Petunia też
 
                                                                                                                             całusy, Mama

-To jest straszne – szepnęła Lily – przecież Śmierciożercy mogą nas zabić w każdej chwili.
-Zaraz, zaraz. Przecież Wilkasowie służyli Czarnemu Panu – mruknęła Emily patrząc na list.
-Skąd ty to wiesz? - spytała zdziwiona Evans.
-Kiedyś w gazecie pisali – odrzekła lekko zmieszana.
-Nie trzeba o tym komuś powiedzieć? Może Dumbledorowi?
-Lily, nie panikuj – mruknęła Blondynka – na razie powiedzmy Layli, Michelle i Huncwotom.
-Po co Huncwotom? – burknęła niezadowolona Lily.
-Bo mi się wydaje trochę dziwne, że Sama-Wiesz-Kto morduje swoich zwolenników, a wiesz, ze oni dużo wiedzą.
-Niech ci będzie – mruknęła Ruda i razem z Emily wyszła z dormitorium by znaleźć Layle i Michelle.
Po pół godzinie Huncwoci wraz z dziewczętami zebrali się w dormitorium chłopców, by dokładnie wszystko przeanalizować.  Niestety źródła informacji były dość ograniczone.
O śmierci Wilkesów była tylko malutka wzmianka w Proroku Wieczornym. Bez żadnych szczegółów. Lily uważała, że po prostu Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać zamordował ich. Jednak Emily cały czas próbowała ją przekonać, że nie zabiłby swoich zwolenników. W końcu odezwał się James:
-Dziewczyny, nie wiem, która z was ma rację, bo obie możecie się nie mylić. Jednak teraz Voldemort dopiero zaczyna zbierać ludzi, więc mordowanie ich nie miałoby sensu.
-Ale może i tak powiemy o tym Dumbledorowi? – zaproponowała Lily.
-Evans myślałem, że jesteś trochę bardziej inteligentna – burknął Syriusz pod nosem .
-O co ci chodzi Black? – odgryzła się Ruda.
-Evans, Łapa nie miał nic złego na myśli – powiedział Potter – po prostu nie ma sensu informować Dumbliego. Skoro ta informacja  była w gazecie, on na pewno już o tym wie.
-Lily, chłopaki mają rację - rzekła Emily – na razie dajmy sobie z tym spokój.
-Jak chcecie – burknęła Zielonooka z niezadowoleniem.
Znowu nie jest tak jak ona by chciała. Wszyscy wolą słuchać napuszonego Pottera. Chociaż jak mówił to, z taką powagą w głosie i tymi błyskami w oczach był dość  pociągający. Lily jednak szybko zganiła się za te myśli. Przecież Potter nie może być pociągający. Nie może i już.
          Kiedy obudziła się następnego dnia w powietrzu czuć było napiętą atmosferę,
a przecież jeszcze nie wyszła z dormitorium. Widocznie podniecenie przed pierwszym zadaniem docierało w najdalsze zakamarki zamku. Dziewczyny z zachwytem rozmawiały o zadaniu, które czeka dzisiejszego dnia ich znajomych. Lily doskonale zdawała sobie sprawę, że Emily i Layla całym sercem będą kibicowały Potterowi. A ona powinna stawiać na Jonnego. Znowu zupełnie o nim zapomniała. Ostatnio spędzali ze sobą tak mało czasu i Rudej coraz mniej na nim zależało. Nie chciała niczego robić wbrew sobie, a bycie z Savagem na pewno się do tego zaliczało. Już podjęła decyzję. Tylko kiedy mu o tym powiedzieć? Przed zadaniem czy lepiej po? Chyba lepiej po…
-Lily, co tak myślisz? – krzyknęła Layla rzucając w zaskoczoną dziewczynę poduszkę.
-Ymm… O pierwszym zadaniu – rzekła Lily odrzucając jaśka.
-Oj Ruda, za dobrze cię znam, ale niech ci będzie – odparła Brunetka i schyliła się do szafki by wybrać ubranie na dzisiejsze wydarzenie.
-A ty będziesz się tak dla Syriusza stroić? – zaśmiała się Emily, widząc rzeczy, które Reed wyjęła z szafki.
-Żartujesz chyba – wybuchnęły Brązowooka  - zawsze można poznać kogoś fajnego.
-Layla, to nie jest turniej trójmagiczny, nikogo nowego tu nie spotkasz – powiedziała Blondynka śmiejąc się jeszcze bardziej na widok rumieńca pojawiającego się na twarzy przyjaciółki.
-No i co? – burknęła dziewczyna, która na twarzy zrobiła się cała czerwona – może wypatrzy się kogoś ciekawego , na kogo wcześniej nie zwracało się uwagi.
-Layla, czy ty zamierzasz skończyć z Blackiem? – spytała Lily również się śmiejąc.
-Niby co miałabym kończyć, skoro nic nie ma? – odpowiedziała Brunetka, trochę zbyt szybko – Lilianne, lepiej Ty byś skończyła z Jonnym.
-A mogę poczekać do końca pierwszego zadania? – mruknęła Ruda.
-Zrywasz z nim? – zapytała Layla z nadzieją.
Dziewczyna tylko pokiwała głową.
-HURA! – krzyknęła Brunetka – Evans się opamiętała!
-Ej, tylko nie Evans – krzyknęła Lily , próbując wyrwać się z uścisku przyjaciółki.
-Czy musicie się tak drzeć? – usłyszały czyjś głos z dołu.
-Syriusz! – przeraziła się Layla i pobiegła do łazienki.
Lily śmiejąc się ze swojej przyjaciółki zeszła na dół by wysłuchać, co jej szanowny kolega ma do powiedzenia.
-Evans, możecie się uspokoić? Ludzie chcą jeszcze pospać.
-Jeśli chcecie iść na pierwsze zadanie, to raczej już musicie wstać – burknęła dziewczyna.
-Ty się o nas nie martw, za to powiedz swojej przyjaciółce by zaczęła brać coś na wyciszenie – warknął Black patrząc Lily w oczy.
-Sam jej to powiedz – odrzekła i odwróciła się na pięcie wracając do dormitorium.
Dlaczego oni nie mogą wreszcie zrozumieć, że coś między nimi jest – pomyślała Lily. A dlaczego ty nie możesz zrozumieć tego samego? -  odezwał się głosik w jej głowie.
       Razem z przyjaciółkami weszła do wielkiej Sali i od razu zauważyła Jamesa, wokół którego siedział mnóstwo osób. Przez chwile miała ochotę również do niego podejść.
-Lily, to jest tylko Potter, ten sam napuszony Potter co zawsze – przemknęło jej przez głowę, więc szybko się opamiętała i poszła zająć miejsce na drugim końcu stołu. Chwilę później obok niej usiadła Emily, która jednak zdecydowała się chwile porozmawiać z Jamesem.
-Stresuje się bardzo – rzekła Blondynka patrząc swoimi lazurowymi oczami na przyjaciółkę.
Przecież doskonale wiedziała, że nie jest on obojętny Lily, ale nie mimo usilnych starań, nie mogła nic zrobić żeby Rudowłosa chociaż trochę przekonała się do Rogacza.
-On się stresuje? Nie może być – burknęła Lily grzebiąc widelcem w jajecznicy.
-Nie powiedział tego, ale to widać – odparła Emily uśmiechając się delikatnie –idź z nim porozmawiać – dodała po chwili tonem nie znoszącym sprzeciwu.
Ruda podniosła się z miną męczennika i powoli zaczęła zmierzać w kierunku czarnowłosego chłopaka. Zatrzymała się w pół drogi i z zawrotną prędkością podbiegła do Emily i krzyknęła:
-Dlaczego ja mam z nim rozmawiać? Ja go przecież  nawet nie lubię! On jest idiotą i dopóki się nie zmieni ja z nim rozmawiać nie będę!
Głos dziewczyny poniósł się echem po całej sali i przyciągnął spojrzenia wszystkich w niej zgromadzonych, łącznie z Jamesem Potterem. Chłopak chyba się zbytnio nie przejął, że przed chwilą został nazwany przez miłość swojego życia idiotą, bo szybko wstał i zaczął zmierzać w kierunku Rudej osóbki.  Zupełnie jakby nie słyszał wcześniejszych słów dziewczyny rzekł z szerokim uśmiechem:
-Jak tam Evans? Zamierzasz mi kibicować?
-Śnisz chyba – warknęła Lily i wyszła z Wielkiej Sali z obrażoną miną.
Jak on ją denerwował. Zwłaszcza tą swoją pewnością siebie. W tej chwili czuła do niego ogromną niechęć. Wzięła kilka głębokich oddechów i skierowała się w stronę olbrzymiej areny na błoniach, która była jeszcze całkowicie pusta.
Po upływie trzydziestu minut cała  arena napełniła się uczniami, a także nauczycielami Hogwartu. W specjalnie wydzielonym miejscu siedzieli sędziowie. Arena była całkowicie pusta, ale Lily domyśliła się, że rzucono na nią specjalny czar uniemożliwiający zobaczenie czegokolwiek.  Z daleka zobaczyła reprezentantów stojących na podeście. James uśmiechał się w przeciwieństwie do reszty, których miny pozostawiały wiele do życzenia. Dumbledore jako dyrektor szkoły i najważniejszy sędzia powstał i przemówił:
-Witajcie w dniu pierwszego zadania. Teraz zawodnicy dowiedzą się z czym przyszło im się zmierzyć. Tak więc zadanie może się wam wydać proste, nawet banalnie proste. Ma sprawdzić waszą znajomość czarów i szybkość. Zaraz zostaniecie wpuszczeni do pomieszczenia pełnego chochlików kornwalijskich. Musicie pokonać ich chmarę żeby przejść do następnego pomieszczenia w którym znajdziecie wskazówkę dotyczącą następnego zadania. Jednak obok tej wskazówki jest coś co jeśli się nie pospieszycie wybuchnie razem ze wskazówką. Tak więc życzę wam powodzenia.
Argus Filch, woźny znienawidzony przez wszystkich uczniów strzelił z olbrzymiej armaty zapraszając gestem Amelię Rouse, reprezentantkę Hufflepawu. Wysoka blondynka z rumienicami na policzkach weszła do kwadratowego pomieszczenia. Gdy tylko przekroczyła próg przezroczysta dotąd arena dokładnie ukazywała zmagania Amelii z chochlikami. Lily pierwszy raz w życiu widziała tak dużą chmarę tych stworzeń. Jeden z nich wyrwał dziewczynie różdżkę pozostawiając jej całkowicie bezbronną. Ta jednak zasłoniła głowę rękoma i zaczęła się przedzierać do drzwi na drugim końcu pokoju. Gdy już była blisko cztery niebieskie stworki złapały ją za włosy i brutalnie wyciągnęły z pomieszczenia. Potargana blondynka stała przed pomieszczeniem pchając drzwi trzymane przez chochliki. Prawie by jej się to udało, ale potężny wybuch odrzucił ją do tyłu. Jej wskazówka właśnie uległa zniszczeniu. McFarlan machnął różdżką i kiwnął na Filcha by wystrzelił z armaty ponownie. Olivia Trevors poradziła sobie całkiem nieźle. Została pozbawiona przez chochliki szaty, ale zdobyła wskazówkę bez żadnego problemu. Następny był Jonny. Kiedy wyszedł na arenę Lily poczuła coś dziwnego, ale starała się być całkowicie obojętna. Savage’owi ledwo udało się zdobyć wskazówkę . Zdążył ją wyjąć spod dziwnego zakręconego rogu, w którym Lily rozpoznała róg buchorożca, co jakiś Krukon z czwartej klasy nazywał chrapakiem krętorogim, a ten wybuchnął wypalając Jonnemu olbrzymią dziurę w spodniach. Wywołało to ogromny śmiech zwłaszcza Huncwotów. Nawet Lily śmiała się pod nosem.
-No nie wierzę – zaśmiała się Layla – Lily śmieje się z innych.
-To aż takie dziwne? – burknęła Ruda patrząc wilkiem na przyjaciółkę.
-No biorąc pod uwagę, że ten kretyn jeszcze jest twoim chłopakiem to tak – powiedziała Reed szczerząc zęby do nachmurzonej Lily.
Kiedy James wyszedł na arenę Lily znowu doznała jakiegoś dziwnego uczucia. Uważnie obserwowała każdy ruch i minę chłopaka. Teraz jego twarz przybrała poważny wyraz, a oczy stały się czujne. Wszedł do pomieszczenia i od progu zaczął rzucać oszałamiacze na chochliki.  Po chwili miał drogę wolną do następnego pomieszczenia, lecz niewiadomo skąd wyleciała następna chmara tych irytujących stworzeń i rzuciła się na Jamesa, który nie nadążał ich oszałamiać. Lily myślała, że ogłuchnie, tak głośno krzyczały jej przyjaciółki. Lecz żadna z nich nie zdołała przekrzyczeć Huncwotów, którzy wiernie kibicowali przyjacielowi.  Po chwili udało mu się przedostać do następnego pomieszczenia. Chwycił w dłonie pergaminową kopertę dużo szybciej od pozostałych. Z szerokim uśmiechem wyszedł na arenę i uniósł kopertę wysoko nad głowę. Kiedy James wyszedł owacje były najgłośniejsze zwłaszcza wśród przedstawicielek płci pięknej. Nawet Lily biła brawo. Nie mogła zaprzeczyć, że znał się na czarach. Poradził sobie chyba najlepiej ze wszystkich. Dumbledore znowu wstał i ogłosił dziesięciominutową przerwę na naradę sędziów. Syriusz wstał z trybun i podbiegł do Jamesa waląc go po plecach.
-No stary, muszę przyznać, że byłeś naprawdę dobry – wrzasnął przyjacielowi do ucha.
-Dzięki Łapciu – odrzekł Rogacz śmiejąc się z miny Blacka.
-Tylko nie Łapciu, bo pójdę do sędziów by odjęli ci punkty – burknął z niezadowoloną miną.
James stanął obok przyjaciela i patrzył na sędziów, którzy wracali na swoje miejsca.
-Proszę o ciszę – krzyknął Dumbledore, a cały tłum zamilkł – można było za to zadanie zdobyć maksymalnie dwadzieścia punktów. Czwarte miejsce zajmuje Amelia z czterema punktami.
-O cztery za dużo – burknęła blondynka.
-Trzecie miejsce Jonny z szesnastoma punktami. Drugie Olivia z osiemnastoma punktami i pierwsze miejsce zajmuje James Potter z dziewiętnastoma punktami. Jak widzicie noty są bardzo wysokie. Gratuluję tym, którym udało się zdobyć wskazówkę, a Panna Rouse będzie musiała sobie jakoś bez niej poradzić. I teraz zwracam się ze szczególną prośbą do Gryfonów. Proszę o zakończenie imprezy o stosownej porze.
Wszyscy uczniowie z domu Lwa wybuchnęli głośnym śmiechem. Lily też się śmiała. Uśmiech jej zniknął kiedy usłyszała słowa Layli:
-Idziesz porozmawiać z Savagem?
Ruda kiwnęła głową i skierowała się w stronę Krukona.
-Cześć Liluś – przywitał się chłopak i objął dziewczynę w pasie.
Ta jednak odepchnęła go i wyszeptała:
-Przejdziemy się? Chciałam z Tobą porozmawiać.
-No dobra – rzekł chłopak i skierował się w stronę jeziora – więc o co chodzi?
-Z nami koniec – powiedziała Lily patrząc Jonnemu w oczy – nasz związek jest bezsensu. Spędzamy ze sobą tak mało czasu...
-Bo ty wiecznie masz inne zajęcia niż spotykanie się ze mną – warknął Savage – chodzi o Pottera prawda?
-Nie o Pottera – mruknęła Ruda – po prostu nic do ciebie nie czuję.
-Dobra Evans, jak chcesz, ale potem nie płacz, że chcesz do mnie wrócić, bo na pewno się na to nie zgodzę. Z resztą nie wiem co ten Potter w tobie widzi. Tak naprawdę jesteś zwykłą nudziarą dla której zasady to świętość.
-Ani mi się śni – powiedziała Lily lekko uniesionym tonem – i wcale nie jestem nudziarą – dodała krzykiem i pobiegła w stronę zamku. 
Teraz jedyne na co miała ochotę to napić się ognistej whisky i udowodnić wszystkim, że Lily Evans potrafi łamać zasady. 

czwartek, 11 kwietnia 2013

Rozdział 8: Pamiętaj, że szczęście nie trwa wiecznie.

Emily stała, unikając wzroku swoich przyjaciół. Michelle podbiegła do niej i objęła ją ramieniem. Remus utkwił w blondynce swoje stalowo szare oczy. Malowała sie w nich troska i strach.
-Emi, co się stało? - Zapytała Krukonka, przyglądając się uważnie Meadowsównie.
Po policzkach dziewczyny spływały łzy.
-Chodzi o śmierciożerców? - spytała niepewnie Lily.
-Przed chwilą sie dowiedziałam – wydusiła Blondynka.
Przyjaciele spojrzeli na nią niepewnie. James położył rękę na ramieniu Emily i powtórzył pytanie:
-Co się stało?
Lecz dziewczyna była tak roztrzęsiona, że nie była w stanie nic powiedzieć. Potter wyszedł z pokoju wspólnego bez słowa. Podczas jego nieobecności nikt nie odważył się nic powiedzieć, tyko wymieniali między sobą zaniepokojone spojrzenia. Lily przyjaźniła się z Emily od pierwszej klasy. Od tej drobnej blondynki aż biła sympatia. Była bardzo empatyczną osobą i zazwyczaj umiała porozumieć się z zamkniętymi w sobie ludźmi, którzy byli bardzo nieszczęśliwi. Teraz ona znalazła się w sytuacji, gdzie potrzebuje pomocy, a Rudowłosa nie umiała jej udzielić. Nagle portret Grubej Damy otworzył się i James podszedł do stolika przy którym siedziała Emily i postawił na nim buteleczkę z fioletowym płynem.
-Co to jest? – zapytała Blondynka drżącym głosem.
-Eliksir uspokajający.
Ruda spojrzała z niepokojem na fiolkę. Wzięła ją do ręki  i dokładnie przyjrzała się substancji. Evansówna uwielbiała eliksiry i umiała je rozpoznać. Nie miała żadnych wątpliwości co do zawartości butelki.
-Emily, wypij to – rozkazała Ruda
Blondynka niepewnie przechyliła fiolkę do ust. Po 5 minutach dziewczyna była już spokojna. Przestała się trząść, a z porcelanowych policzków zniknęły ślady łzy.
-Powiesz nam co się stało? – zapytała Michelle, patrząc Meadows prosto w oczy.
-Śmierciożercy zamordowali moją mamę – szepnęła dziewczyna łamiącym się głosem.
Eliksir uspokajający działał jak należy. Emily oddychała głęboko, nie patrząc na swoje przyjaciółki.
-Tak mi przykro – powiedziała Layla obejmując Blondynkę.
-Zostałam sama. Sama – mruknęła Meadows bardziej do siebie niż do przyjaciół.
Zapadła niezręczna cisza. Lily nie wiedziała co ma zrobić, jak pocieszyć przyjaciółkę. Tak bardzo chciała przerwać tą ciszę, ale nie wiedziała jak. Nie mogła powstrzymać łez, które spływały po jej policzkach. Kiedy Layla spostrzegła, że dziewczyna zaczęła płakać rzekła do Emily:
-Chodź się położyć, długi sen dobrze ci zrobi – i nie czekając na reakcje dziewczyny wzięła ją pod rękę i zaprowadziła do dormitorium.  Lily spojrzała na Jamesa. Po jego wzroku można było poznać, że łzy Rudej zasmuciły go o wiele bardziej od łez Blondynki. Podszedł do niej i szepnął jej do ucha:
-To, że Emily jest smutna, nie znaczy, że ty też masz być.
-To moja przyjaciółka – warknęła Dziewczyna przez łzy.
-Ale to chyba nie powód żebyś i ty się załamała, prawda? Chyba wystarczy jedna zrozpaczona Gryfonka – burknął chłopak z irytacją w głosie.
-Wiesz co Potter? Ty nic nie rozumiesz– rzekła dziewczyna, odwracając się szybko i zmierzając w stronę sypialni.
Ogarnęła ją złość. Przecież Emily matka umarła, a ona jest jej najlepszą przyjaciółką. Jej łzy to także łzy Lily. Ale to przecież tylko facet, on tego nigdy nie zrozumie. Dziewczyna stanęła przed drzwiami i wzięła kilka głębokich oddechów. Emily wie, że zawsze jestem przy niej, cokolwiek by się nie działo, ale lepiej żeby nie wiedziała, że płaczę – pomyślała Ruda. Otarła łzy wierzchem dłoni i delikatnie otworzyła drzwi sypialni. Na łóżku z kolumienkami, leżała Blondyneczka zwinięta w kłębek i  pogrążona w głębokim śnie.
-Dałam jej eliksir usypiający – szepnęła Layla, podchodząc do Lilianne.
-Lepiej my też chodźmy spać – mruknęła Ruda – bo jak się jutro spóźnimy na wróżbiarstwo to Trelawney nie będzie zadowolona.
-Masz rację – odrzekła Layla i weszła pod kołdrę.
Lily położyła się, ale długo nie mogła zasnąć. Cały czas nurtowało ją pytanie, dlaczego mama Emily? Miała okazję ją poznać. To była taka wspaniała osoba. Dlaczego ci najlepsi najszybciej odchodzą z tego świata? Gdy wreszcie udało jej się zasnąć, za oknami już świtało. Po niecałych dwóch godzinach niespokojnego snu, w dormitorium rozległ się donośny dźwięk budzika. Lily zerwała się z łóżka i szybko wyłączyła budzik. Dziewczynę zawsze denerwował ten dźwięk, ale wiedziała, że jest to konieczne, gdyż zawsze lubiła spać do późna. Czuła się strasznie. Wczorajsze wspomnienia ciążyły w jej sercu. Spojrzała na lustro w łazience. Zmęczone zielone oczy, wydawały się być nieobecne, jakby zamglone.  Obmyła twarz zimną wodą, w nadziei, że to ją trochę rozbudzi, lecz to nie pomagało. Kiedy chodziła do mugolskiej szkoły, najlepszym sposobem na rozbudzenie się były zajęcia wychowania fizycznego, lecz w Hogwarcie mogła jedynie pograć w quidtticha. Wiedziała jednak, że tego nie zrobi, ponieważ zwyczajnie bała się wysokości. Po obudzeniu Layli, która bardzo niechętnie podniosła się z łóżka, wzięła swoją torbę i zrezygnowana udała się śniadanie. Kiedy szła do Wielkiej Sali była tak zamyślona, że nie zauważyła chłopaka na którego właśnie wpadła wytrącając mu z ręki książkę do eliksirów.
-Przepraszam – mruknęła ze skruszoną miną podnosząc książkę i podając ją poszkodowanemu.
Gdy zobaczyła z kim przyszło jej się zderzyć jej przepraszający uśmiech szybko zmienił się w grymas niezadowolenia :
-Witaj Severus.
Doskonale pamiętała tego czarnowłosego czarodzieja. To on uświadomił jej kim naprawdę jest, jednak nie mogła zapomnieć sceny w pociągu, podczas pierwszej podróży do Hogwartu. Myślała, że jest jej przyjacielem, ale wtedy bardzo ją zawiódł. Mimo upływu lat, dziewczyna nadal miała żal do Ślizgona.
-Lily, nadal się na mnie gniewasz? Przecież od tamtej chwili minęło już pięć lat – szepnął Severus patrząc Rudej głęboko w oczy.
Dziewczyna zmierzyła go wzrokiem. Zewnętrznie bardzo się zmienił. Urósł, a jego oczy zrobiły się nieprzyjemnie chłodne. Tylko włosy wciąż pozostawały takie same, tłuste i czarne.
-I co z tego, że minęło? Myślałam, że się przyjaźnimy, a ty zacząłeś mnie wyzywać od szlamy.
-To wszystko przez Pottera – warknął Snape.
-Nie zganiaj wszystkiego na niego – zaczęła bronić Jamesa Lily, ku własnemu zdziwieniu – jaka jego wina, tym, że mnie wyzwałeś?
Snape spuścił oczy i zaczął wpatrywać się w czubki swoich butów, nie wiedząc co odpowiedzieć. Po krótkiej chwili w końcu rzekł błagalnym tonem:
-Proszę, zapomnijmy o tym co było, zacznijmy wszystko od nowa.
Ruda toczyła wewnętrzną walkę z samą sobą. Z jednej strony brakowało jej Severusa, ale wiedziała, że jeśli zacznie się z nim zadawać, przyjaciółki nie będą z tego zadowolone. Doskonale wiedziała, że Ślizgon interesuje się czarną magią i przyjaźni z fanatykami czystej krwi, którzy całym sercem popierają kampanię Czarnego Pana. Jednak tęsknota za nim była silniejsza. Spojrzała na niego swoimi zielonymi oczami i szepnęła:
-Niech ci będzie.
Nim chłopak zdążył cokolwiek jej odpowiedzieć weszła do Wielkiej Sali na śniadanie. Zajęła miejsce przy stole Gryfonów i nałożyła sobie jajecznicy. Z jednej strony cieszyła się, że pogodziła się z Sevem, tylko bała się reakcji dziewczyn, zwłaszcza Layli, która była przekonana, że jedyny chłopak, z którym powinna się zadawać jest James. Dziewczyna wzięła do ręki filiżankę z kawą, dalej rozmyślając. Nagle coś sobie przypomniała i z wrażenia zakrztusiła się czarnym płynem. Jonny! On też na pewno nie będzie zadowolony z mojego nowego przyjaciela – pomyślała Lily. Przez sprawę Emily, zupełnie zapomniała, że ma chłopaka. W jej myślach stale gościł James, chociaż Evansówna wcale sobie tego nie życzyła. Po zjedzeniu śniadania, dziewczyna skierowała się do wierzy północnej. Lekcje wróżbiarstwa z Profesor Kasandrą może i były ciekawe, ale Lily i tak nie wierzyła w żadne jej słowo. Gdy weszła po drabinie do klasy, która bardziej przypominała staroświecką herbaciarnie okazało się, że jest pierwsza w klasie. Opadła na najbliższy fotel i zapatrzyła się w kryształową kulę. Jak zwykle widziała w niej tylko białą mgłę. Z zamyślenia wyrwał ją wysoki głos Kasandry Trelawney:
-Witaj Lily! Co tutaj robisz przed dzwonkiem?
-Chyba za wcześnie przyszłam – mruknęła Ruda nie odrywając wzroku od kryształowej kuli.
-Do dzwonka zostało piętnaście minut, a ja czuję, że moje wewnętrzne oko jest bardzo rozbudzone. Chciałbyś poznać swoją przyszłość? – zapytała nauczycielka z nutą tajemnicy w głosie.
-Niech będzie – westchnęła zrezygnowana Lily i podała swoją dłoń nauczycielce.
Kasandra zapatrzyła się w dłoń dziewczyny jak w interesującą książkę. Przez chwilę wpatrywała się w różne linie aż po kilku minutach spojrzała wielkimi, szarymi oczami w zielone oczy Evans.
-Twoje życie miłosne niedługo rozkwitnie, odniesiesz wiele życiowych sukcesów, będziesz szczęśliwa – nauczycielka zamilkła na chwile i szepnęła – ale pamiętaj, że szczęście nie trwa wiecznie. A teraz pozwól, że przygotuję materiały do lekcji – rzekła Trelawney puszczając dłoń Lily i zostawiając ją w jeszcze większym zamyśleniu niż wcześniej.

poniedziałek, 11 marca 2013

Rozdział 7:Dzień pełen niespodzianek

Rozdział 7

Listopad dobiegał końca. Na dworze pojawiły się pierwsze płatki śniegu, a temperatura spadła poniżej zera. James siedział w pokoju wspólnym, pisząc wypracowanie z eliksirów. Podrapał się piórem po nosie usiłując sobie przypomnieć wszystkie składniki eliksiru młodości, lecz coś rozproszyło jego uwagę. W okno stukała brązowa płomykówka z kawałkiem pergaminu przy nóżce. Chłopak wpuścił sowę do środka i przeczytał treść listu.

Szanowny Panie Potter
Licząc od dnia dzisiejszego do pierwszego zadania pozostał równo tydzień. Dziś o godzinie 19.00 w Izbie Pamięci odbędzie się spotkanie dotyczące pierwszego zadania. Obecność wszystkich reprezentantów obowiązkowa
                                                                                                                          Hamish McFarlan

-Co tam masz? –spytał Syriusz ziewając.
-List od McFarlana. Dzisiaj jest to spotkanie dotyczące turnieju – rzekł James z rezygnacją.
-Co jest stary? Chyba się nie cykasz? – zapytał Black widząc minę przyjaciela.
-No co ty, tylko tak trochę dziwnie się czuję.
-Nie dramatyzuj – rzekł Łapa klepiąc kumpla po ramieniu – wygrasz i laski będą za tobą latały.
-Jakby już tego nie robiły – powiedział Potter szczerząc zęby.
-Tylko Evans nadal ma cię gdzieś. O właśnie idzie.
Rogacz natychmiast spostrzegł Rudą , która usiadła przy stoliku i zaczęła rozpakowywać swoją torbę. Korzystając z okazji, chłopak podszedł do Lily uśmiechając się szeroko. Bez żadnego przywitania wypalił tylko:
-Umówisz się ze mną?
-Potter, czy kiedykolwiek dotrze do ciebie, że ja mam chłopaka? – burknęła Ruda nie podnosząc głowy by na niego spojrzeć – i przestań gadać, że nasze rozstanie to tylko kwestia czasu – dodała wyprzedzając wypowiedź chłopaka.
Nie zawracając sobie nią dłużej głowy, podszedł do chłopaków i  rzekł:
-Będzie moja i to już niedługo.
     O godzinie 18.30 James opuścił pokój wspólny i skierował się do Izby Pamięci. Skorzystał ze wszystkich możliwych skrótów, więc w dojście do Sali zajęło mu niecałe pięć minut. Rozejrzał się i przypomniał sobie wszystkie szlabany z Syriuszem, gdy musiał czyścić  srebra. To właśnie z tego powodu nigdy nie przepadał za tą salą. O 19 wszyscy łącznie z panem McFarlanem siedzieli na perkalowych fotelach, wyczarowanych przez szefa departamentu magicznych gier i sportów.
-Tak więc, moi kochani. Pierwsze zadanie już za tydzień. Stresujecie się?
Cała czwórka pokręciła głowami, lecz ich miny wyrażały co innego. Jedynie James uśmiechał się i sprawiał wrażenie całkiem rozluźnionego.
-Bardzo mi przykro, ale nie mogę wam powiedzieć na czym polega pierwsze zadanie i co dokładnie będziecie w nim robić.
-Czy pan uważa nas za idiotów? – rzekł James- Przecież to chyba jasne, że nie dowiemy się co nas czeka. Niech pan szybko powie, to co mamy wiedzieć i wszyscy wrócimy do swoich zajęć.
McFarlana zszokowała arogancka wypowiedź Pottera. Siedział i patrzył się na niego z otwartymi ustami, w końcu pierwszy raz w życiu jakiś uczeń zwrócił się do niego w taki sposób.
-A więc zadanie odbędzie się na błoniach o godzinie 10 rano. Powiem jedynie, że waszym zadaniem będzie pokonanie magicznego stworzenia i zdobycie czegoś co pomoże wam w następnym zadaniu. A teraz proszę, wróćcie do swoich zajęć – rzekł obrzucając Jamesa chłodnym spojrzeniem, którego chłopak zdawał się nie zauważać.
Kiedy wyszli z Izby Pamięci podszedł do niego Jonny.
-Ale ty jesteś chamski – rzekł do Pottera.
-Ale za to jaki przystojny – rzuciła z figlarnym uśmiechem przechodząca obok nich Amelia Rouse, bardzo ładna Puchonka, również reprezentantka.
Jonny obrzucił ją krzywym spojrzeniem, lecz dziewczyna odwróciła się i kompletnie go nie zauważyła.
-O co ci chodzi? – rzucił James z ironicznym uśmiechem – po prostu powiedziałem co myślę.
-Uważasz, że wszystko ci wolno? Mylisz się Potter. I Lily nigdy nie będzie twoja.
James nadal patrzył na niego z ironicznym uśmiechem i zamiast odpowiedzieć rzucił na Krukona zaklęcie galaretowatych nóg.
-Powodzenia w dojściu do salonu – pożegnał się Rogacz i skierował się do Wielkiej Sali na kolacje.
      -Lily! – krzyknęła Emily – idziesz na kolację?
-Idźcie, zaraz do was dojdę – odkrzyknęła Ruda i dalej pisała swoje wypracowanie z historii magii.
Lily jako jedyna opierała się sennej atmosferze w klasie Profesora Binnsa i zawsze miała bardzo staranne notatki, dzięki którym pisanie wypracowań szło jej dość szybko. Postawiła kropkę po zdaniu kończącym historię wojen goblinów, zwinęła pergamin i zaniosła torbę do sypialni. Następnie wybiegła z pokoju wspólnego, kierując się jak najszybciej na kolację. Jej żołądek już pół godziny temu domagał się jedzenia, lecz dziewczyna starała się myśleć tylko o goblinach. Wpadła jak burza do Sali wejściowej i zobaczyła Jonnego, który ledwo trzymał się w pozycji stojącej. Lily dobrze znała przeciwzaklęcie i już po chwili nogi Krukona przestały dziko pląsać.
-Co ci się stało? – zapytała Lily.
-Potter, na każdą krytykę reaguje dość agresywnie – rzekł chłodno Jonny.
-Już ja sobie z nim pogadam – warknęła Dziewczyna – jest tam?
Chłopak pokiwał głową i obejmując Lily w talii wkroczyli do Wielkiej Sali.
James siedział razem z Syriuszem, opowiadając mu o czymś. Kiedy Lily ze swoim chłopakiem do nich podeszli, Black wybuchnął śmiechem.
-Potter, co ty sobie wyobrażasz? – krzyknęła Evans.
-O co ci chodzi? – spytał z miną niewiniątka.
W tym momencie do Sali weszła Layla spoglądając to na Lily, to na Jamesa, Jonnego i Syriusza. Syriusz korzystając z okazji objął ramieniem zdziwioną Brunetkę i szepnął jej do ucha:
-Chodź, niech sobie w spokoju pogadają.
Reed uśmiechnęła się mimo woli i pozwoliła Blackowi wyprowadzić się z Sali.
Przez ten moment Rogacz z Rudą zdążyli się już pokłócić.
-Należało mu się!
-Bo powiedział ci prawdę?
-Nie mógł przeboleć mojej szczerości!
-Jedyną osobą, która nie może przeboleć szczerości i krytyki jesteś ty Potter! Myślisz, że jesteś we wszystkim najlepszy, najprzystojniejszy i że możesz mnie mieć? Mylisz się! Jesteś tylko napuszonym palantem, który wyżywa się na innych!
-Tym razem miałem powód! – bronił się Czarnowłosy.
-A za każdym razem, kiedy znęcasz się na Severusem też masz powód?
-Umów się ze mną, a obiecuję, że już nigdy nikogo nie tknę.
-Potter, czy ty siebie słyszysz? A poza tym mam chłopaka. A nawet gdybym go nie miała, wolałabym iść na randkę z Filchem niż z tobą!
Te słowa wywołały na Sali ogromną burzę. Fanki Jamesa, przeklinały osobę Lily, a męska część  biła Evansównie brawo. James obrzucił Jonnego nienawistnym spojrzeniem i wyszedł kierując się prosto do pokoju wspólnego.
   Tymczasem Syriusz spacerował z Laylą po błoniach Hogwartu. Mimo tego, że było ciemno i zimno, żadne z nich nie chciało kończyć tego spaceru. Pierwszy raz od początku ich znajomości rozmawiali ze sobą całkiem normalnie, bez żadnych kłótni i docinek. Po okrążeniu chatki Hagrida para usiadła pod rozłożystym bukiem koło jeziora.
-Ile gwiazd! – zachwyciła się Layla.
-Wyjątkowo dużo jak na tę porę roku – rzekł Syriusz.
Brunetka czuła się nieco niezręcznie. Syriusz podobał jej się bardzo i to już od dłuższego czasu. Dobrze wiedziała, że nie powinna tak bardzo się do niego przywiązywać, w końcu w jego słowniku nie było wyrażenia takiego jak „stabilizacja”. Ale sposób w jaki na nią patrzył… A może patrzył tak na każdą? Jego niebieskie oczy były coraz bliżej i bliżej, i bliżej. Stykali się nosami. W końcu jego usta dotknęły jej ust. Oddała się temu pocałunkowi całkowicie. W tym momencie nic innego mogłoby nie istnieć.
Kiedy w końcu oderwali się od siebie, jeszcze raz popatrzyli sobie w oczy.
-Chyba czas wracać – rzekł Syriusz podnosząc się.
-Chyba tak – szepnęła Brunetka i chwyciła dłoń Blacka.
Siedząc na błoniach stracili poczucie czasu. Kiedy weszli do Sali wejściowej, panowała w niej zupełna ciemność.
-Już jest cisza nocna – mruknęła niepewnie Layla.
-Nie przejmuj się, mnóstwo razy chodziłem nocą po zamku – rzekł Łapa obejmując dziewczynę w talii.
Przemierzali ostatni korytarz przed portretem Grubej Damy, gdy zszokowani wpadli na… Profesor McGonagall. Nauczycielka transmutacji aż cała się trzęsła. Warknęła tylko:
-Za mną.
Syriusz i Layla jak sparaliżowani podążyli za opiekunką. Kiedy stanęli przed ogromną chimerą prowadzącą do gabinetu Dyrektora wiedzieli, że sprawa jest poważna. Tylko Syriusz nie rozumiał dlaczego, o zwykłe chodzenie po korytarzach lądują na dywaniku.
-Fasolki Bertiego Botta – powiedziała McGonagall i gestem dłoni rozkazała parze wejść po schodach na górę.
Layla pierwszy raz znalazła się w takiej sytuacji. W całej swojej szkolnej karierze ani razu nie dostała szlabanu. Ze strachu aż trzęsły jej się kolana, ale przecież jako dziewczyna Huncwota nie może się bać. Mocniej ścisnęła dłoń Syriusza i wraz z nim wkroczyła do gabinetu. Dumbledore zazwyczaj uśmiechnięty miał bardzo poważną minę i nerwowo przechadzał się po kolistym pomieszczeniu. Gdy spostrzegł młodych Gryfonów jego wyraz twarzy stał się łagodniejszy i spokojnym głosem poprosił by usiedli. Zapanowało krótkie milczenie, które przerwała Brunetka:
-Dyrektorze, my przepraszamy, ale po kolacji wyszliśmy na błonia i tak się zasiedzieliśmy, że nawet nie zauważyliśmy, że już jest cisza nocna.
Dyrektor spojrzał w szare oczy dziewczyny i rzekł:
-Droga Laylo, czy myślisz, że gdyby chodziło tylko o chodzenie korytarzami po ciszy nocnej siedzielibyście tutaj?
-Więc o co chodzi? – zapytał zaniepokojony Syriusz.
-Śmierciożercy próbowali dostać się do zamku, ale na szczęście im się to nie udało. Mimo tego postanowiliśmy zachować specjalne środki ostrożności.
Dwójka Gryfonów odetchnęła z ulgą w duchu. Skoro Śmierciożercy napadli szkołę, to znaczy, że im się upiecze. Ale tak naprawdę jakie to ma teraz znaczenie? Dyrektor spojrzał na swoich uczniów jakby się nad czymś głęboko zastanawiał. Po chwili rzekł:
-Myślę, że niedługo wszystko stanie się jasne, a teraz proszę, wróćcie do swoich dormitoriów.
Para biegiem udała się do salonu.  Nie było dla nich zaskoczeniem, że ich przyjaciele siedzą na kanapie bardzo zmartwieni.
-Layla! – krzyknęła Lily i wraz z Michelle rzuciły się na przyjaciółkę mocno ją obejmując.
Huncwockie powitanie nie było aż tak wylewne, ale było widać, że trójka chłopaków odetchnęła z ulgą na widok Syriusza.
-Michelle, co ty tu robisz? – zapytał Black.
-Zanim ogłosili napad śmierciożerców przyszłam odwiedzić dziewczyny, a potem nie chciały mnie wypuścić.
-A gdzie jest Emily? – zapytała Layla.
-Nie wiemy –szepnęła Lily – nie widziałam jej od kolacji.
-Trzeba powiadomić Dumbledora! – krzyknęła Brunetka.
-Nie trzeba – rzekł James.
-Masz jakiś lepszy pomysł? – warknęła Ruda rzucając Potterowi mordercze spojrzenie – naszej przyjaciółki nie ma już od paru godzin i nie wiemy co się dzieje!
-Jak się jej zapytasz to może ci powie – rzekł Rogacz i spojrzał w stronę portretu Grubej Damy, gdzie stała Emily.

Rozdział 6: Wspaniały przyjaciel

Syriusz wszedł do dormitorium i rzucił się na łóżko.
-A Tobie co jest stary? – zapytał Rogacz patrząc na przyjaciela – to ja powinienem siedzieć załamany, a  ty wyglądasz gorzej ode mnie.
-Bab nie da się zrozumieć – rzucił Łapa z grymasem na twarzy.
-No przyjacielu, powiem ci, że odkryłeś Amerykę – roześmiał się James – a więc o co chodzi?
-O naszą kochaną pannę Reed. Przed chwilą na mnie nawrzeszczała nie wiadomo o co.
-Przecież to nic nowego. Od pięciu lat się ze sobą kłócicie o byle co.
-Ale tym razem była jakaś dziwna – rzekł Syriusz patrząc w okno.
           Layla biegła korytarzami nie patrząc, w którą stronę zmierza. Kiedy się zatrzymała jej oczy szeroko otworzyły się ze zdziwienia. Koło pomnika zbzikowanego czarodzieja zawsze była pusta ściana, a w tej chwili widniały tam drzwi. Brunetka niepewnie je otworzyła i weszła do środka. Znajdowała się w okrągłym pokoju z niebieskimi ścianami, a za oknem był widok na morze. To pomieszczenie aż do złudzenia przypominało salon w domu jej zmarłej babci. Te same fotele, ten sam kredens i nawet ten sam stolik na którym stała filiżanka herbaty.
-Przecież to niemożliwe – mruknęła dziewczyna wyglądając przez okno.
Morskie fale delikatnie rozbijały się o brzeg. Nie wiele myśląc, Layla wybiegła  z pokoju. Kiedy już znalazła się w dormitorium mocno przytuliła zaskoczoną Lily.
-A tobie co się stało? – spytała Ruda.
-Wiesz przemyślałam dobie wszystko i jeśli chcesz być z Jonnym to nie obiecuję nie krzywić się za każdym razem gdy zobaczę was razem.
-Mówisz serio?  - zdziwiła się Evans.
-Jasne. Przecież nie możemy wszystkie być nieszczęśliwe – rzekła Layla uśmiechając się – to z tym Jonnym to tak na poważnie?
-Tak myślę – szepnęła Lily uśmiechając się delikatnie.
-A co z Jamesem?
-A co ma być? – obruszyła się Lily.
-Przecież ostatnio zaczęliście ze sobą rozmawiać – zauważyła Layla.
-To, że zaczęłam z nim normalnie rozmawiać to nie znaczy, że cokolwiek się zmieniło. Nadal jest tym samym napuszonym palantem co wcześniej.
Layla tylko westchnęła. Nie chciała więcej kłócić się z najlepszą przyjaciółką.
Październik nie wiadomo kiedy zmienił się w listopad. Liście opadały z drzew, a deszcz zacinał w okna Hogwartu. Gdyby nie szkolny turniej mimo deszczu, niektórzy uczniowie ćwiczyliby do upadłego na boisku quidtticha. Oczywiście gdy Syriusz i James dowiedzieli się, że w tym roku nie będzie rozgrywek czarodziejskiej gry byli strasznie oburzeni. Zwłaszcza Rogacz, który mimo udziału w turnieju musiał zdawać SUMY. Nie pomogły prośby i błagania profesor McGonagall, a nawet samego Dumbledora. Tak więc zamiast ćwiczyć Huncwoci siedzieli w bibliotece, ucząc się transmutacji. W sumie to tylko Remus pomagał Peterowi napisać wypracowanie o zamianie zwierząt w szafy na ubrania, a James z Syriuszem siedzieli znudzeni gapiąc się w okno. Brunet w okularach przeciągnął się ziewając szeroko i zaczął swój ulubiony temat, którego pozostali przyjaciele mieli już serdecznie dość.:
-Muszę coś zrobić, by Lily wreszcie rzuciła tego Jonnego.
-Co ty się tak na nią uparłeś? – rzucił z przekąsem Black – przecież w Hogwarcie jest tysiąc dziewczyn, które marzą żebyś się chociaż do niech odezwał, a Ruda od pięciu lat spławia cię za każdym razem, gdy próbujesz się z nią umówić.
-Może gdybyś…- zaczął  Remus, lecz Syriusz przerwał mu.
-Musisz zrobić coś, żeby Lily zobaczyła, że jesteś lepszy od  tego idioty.
-No i żeby to… - Lunatyk znów chciał wyrazić swoją opinię na ten temat, ale tym razem James rzekł:
-Udowodnię jej to podczas pierwszego zadania. Po prostu muszę być od niego lepszy, choćby nie wiem co.
-I myślisz, że… - chciał powiedzieć Remus, ale tym razem odezwał się Peter:
-Na pewno będziesz lepszy! Genialny plan.
Chłopcy przybili sobie piątki. James patrząc na zdegustowanego Lupina rzekł:
-Mówiłeś coś, Luniaczku?
Remus, widząc uradowaną minę Jamesa wiedział, że już nie wybije mu z głowy tego pomysłu. Oczywiście wiedział, że jeśli Potter będzie lepszy (a było to bardzo prawdopodobne) to będzie się przechwalał, a przecież Lily tego nienawidziła. Lupin za dobrze znał przyjaciela i był pewny, że jego planów już nie zmieni więc tylko mruknął zdegustowany:
-Już nic.
Huncwoci zaczęli zawzięcie dyskutować o tym, co może spotkać Jamesa w pierwszym zadaniu. Ilość informacji była dość ograniczona, gdyż wiedzieli, że zadanie ma sprawdzić sprawność i inteligencje. Według Syriusza, James nie miał się czym przejmować. Rogacz podzielał jego zdanie. W tym momencie do biblioteki weszła Lily z Emily, Laylą i Michelle.
-Patrzcie kto przyszedł – szepnął Peter.
Syriusz podniósł głowę i gdy zobaczył cztery dziewczyny uśmiechnął się szarmancko. James również się uśmiechnął i zawołał:
-Hej Evans!
-Cześć – odpowiedziała Ruda z niezadowoloną miną.
Nienawidziła, gdy Potter zwracał się do niej po nazwisku.
-Umówisz się ze mną?
Lily przewróciła oczami, i nie zwracając uwagi na chichoty koleżanek odpowiedziała:
-Potter przecież dobrze wiesz, że mam chłopaka.
-Ale ten chłopak nie jest mną więc się nie liczy.
Michelle wyszczerzyła zęby do James i uniosła kciuk do góry. Chłopak puścił do niej oko. Syriusz nie spuszczał, wzroku z Layli, lecz ta nie zaszczyciła go nawet spojrzeniem.
-A tak z innej beczki, pamiętacie, że dzisiaj pełnia? – zapytał Potter z uśmiechem.
-Nareszcie, już zaczynałem się nudzić – ucieszył się Black.
-Za to ja wolałbym się ponudzić – mruknął Remus zza opasłego tomu transmutacji – jesteście pewni, że to opanowaliście?
-Opanowaliśmy to do perfekcji – wyszczerzył się Peter.
-Co opanowaliście? – spytała podejrzliwie Lily.
-Nic co powinno cię obchodzić Evans – warknął Syriusz.
-A może tak trochę grzeczniej? – burknęła Layla.
Black tylko zmierzył ją chłodnym spojrzeniem.
-Pamiętajcie, że jestem prefektem… - zaczęła Lily, lecz James jej przerwał.
-Przestań nas straszyć szlabanem. Nie masz żadnych dowodów, że zamierzamy zrobić coś co nie jest zgodne ze szkolnym regulaminem.
-Niby nie, ale znam was aż za dobrze i wiem, że coś knujecie – powiedziała Ruda przez zaciśnięte zęby.
Chłopcy tylko wymienili między sobą spojrzenia, nie odzywając się ani słowem.
-Pamiętajcie, że mam was na oku – rzuciła Lily i razem ze swoimi przyjaciółkami wyszła z biblioteki.
-Super. Jak ta mała zacznie węszyć to już po nas – mruknął Syriusz zamykając z hukiem opasły tom z zaklęciami.
        -Lily, wyluzuj – krzyknęła Layla rzucając w Gryfonkę swoim orlim piórem – przecież siedzą sobie spokojnie i odrabiają lekcje.
-Za spokojnie – mruknęła Ruda  nie spuszczając oczu z Huncwotów.
-Dramatyzujesz – rzekła Emily, robiąc wielkiego kleksa w swoim wypracowaniu z Historii Magii.
Chociaż nie pochwalała zachowania Rudej, Lily miała rację, że coś jest nie tak. Chłopcy w piątek wieczorem zazwyczaj siedzieli z butelką kremowego i zaśmiewali się ze wszystkiego wokół nich, a teraz siedzieli przy stoliku przy oknie, rozmawiając o czymś przyciszonym głosem.
-Mam tego dość, idę spać – rzuciła Lily i skierowała się do damskiego dormitorium.
Dziewczyny wymieniły porozumiewawcze spojrzenia. Emily zgarnęła swoje podręczniki, a także Panny Evans i wraz z Laylą weszły po schodach do swojej sypialni.
         Lily obudziła okropna suchość w gardle. Zerknęła na zegarek, dochodziła północ. Niechętnie wygramoliła się ze swojego łóżka i podeszła do szafki, na której zawsze stał dzbanek z wodą. Jak na złość dzbanek okazał się być pusty. Niezadowolona dziewczyna zarzuciła na ramiona swój mięciutki błękitny szlafrok i z zamiarem odwiedzenia kuchni wyszła z sypialni. Już prawie była w pokoju wspólnym, gdy usłyszała znajome głosy.
-Nogi mi wystają!
-Glizdek, co mam ci na to poradzić?
-Ty Syriuszu jesteś wyższy i tobie nóg nie widać.
-To który się poświęci i pójdzie bez peleryny? – zapytał James, lecz po krótkiej chwili milczenia Lily znów usłyszała jego głos – no dobraa. A możecie mi powiedzieć gdzie jest mapa?
-Chyba pod moim łóżkiem – rzucił Syriusz ze śmiechem.
-Ty naprawdę chcesz mnie zabić – burknął Rogacz i dodał po chwili – to wy już idźcie, a ja was dogonię.
Do uszu dziewczyny doszło skrzypnięcia portretu i oddalające się kroki. Teraz miała szansę wyciągnąć od Pottera całą prawdę. Zeszła do pokoju i czekała na chłopaka ze skrzyżowanymi rękami. Po chwili chłopak pojawił się na schodach , trzymając w ręku gruby kawał pergaminu.
-Miałam rację – syknęła Ruda.
-Lily, to nie tak jak myślisz – zaczął James.
Lily? Czy Potter właśnie zwrócił się do niej po imieniu?
-To nie tak? A jak? Wałęsacie się po szkole jak zawsze! W tym momencie muszę iść do Profesor McGonagall.
-Błagam cię, nie rób tego! – krzyknął James.
-Niby dlaczego mam tego nie robić? Od pięciu lat macie gdzieś szkolny regulamin. Szlabany, które wam daję nic nie pomagają, więc może rozmowa z McGonagall coś zdziała.
-Dziewczyno, tu nie chodzi o jakieś tam wygłupy, tylko o Remusa! – wybuchnął chłopak.
-O Remusa? – zdziwiła się Lilianne – przecież Remus…
-Słuchaj, musisz obiecać, że nikomu nie powiesz.
-No okej, ale powiedz o co chodzi – rzekła zdezorientowana Gryfonka.
-Luniek, on… on jest wilkołakiem. W każdą pełnie jest przenoszony do wrzeszczącej chaty, a my mu towarzyszymy.
-Lily przeraziła się nie na żarty:
-Towarzyszycie mu? Przecież to wilkołak! On może was zabić! Nie zdajecie sobie z tego sprawy?
-Masz mnie za idiotę? – burknął James – tak się składa, że ja, Łapa i Glizdogon, gdy dowiedzieliśmy się o tym… futerkowym problemie postanowiliśmy mu pomóc i staliśmy się animagami.
Lily była w ciężkim szoku. Udało jej się tylko wydukać:
-Przecież to jest nielegalne. I kiedy wy to…?
-Ćwiczymy od trzeciej klasy, a od końca czwartej towarzyszymy Remusowi.
W oczach dziewczyny błyszczał podziw.
-Obiecuje, że nikomu nie powiem – rzekła Ruda.
-Dziękuje – szepnął James z wdzięcznością – Tylko miałbym do ciebie jeszcze jedną prośbę…
-Jaką?
-Proszę, niech twój stosunek do Remusa się nie zmieni. On jest nadal taki sam, a gdy podczas pełni mu towarzyszymy, jest naprawdę łagodny.
-Oczywiście. To może lepiej już idź, na pewno czekają na ciebie – mruknęła dziewczyna , dziwiąc się sama sobie, że to mówi.
-Dziękuje – powtórzył James i wybiegł z pokoju wspólnego.
Rozbudzona dziewczyna usiadła na fotelu przed kominkiem i popatrzyła się w ogień. Chcąc, nie chcąc musiała przyznać, że James jest naprawdę wspaniałym przyjacielem.